Jaki był dla mnie tegoroczny wrzesień?

Mój biegowy wrzesień wypadł całkiem przyzwoicie. Nie miałem zaplanowanych startów, gdyż wolne weekendy przeznaczyłem na dwa krótkie wyjazdy wypoczynkowe. Pierwszym był weekend w Świeradowie, podczas którego zrobiłem z Żoną trzy trasy w Górach Izerskich, przy towarzyszącej nam pięknej pogodzie, a drugim wyjazdem była wizyta w Michałowicach położonych u podnóża Karkonoszy. Odpoczywaliśmy tam pierwszego dnia uczestnicząc w recitalu Jadwigi Kuty „200 par butów,” a drugiego w przedstawieniu komediowym „Szczególny przypadek Zenobiusza Perta” na którym uśmialiśmy się do łez. Podczas tych krótkich wyjazdów nie biegałem, ponieważ od tego też trzeba odpocząć, w końcu nie samym bieganiem człowiek żyje.

Na wrzesień zaplanowane miałem do przebiegnięcia 200km, treningi progowe, interwałowe i podbiegi – jako akcenty siły biegowej. Kilometraż wykonałem co do jednego metra. Gorzej wypadły mocniejsze treningi, z których zrobiłem zaledwie połowę, lecz dobre i to, bo zanosiło się na to, że będzie znacznie gorzej.

Ale przyznam, że nie potrafię biegać akcentów i nigdy nie wiem, czy takie treningi robię dobrze. Możliwe, że nie mam do specjalistycznych treningów odpowiedniego podejścia, albo moja wiedza na ten temat jest niewystarczająca, a niestety wygląda na to, że nie jest. Bo zrozumieć to, co napisane jest w książkach, a później przełożyć na amatorskie możliwości jakimi dysponujemy, wymaga znacznie większej wiedzy, niż ta zawarta w kilku książkach na temat biegania.

Każdy z nas AMATORÓW ma swój świat. Świat nieporównywalny z tym, w którym obraca się nawet nasz najlepszy kumpel mieszkający nieopodal, czy koleżanka, którą znamy od lat i przebiegliśmy z nią setki kilometrów na treningach lub zawodach. Ja na przykład mam 55 lat na karku i więcej wolnego czasu niż mój o dziesięć lat młodszy kolega posiadający dwójkę nastoletnich dzieci, którym należy poświęcić sporo czasu, jeśli poważnie myśli się o rodzinie. I jak tu porównać nasze możliwości, skoro ja dysponuję czasem, ale mam problemy zdrowotne, bo po przebytej około dwa lata temu zatorowości płucnej, jeszcze się nie pozbierałem i z racji wieku, na regenerację potrzebuję więcej czasu, a On jest młodszy i zdrowszy, lecz obowiązki rodzinne pochłaniają znaczną część czasu jakim dysponuje?

To są rozterki amatora – dopasować własne aspiracje do możliwości, albo je utemperować, jeśli jest taka konieczność. Zwiesić głowę z pokorą, tak jak ja i dalej robić swoje, tylko w znacznie ograniczonym zakresie. Ciesząc się tym, że nadal można to robić!

Sami rozumiecie o czym piszę, albo i nie, gdyż wielu ludzi tego nie ogarnia, starając się osiągnąć to, co jest dla nich niemożliwe do osiągnięcia. Dlatego imponują mi tylko osoby dysponujące podobnymi możliwościami do moich, którzy zrobili znacznie więcej niż ja! Takim ludziom mogę pozazdrościć wytrwałości, wiedzy oraz skuteczności w działaniu.

Czy ciąg dalszy moich biegowych dylematów? Wygląda na to, że tak. Ale po kilku miesiącach starań, mam jako tako „poukładany” trening. Zmniejszyłem miesięczny kilometraż, gdyż organizm nie ogarnia tej samej ilości kilometrów, co było możliwe jeszcze dwa lata temu. Rozdrobniłem trening, biegając krótsze odcinki na jednej sesji i zrezygnowałem z długodystansowych aspiracji, a trasy od 20-tu do 60km pasowały mi najbardziej, to na nich czułem się najlepiej. Nogi z wysiłku wchodziły do tyłka, lecz satysfakcja była ogromna, nawet jeśli nie wszystko poszło po mojej myśli.

Slavo65

Może Ci się również spodoba