Bieg Niepodległości w 50 minut, ale bez 3 sekund! :)

Kilka miesięcy wcześniej, gdy planowałem udział w 31 Biegu Niepodległości w Warszawie, nastawiony byłem na najmocniejszy bieg w tym sezonie, gdyż forma rosła powoli i systematycznie w górę. Niestety w październiku nastąpiło załamanie, czego efektem było kilka słabych tygodni. Dlatego nie spodziewałem się tego, że zrealizowanie wcześniejszych planów będzie możliwe. Nie były one wygórowane, ponieważ nie myślałem nawet o zbliżeniu się do najlepszego wyniku na dystansie 10km, wynoszącego 00:44:03, jaki uzyskałem w 2016r i od tego czasu, nie zrobiłem żadnych postępów na tym dystansie, lecz bieg w granicach 46-48 minut, byłby obecnie dla mnie niezłym osiągnięciem.

Do Warszawy przyjechałem w sobotę z Radkiem i jego Synem. Kolega jest rodowitym Warszawiakiem mieszkającym w Wałbrzychu na stałe. Stąd jego częste wizyty w Stolicy, a przy okazji udział w biegowych imprezach. W sobotę po raz pierwszy od ok. 30 lat byłem na meczu piłkarskim. Nie chciałem odpuścić takiej okazji, by po latach przekonać się, jak wygląda piłka nożna na żywo. Dla Radka i jego Syna, obecność na meczu Legii jest nieomal obowiązkowa i chłopaki zabrali mnie ze sobą. Legia łatwo uporała się z Górnikiem Zabrze. Wygrywając mecz 5:1 i zadowoleni mogliśmy wracać do domu.

Bieg Niepodległości był dla mnie sportowym wydarzeniem, ale również uczczeniem odzyskania przez nasz kraj niepodległości, po upadku do którego doszło ponad sto lat wcześniej. Dlatego chciałem pojechać na zawody do Warszawy, zmieniając jednak nastawienie, co do mojego startu. Do centrum dotarliśmy ok. 1,5 godziny przed startem, gdyż wyjechaliśmy wcześniej, obawiając się, że dotarcie na miejsce, z powodu wyłączenia z ruchu wielu ulic, będzie utrudnione. Dzięki temu, bez pośpiechu mogliśmy zrobić rozgrzewkę. Było rześko. Kilka stopni powyżej zera, prawie bezwietrznie, wilgotno, ale na szczęście nie padał deszcz, który w ostatnich dniach kilka razy gościł w Warszawie.

Zrobiłem wspólną rozgrzewkę z Radkiem. 4km truchtu pokonaliśmy, krążąc wokół Muzeum Historii Żydów Polskich >https://www.polin.pl/pl  Ćwiczenia sprawnościowe wykonaliśmy w bocznej uliczce, położonej niedaleko miejsca startu. To była pierwsza rozgrzewka z prawdziwego zdarzenia, jaką zrobiłem w ciągu 9 lat mojego biegania!!! Przyznam się ze skruchą, że nigdy się do tego nie przykładałem i 4km truchtu, przed 10km startem, wydały mi się olbrzymią dawką kilometrów. Ale Radek biega na wyższym poziomie i przykłada się do treningów jak nigdy, realizując wszelkie zalecenia treningowe. Dlatego mimo obaw o to, czy nie będzie to dla mnie za intensywna rozgrzewka, postanowiłem zrobić ją w całości. Na koniec rozstaliśmy się. On poszedł do pierwszej strefy startowej, ja do trzeciej.

Długo zastanawiałem się nad tym, w którym miejscu ustawić się na linii startu i ostatecznie postanowiłem stanąć na końcu III strefy, prowadzonej na czas 45:00-49:59 Kilka miesięcy temu, myślałbym o jej początku, ale było minęło. Po co się oszukiwać. Zupełnie nie wiedziałem jak pobiegnę i wolałem od pierwszych metrów, nie czuć na sobie presji szybciej biegnących uczestników dyszki.

Odśpiewanie hymnu narodowego wyszło uczestnikom biegu niemrawo, czym byłem zawiedziony. Najwyraźniej propaganda zawstydzania Polaków i wmawiania nam wszystkim, że powinniśmy wstydzić się polskości oraz tego, że jesteśmy Polakami, zaczęła odnosić skutek i ludzie wstydzili się śpiewać! Takie przynajmniej odniosłem wrażenie.

Start poszczególnych grup odbywał się co kilka minut. O godzinie 11:11 ruszyła pierwsza grupa, a po niej kolejne. Od pierwszych metrów biegło mi się nadzwyczaj dobrze, czym byłem zaskoczony, bo tempo wynoszące zaledwie 5:00min/km jest dla mnie obecnie bardzo szybkim biegiem, gdyż w  treningowym tempie 5:20 – 5:40, w jakim biegałem bez problemu, od ponad roku nie biegam. Pierwszy kilometr pokonałem w 5:11, drugi 4:53, trzeci 5:13, kolejne były nieco poniżej 5:00min/km To było wszystko, na co było mnie stać w Warszawie. Biegło mi się dobrze, lecz czułem, że nie dałbym rady wytrzymać mocniejszego biegu. Ale na 8km postanowiłem przyspieszyć. W końcu do mety było tylko trzy kilometry, lecz po 4:30 uzyskanym na ósmym, końcowe dwa kilometry biegłem znacznie wolniej. Ostatnie słabe treningowo miesiące, nie pozwoliły mi na lepszy start i zadowoliłem się wynikiem 00:49:47 zajmując miejsce 5350 / 17767 oraz 269 / 920 w kategorii M50

Nigdy nie uczestniczyłem w tak ogromnym biegu i byłem tym zaskoczony, że mimo tak wielu uczestników, można było realizować to, co się zaplanowało. Ale jeśli myśli ktoś o poprawieniu swojego wyniku na tak dużej imprezie, to musi bardzo starannie przemyśleć kwestię swojej pozycji startowej, ponieważ wielu ludzi, nie biorąc biegowych możliwości pod uwagę, staje zbyt daleko z przodu, co powoduje, że trzeba mocno się napracować, aby wyprzedzić bardzo wielu, wolniej biegnących uczestników zawodów. W Warszawie już na drugim kilometrze były osoby, które przechodziły do marszu! Co oznacza, że powinny biec zdecydowanie wolniej, ustawiając się w dalszej strefie, a nie w tej, w której rozpoczynali bieg. Mnie to nie przeszkadzało, gdyż nie miałem zamiaru porywać się na swój życiowy wynik, ale osobom starającym się poprawić swoje osiągnięcia, wyprzedzanie wielu biegaczy niemal od samego początku biegu, może pokrzyżować plany, co do osiągnięcia dobrego wyniku końcowego.

Ze startu jestem zadowolony, ponieważ wykorzystałem swoje obecne możliwości w 90 procentach, nie w stu, bo nie potrafię biec do tak zwanej „odcinki” Możliwe, że za bardzo boję się o to, że nie wyczuję granicy własnych możliwości, lądując półżywy na asfalcie i myślę, że to z pewnością powstrzymuje mnie od biegu na maksa.

Wyniki biegu > https://wyniki.datasport.pl/results3136/

Slavo65

Może Ci się również spodoba