Człowieku nie poddawaj się!

Często zdarza mi się, że zmuszenie się do zrobienia treningu, jest dla mnie dziesięć razy większym wyzwaniem niż sam trening. Tak jest zwłaszcza po nocnej zmianie, kiedy po 3-4 godzinach leżenia w łóżku, mój Garmin z powodu zbyt wysokiego pulsu nie odnotowuje ani jednej minuty snu. Tak było również dzisiaj. Nogi ciężkie jak z betonu, w głowie szum jak po koncercie rockowym i puls już na dzień dobry wyższy niż zwykle. A jednak na trening wypadałoby się udać. Ciężko, bo nikt mnie do tego nie zmusza. Nie mam trenera, sponsorów, ani promotorów, tak jak 99 procent biegaczy amatorów. Po prostu nic nie muszę. Ale lubię robić to, czego nie muszę robić, a chcę.
Dlatego najpierw była kawa po przebudzeniu, później 9km truchtania do Zamku Książ i powrót na dzielnicę. Następnie 3km szybszego biegu na bieżni. Przebiegnięcie na tartanie czegoś, co miało być biegiem progowym. Na koniec jeszcze 2km truchtania w deszczu. W sumie lekki trening, ponieważ w sobotę będzie atestowana dyszka w Ząbkowicach, gdzie chciałbym pobiec trochę szybciej.
Wiem, że do trącącej starością życiówki na dystansie 10km (00:44:03 – Bieg Uniwersytetu Medycznego 2016r.) nawet się nie zbliżę, lecz przynajmniej dowiem się w którym miejscu dokładnie się znajduję. Być może będzie to tak zwane odbicie się od dna? Odwrócenie złej passy. Mam taką nadzieję, ponieważ nadal bieganie mnie cieszy i chciałbym powalczyć jeszcze co nieco z chłopakami z kategorii M50, zanim awansuję do kolejnej…
Slavo65

Może Ci się również spodoba