Wizytówka

Faceci w moim wieku bywają obrzydliwie sfrustrowani. Myśląc, że osiągnęli wszystko co było możliwe do osiągnięcia, spoczywają na laurach. Albo myślą, że już niczego w swoim życiu nie zdołają zrobić, skoro im się to wcześniej nie udało. Często wydziwiają i popadając w apatię zaczynają popijać. Niektórzy przeżywają tak zwaną drugą młodość i rozglądają się za kobietami na które nawet nie powinni spoglądać. Ale większość gnuśnieje zamiast żyć pełną gębą, korzystając z tego, że Bóg obdarzył ich zdrowiem.

Może ktoś pomyśli, że jestem dziwakiem, bo znalazłem inny sposób na samorealizację. Ale przecież nie kończę żywota, ani nie stoję na jego krawędzi. Tak mi się przynajmniej wydaje.  Dlaczego wobec tego miałbym biernie czekać na to co nieuchronne???

Zawsze coś robiłem aby uzupełnić swój ziemski byt. Nie było to nic wielkiego, ale pozwalało mi oderwać się od ciężkiej i często nudnej egzystencji. Teraz postawiłem na bieganie, a bieganie po górach jest tym co mnie od jakiegoś czasu pozytywnie nakręca.

Od kiedy biegam?

Biegać rozpocząłem w wieku 46 lat, w marcu 2011 roku. Do biegowej rywalizacji przystąpiłem również w 2011 roku zaliczając cztery starty. Namówili mnie do tego koledzy biegający od wielu lat. Twierdząc, że rywalizacja nada większy sens mojemu bieganiu i mieli rację. Dzięki zaplanowanym startom z chęcią wychodzę na treningi, nawet gdy za oknem  jest paskudna pogoda.

Od samego początku nabrałem odpowiedni dystans do mojego nowego zajęcia i nie stresuje mnie to, że na zawodach nie poszło mi tak jak chciałem, lub że podczas treningu złapałem kontuzję i cały plan treningowy legł w gruzach. Martwi mnie to, ale nie jest powodem do stresu. Natomiast cieszy mnie ściganie się z innymi biegaczami – zwłaszcza rówieśnikami. Nie mam trenera, ale nie szukam (może kiedyś), ponieważ zostałbym ujarzmiony w treningowym kieracie i nie mógłbym się obijać, dlatego moje postępy są tak mierne, bo obijanie się postępom nie sprzyja.

O blogu.

Blog o bieganiu założyłem 25 października 2011r., aby zachęcić rówieśników swoim przykładem do aktywności fizycznej, by ruszyli swoje tłuste tyłki z kanapy i zaczęli robić coś bardziej sensownego od uporczywego wpatrywania się w telewizor. Mogliby na przykład zacząć biegać, jeździć na rowerze, pływać lub ćwiczyć na siłowni. Na blogu umieszczam informacje o moich startach, treningach i o różnych imprezach biegowych.

Nie udzielam porad treningowych, ponieważ się na tym nie znam i nie chciałbym swoją niewiedzą kogoś niedoświadczonego skrzywdzić. Ograniczam się do moich uwag dotyczących treningów oraz do umieszczania ciekawych informacji na temat treningów biegowych, uzupełniających itd.

O sprzęcie również wiele nie piszę, bo nie otrzymuję ubrań, butów itd. do testowania. Na temat sprzętu sportowego z którego nie korzystałem, nie będę się wypowiadał. Nie zależy mi na zwiększeniu wizyt na blogu uzyskanych w ten sposób. Wyjątkiem jest sprzęt z którego korzystają moi znajomi, o ile uda mi się uzyskać na jego temat ciekawe informacje, bo o tym warto napisać.

Nie prowadzę konkursów zachęcających do lajkowania bloga, ponieważ brzydzą mnie takie praktyki. Z pewnością miałbym więcej lajków na fanpage, ale cieszą mnie osoby zaglądające na biegigorskie.eu ze względu na to co piszę, a nie z innych powodów.

