Biegiem po strzegomskich kamieniołomach

Lubię od czasu do czasu pobiegać ze znajomymi, ale niestety nie ma na to zbyt wielu okazji. Zwłaszcza kiedy pracuje się w systemie czterobrygadowym, w którym wolny dzień weekendowy wypada najwyżej 2-3 razy w miesiącu.  A długi luźny trening w terenie, to spora dawka tlenu dostarczona do organizmu oraz wtłoczone dodatkowe kilometry do nóg, które powinny zaprocentować w sezonie startowym.

 To również okazja do spotkania i rozmowy, bo są ludzie z którymi warto się spotykać. Tak jest w przypadku kolegów ze Strzegomia, dzięki którym można się psychicznie podbudować, przynajmniej na kolejne 3-4 tygodnie. Zwłaszcza dzięki Zbyszkowi! Ja mam 55 lat na karku. On dziesięć lat więcej, ale zdaje się przemijającego czasu nie dostrzegać i biega ciesząc się życiem. Dając tym dobry przykład innym ludziom, bo wielu z nas marudzi i narzeka na wszystko od urodzenia aż do śmierci, jakby nic ciekawszego nie mieli do roboty!

Ze Strzegomia wybiegliśmy w południe, po drodze dołączył kolejny kolega i we czwórkę  biegliśmy asfaltowymi, polnymi i leśnymi drogami docierając do mniejszych lub większych wyrobisk okolicznych kamieniołomów. Pod tym względem to ciekawy teren, a ogromne dziury w ziemi, zrobione w skalnym podłożu przez człowieka, robią wrażenie.

Na 18km trasie przewyższenia uzbierało się ok. +300m, a tempo nie było zbyt mocne, w granicach 5:35-5:50, co dla mnie stanowiło spore wyzwanie, ponieważ tak długich odcinków od dawna nie biegam. Pogoda również dopisała, było około 5 stopni na plusie, lecz ja jak zwykle za grubo się ubrałem, pocąc się niemiłosiernie!…

Slavo65 

Może Ci się również spodoba