Moje sierpniowe dylematy

Nie wiem co mnie bardziej w tym roku dobija, COVID z którego banda cwaniaków w garniturach zrobiła wirusowego celebrytę, czyli chorobę na której mnóstwo ludzi chce naszym kosztem zarobić górę pieniędzy, czy moje problemy zdrowotne. Jednocześnie cieszę się, że mogę biegać, ponieważ wielu kolegów musiało odpuścić bieganie będące ich pasją. Kilka lat temu mnie również spodobała się ta forma przemieszczania się w przestrzeni. Na siłownię nie chcę wracać, bo w porównaniu z bieganiem to nuda. Przez pięć lat ćwiczenia na siłce poznałem najwyżej 10 osób i kumplowałem się może z dwoma siłaczami, a przez pięć lat biegania, poznałem więcej niż sto osób i wśród tej setki, jest co najmniej kilkanaście osób z którymi utrzymuję bliższe lub dalsze kontakty.

Niemal cały miesiąc upłynął mi na bieganiu i rozmyślaniu o tym co dalej? Qwa, mogłem jeszcze kadzidełka palić! Albo zatrudnić szamana, który tańcząc przy ognisku, po wypiciu co najmniej butelki gorzały z dodatkiem ziół i żabiego skrzeku, zbierałby myśli by odpowiedzieć na pytanie, co mam robić dalej!

Ale sierpień nie był taki zły. Z planowanych 220km wybiegałem 204km Zrobiłem planowane treningi tzw. zabawy biegowej. W moim wykonaniu było to 10 X 1 minutowe odcinki z 1min przerwą w truchcie, a pod koniec miesiąca 10 X 2min szybkiego biegu na 2min truchtu. To wymagający trening, ale całkiem przyjemny do wykonania. Do tego doszły 3 treningi szybszego biegu w tempie +/- progowym. Takie plus minus, ponieważ nie wnikałem w to, jakie na obecnym poziomie jest moje tempo progowe i 3-4km odcinki biegałem pod puls.

Wiem, że nie brzmi to profesjonalnie, ale w końcu nie jestem profesjonalistą, dlatego kombinuję po swojemu i nie mam zamiaru wciskać Wam kitu o tym, że o takim podejściu do biegania wyczytałem w mądrych anglojęzycznej książkach o bieganiu, których jeszcze nie przetłumaczona na nasz nadwiślański język.

Ten miesiąc potraktowałem dosyć luźno, chociaż zależało mi na zrobieniu planowanych kilometrów i zrealizowaniu kilku mocniejszych treningów.

Na koniec sierpnia miałem zaplanowany start w Zieleńcu na dystansie 10km, lecz dzień przed startem byłem lekko przeziębiony, a w dzień zawodów do przeziębienia doszło jeszcze przemęczenie i wolałem zrezygnować ze zrobienia startu na siłę. Nie wiem, czy nie postąpiłem zbyt pochopnie rezygnując z zawodów, ale jeśli ktoś po przespanej nocy, wstaje z łóżka wykończony, nie napawa to optymistycznie do jakiegokolwiek startu! W każdym razie mnie nie zmobilizowało to do biegania, tylko jeszcze bardziej przybiło.

Nie wiem, czy jeszcze w tym roku załapię się na zawody, ponieważ możliwości mam skromne, gdyż zaledwie dwa terminy mogę poświęcić na starty, ale zobaczymy, wypadałoby przed zimą sprawdzić na jakim jestem poziomie, żeby odpowiednio nastawić się do treningów w kolejnych miesiącach.

Slavo65

Może Ci się również spodoba