Ponownie nie pobiegłem na Śnieżnik!

Bieg na Śnieżnik miał być dla mnie bardzo ważnym startem. Jednym z trzech w lipcu. W Rybinie na 10km, asfaltowym dystansie, sprawdzałem – na jakim poziomie znajduję się pod względem szybkościowym. Było słabo, ale i tak o wiele lepiej niż się spodziewałem, dlatego nie narzekam.

W Międzygórzu na trasie półmaratonu Śnieżnik Challenge RUN, chciałem przekonać się, czy w ciągu ostatnich tygodni zrobiłem postępy wytrzymałościowe. Nadal nie biegam dużo, lecz pokonanych kilometrów przybywa i liczyłem na małą poprawę, która na szczęście była. Ale nie jestem w stanie dokładnie stwierdzić, czy zrobiłem duży progres od ostatniego startu w Kralickim Półmaratonie (Dolni Morava), czy też nie. Dlatego, że trasy biegów górskich są nieporównywalne – nawet, gdy dystans jest identyczny. W Moravie – 21km przebiegłem w czasie 2:30:47, a w Międzygórzu uzyskałem 2:06:46 Dystanse biegów były niemal identyczne, lecz trasa w Czechach – według mojej oceny, na kilku kilometrowym odcinku, była znacznie trudniejsza technicznie. Ze startu jestem zadowolony, a postępy określiłbym mianem zadowalającej poprawy.

Bieg na Śnieżnik miał być trzecim startem w ramach przygotowań do CIUCASX3. Na około 10 kilometrowym biegu na szczyt, prowadzącym nieustannie pod górę, chciałem sprawdzić siłę biegową. W Rumunii będzie ciężko. Trasa jest podobna, jeśli chodzi o parametry, lecz wbiegamy na znacznie większą wysokość, dochodzącą do 1856m. Duża liczba uczestników (kilkaset osób) biorąca udział w wyścigu oraz bardzo ciężka, pierwsza część półmaratonu, wymusza na mnie oraz na wszystkich, którzy będą chcieli w Górach Ciucas mocno powalczyć – bardzo szybki bieg od samego startu, aby przed innymi znaleźć się na wąskich ścieżkach, prowadzących mocno pod górę.

Dlatego sprawdzenie, na jakim etapie jestem pod względem siły biegowej, było bardzo ważne. Niestety, kolejnym razem nie było mi dane wystartować w biegu na Śnieżnik. Dwa dni przed startem, moja Małżonka, do której z racji wykonywanego zawodu i jej kompetencji, mam pełne zaufanie w kwestiach zdrowotnych, oświadczyła; „Wiem, że dasz radę wbiec na szczyt Śnieżnika. Zapewne nieźle ci pójdzie i zostawisz za plecami wielu młodszych od siebie zawodników. Ale zastanów się, czy po niedawno przebytej chorobie, ponad godzinny bieg, non stop pod górę, następnie czas spędzony na szczycie i co najmniej dwugodzinny powrót, a to wszystko w upalnym słońcu – nie będzie dla ciebie zbyt dużym obciążeniem!?”

Zastanowiłem się i z żalem zrezygnowałem. Może Żona miała rację? Przecież nadal biorę Xarelto i mam mocno opuchniętą nogę. Co może być skutkiem ubocznym leku (tak pisze na ulotce), lub trwałym opuchnięciem, z powodu nieodwracalnie zniszczonych ścianek żył pod kolanem, albo coraz intensywniejszym treningiem i panującym upałem. Na koniec sprawdziłem na koncie w banku, czy dokonałem opłaty startowej, ponieważ na liście startowej znajdowałem się w grupie osób, które tego nie zrobiły. Niestety zapłaciłem. Nie wiem, co by było, gdybym mimo wszystko pojechał, ale jedynym namacalnym plusem rezygnacji było to, że w biurze zawodów nie musiałem udowadniać tego, że dokonałem opłaty za bieg, która gdzieś im się zapodziała.

Slavo65  

Może Ci się również spodoba