Całkiem przyzwoity czerwiec – 211KM

Wałbrzyski tartan – najniebezpieczniejsze miejsce dla biegaczy

Czerwiec wypadł nadspodziewanie udanie, chociaż były pewne niedociągnięcia wynikające głównie z mojej naiwności. Bo koniecznie chciałem zrobić szybkie treningi na bieżni! Pomyślałem sobie, że skoro są bieżnie tartanowe przeznaczone do biegania, to będę po nich biegał. Ale szybko zostało mi to wybite z głowy. Nieomal za każdym razem podczas kolejnego treningu (Wałbrzych, Szczawno Zdrój), bieżnia była wykorzystywana do innych celów, na przykład do jazdy na rowerach, hulajnogach, do spacerowania z małymi dziećmi i do? Nie zgadniecie. Do leżenia na kocykach, ponieważ tak nauczyciele postanowili spędzać z młodzieżą ostatnie chwile w szkole.

Dlatego nie narzekajmy na to, że dzieci są złe. One są tak przez rodziców i specjalistów wychowywane. Przynajmniej przez część z nich, bo inni nawet nie wyjdą z dzieciakami na bieżnię, gdyż są tak zajęci nic nie robieniem, że nie czują takiej potrzeby. Na szczęście są ludzie, którzy biorą swoje pociechy za rękę lub na plecy i idą z nimi w góry, do lasu, gdziekolwiek. Jest więc nadzieja, że przynajmniej część społeczeństwa nawdycha się tlenu.

Ja ostatecznie wylądowałem na asfalcie, tak jak koledzy, których podpytywałem o to, gdzie robią szybkie treningi rytmowe, interwałowe itd. Jeden z kolegów powiedział, abym odpuścił walkę z wiatrakami, zrezygnował z bieżni i biegał po ścieżce rowerowej. No cóż… trzeba będzie tak zrobić.

Asfalt zamiast tartanu? Jeden interwał z góry, drugi pod górę, trzeci w dół i może coś z tego będzie.

Ale wychodzi na to, że powinienem schudnąć nie osiem kilogramów, lecz co najmniej 15-cie, żeby unosić się nad asfaltem, betonem lub brukiem, lekko jak rasowy Kenijczyk niestrudzenie zmierzający do mety.

Na szczęście mój trening załamał się nieznacznie przez owe kombinacje. Bo część rytmów robiłem w lesie, część na asfalcie, szukając na ziemi miejsca dla siebie.

W tym miesiącu spędziłem kilka dni urlopu wędrując po górskich ścieżkach Beskidu Małego oraz Beskidu Żywieckiego. A pod koniec pobytu w Międzybrodziu Żywieckim startowałem w Górskim Biegu Frassatiego > https://biegfrassatiego.gosc.pl na dystansie ok. 22km z przewyższeniem +/-1120m Trasa prowadziła przez część masywu Beskidu Małego i była była bardzo wymagająca oraz ciekawa. Startowaliśmy z Międzybrodzia Bialskiego, docierając okrężną trasą przez Przełęcz Przegibek, Magurkę Wilkowicką na najwyższy szczyt gór – Czupel, aby bardzo stromym zbiegiem dotrzeć ponownie do Międzybrodzia na linię mety.

Profil trasy Górskiego Biegu Frassatiego (źródło strona zawodów)

Polecam bieganie w tych stronach. Znajdziecie tutaj kilka bardzo ciekawych imprez na ciekawych i wymagających trasach.

Start w Beskidach był moim drugiem biegiem w tym sezonie i wypadł całkiem przyzwoicie, co było dla mnie zaskoczeniem. Ale tak naprawdę nie mam pojęcia jakbym przebiegł ten bieg przed wirusem i swoją chorobą, czy byłoby lepiej, tak samo, czy gorzej?

Niestety ciągle wracam do tego, co przytrafiło mi się dwa lata temu, ponieważ wiem, że cofnąłem się zdrowotnie i przebiegnięcie 200km w miesiącu, jest obecnie dla mnie ogromnym wysiłkiem. Głównie z powodu dłuższego czasu przeznaczonego na regenerację, ale nadal chce mi się biegać. Muszę tylko znaleźć nowy punkt odniesienia. Zapomnieć o tym, co było, wcisnąć swoje wspomnienia do działu Leśnych Opowieści i biegać od nowa.

Slavo65

Może Ci się również spodoba