Wysiłek, ból i zmęczenie – innej drogi nie ma!

Ciężko było wybrać się na wczorajszy trening. Właściwie to mogłem nie biegać, ponieważ i bez tego byłem mocno zmęczony. Po nocnej zmianie spałem zaledwie 3 godziny, gdyż praca na zmiany rozwala całą dobę doszczętnie! Jedziemy do domu zmęczeni i nie wyspani, bojąc się zasnąć za kierownicą. Kładziemy się do łóżka. Zasypiając natychmiast, by po godzinie obudzić się bez powodu. Do tego nie potrzebny jest sąsiad wiercący dziurę w ścianie od samego rana, czy dobijający się listonosz. Budzimy się niewyspani i nie możemy zasnąć ponownie! Tak najczęściej u mnie bywa i wielu ludzi pracujących na zmiany podobnie przerabia – bezsensowną bezsenność.

Tymczasem chciałoby się biegać. Robić wyniki. Nacieszyć się mikroskopijnymi sukcesami ponad 50-cio letniego biegacza amatora nadgryzionego zębem czasu i jeszcze wykonywać domowe obowiązki zlecone przez Żonę. To mój świat i kolejny rozdział życia, które sensownie chciałbym przeżyć. Natomiast wielu ludzi ogranicza się do tego co musi, nawet robiąc znacznie mniej, bo przestają dbać o siebie, a zwłaszcza o własne zdrowie. Rodzina też im ciąży i zamiast zająć się dziećmi jeśli takie mają, wolą siedzieć przed telewizorem. Niestety wiele osób które znam, wegetuje zamiast żyć pełną gębą, albo chociaż żyć na pół gwizdka. Ograniczając się do bezwzględnego minimum. Praca z konieczności dla niezbędnej kasy. Jedzenie dla przeżycia i nieco osobistej higieny, aby ludzie nie gadali, że wali im spod pachy.

Ja tymczasem robię kilometry i w tym sezonie postanowiłem skupić się na dwóch celach – poprawić wynik na dystansie 10km oraz powalczyć z rówieśnikami na Mistrzostwach Polski Mastersów w Ludwikowicach Kłodzkich. To będą dla mnie dwa ciężkie wyzwania, gdyż ubiegłoroczny wynik na dystansie 10km był gorszy o 6 minut od mojego rekordu. Co oznacza, że musiałbym poprawić się teraz o około 7 minut! W górach też biegam znacznie wolniej, a w Ludwikowicach będzie mocna obsada, jak to na mistrzostwach bywa.

Ale najważniejsze, że mam do czego dążyć i zdrowie chociaż kiepskie, to jeszcze na owe dążenia pozwala. Obecnie przygotowuję się do sezonu wg planu Jacka Danielsa dla dystansu 5-15km i temp opartych na ubiegłorocznym wyniku z Biegu Niepodległości w Warszawie, lecz nie odwzorowuję bezmyślnie planu treningowego. Za długo biegam, by nie wiedzieć o tym, że takie postępowanie nie ma sensu, gdyż każdy z nas jest inny i powinien biegać po swojemu, dostosowując zdobytą wiedzę do własnych możliwości. Dlatego wykonuję tylko dwa treningi specjalistyczne w tygodniu, gdyż z regeneracją u mnie jest kiepsko. Szybko się męczę, a wolno regeneruję. Możliwe, że to okres przejściowy, ponieważ położyłem duży nacisk na trening uzupełniający i do biegania doszło jeszcze kilka godzin dodatkowego wysiłku w tygodniu.

Mój 24 tygodniowy program to 5-6 treningów w tygodniu. 3 treningi wykonuję w Aqua Zdroju, a pozostałe w terenie. Pierwszy trening specjalistyczny – rytmy w odcinkach 200m, 400m i 800m, które w dalszej fazie zastąpię dłuższymi interwałami. Drugi trening, to bieg w tempie progowym. Dla mnie to obecnie tempo 5:01min/km, ale myślę, że do końca przygotowań przyspieszę o kilka sekund. Do tego dochodzi 30-60 minut sprawności oraz treningu siłowego, trzy razy w tygodniu. Całość uzupełniam biegami w terenie, z jednym dłuższym sięgającym 25% tygodniowego kilometrażu, który w styczniu powinien wynosić 60-65km
Nad wagą pracuję niestrudzenie, gdyż przy obecnych 80kg biega mi się ciężko, lecz nie będę popychał pierdołów, że mam problemy ze zrzuceniem wagi, tkwiące w moim organizmie, gdyż prawdę mówiąc mam kłopot z brakiem konsekwencji w działaniu!

Wysiłek, ból i zmęczenie – ja również tego nie cierpię, lecz takie jest życie. Jeśli cokolwiek chcielibyśmy osiągnąć, to będzie towarzyszyło nam nieustannie i nie ma się co oszukiwać, że będzie inaczej lub szukać drogi na skróty. Ale nawet jeśli ktoś nie ma chęci dojść do czegokolwiek, to i tak życie go potwornie zmęczy. Bo przypałętają się do niego najwierniejsi towarzysze zaniedbania: cukrzyca, miażdżyca, nadciśnienie, choroba wieńcowa, zwyrodnienie stawów, ból kręgosłupa, zgorzkniałość, zniechęcenie, pretensje do całego świata i ból tyłka.

Slavo65

Ps. Jeśli chodzi o mój trening to robię go bazując na wzorze z pierwszego wydania książki „Bieganie metodą Danielska” s. 277 – 288 z poprawkami uwzględniającymi moje obecne możliwości w oparciu o tempa wynikające ze wskaźnika VDOT 40 To mój dosyć dotkliwy spadek mocy, bowiem wcześniej biegałem wg wskazań wskaźnika VDOT 46-48 Ale nie można żyć mrzonkami i starać się biegać tak jak wcześniej. Po prostu mam nadzieję, że do końca sezonu wrócę na ten pułap, a może nieco go podniosę.

Może Ci się również spodoba