Gdzie mieszkam?

Mieszkam w Wałbrzychu. W mieście położonym wśród gór i lasów. Postanowiłem więc iść na łatwiznę i nie szukać płaskich terenów do biegania, tylko biegać po górach. Moje rodzinne miasto nie wyróżnia się niczym szczególnym, poza jednym: każda dzielnica miasta ma swój rozległy park, albo przylegający do niej las, a wzdłuż jego granic ciągną się niewielkie lecz malownicze pasma górskie. Bliskość granicy do naszych sąsiadów pozwala na częste wypady i rywalizację z niesamowitymi biegaczami z Czech.

O pracy.

Pracę mam ciężką, ale daję radę, więc nie narzekam. Nigdy nie miałem aspiracji do tego, żeby kimś rządzić i może dlatego jestem zwykłym pracownikiem. Z tych samych powodów nie zrobię kariery i pozostanę na samym dole drabinki sukcesu. Nie odczuwam potrzeby dowartościowania się przez rządzenie innymi ludźmi. Może to dobrze, a może źle, ale nigdy mi na tym nie zależało. Bywają dni, gdy w pracy jest naprawdę ciężko, lecz jeśli po ośmiu godzinach pracy mam jeszcze ochotę do biegania to znaczy, że nie jest jeszcze tak źle.

Moje plany?

Jestem w tym wieku, że mam więcej czasu od innych żeby zająć się sobą i robić to co lubię, dlatego postanowiłem biegać. Definitywnie rzuciłem ćwiczenia na siłowni i żałuję, że zrobiłem to tak późno. Ćwiczenia na siłowni stały się dla mnie przytłaczającą monotonią, która zaczęła mi coraz bardziej ciążyć. Wcześniej trenowałem Aikido, miałem epizody żeglarskie, jeździeckie, piłkarskie, a nawet grałem w szachy. Dlatego zaczynając przygodę z bieganiem nie byłem misiem kanapowym który doznał biegowego objawienia, a teraz natchniony chce do tego na siłę namawiać innych. I może stąd mój dystans do tego co robię.

Czy mam jakieś plany? Plany tak – chciałbym biegać coraz lepiej, by skutecznie rywalizować z rówieśnikami. I na tym koniec. Żadnych marzeń, bo to co możemy osiągnąć dzięki swojej pracy nie powinniśmy nazywać marzeniami, a wielu ludzi myli marzenia z planami.

Jakieś zmiany?

Kiedyś, ktoś powiedział, że człowiek zmienia się średnio co siedem lat. I pewnie coś w tym jest, bo z upływem czasu zaczynamy dostrzegać to, co dawniej było dla nas niewidoczne, a pomijać to, co było dla nas ważne. Może dlatego zmienia się nasz charakter, nasze upodobania, zachowanie, nasze wartości, aż stajemy się nie do poznania. Jedni gorsi, inni lepsi, ale inni. Nie dotyczy to tych którzy latami wegetują, nie zwracając uwagi na to, że życie ucieka im między palcami.

Bieganie, to taka moja zmiana – bo nigdy nie przypuszczałbym, że zacznę to robić.

O sobie.

Całe życie pracuję nad tym, aby stać się lepszym człowiekiem. I czuję się jak mityczny Syzyf, bo ciągle mi to nie wychodzi.

Moje marzenia?

Chciałbym umrzeć jako szczęśliwy człowiek. Wiem, że przynajmniej połowa mojego marzenia się spełni.

Co dało mi biegania?

Dzięki bieganiu poznałem wielu ciekawych ludzi. W ciągu kilku biegowych lat, więcej niż przez resztę mojego życia.

Pozdrawiam i mam nadzieję, że spotkamy się na zawodach lub biegowych ścieżkach.

Sławek z Wałbrzycha 😉