Mocno pod górę – Králický půlmaraton i 126 m-ce ;)

Start w górskim półmaratonie był dla mnie bardzo ważnym sprawdzianem, ale o walce z rywalami nie było mowy, na to jestem zdecydowanie za słaby. Może w Rumunii będę mógł dołączyć do rywalizacji? Wrześniowy półmaraton Ciucas X 3, będzie dla mnie najtrudniejszym wyścigiem w tym roku. Dlatego 21km bieg w masywie Śnieżnika po czeskiej stronie, mający nieco ponad 1000m przewyższenia, wydał mi się dobrym startem przed trudniejszym biegiem w Górach Ciucas, na którym będzie ok. +400m więcej. Ale przed zawodami zastanawiałem się, czy nie jest za wcześnie, na tak wymagający bieg, gdyż przez pięć miesięcy wybiegałem zaledwie 500km i zrobiłem trzy 20km treningi, a na grzbiecie zostało jeszcze kilka kilogramów zbędnego obciążenia. Postanowiłem jednak spróbować.

Czego mogłem spodziewać się od swojego organizmu? Optymistyczny plan zakładał dobiegnięcie do mety w czasie poniżej 3 godzin, a mniej ambitny – dotarcie do niej. Rok wcześniej myślałbym o pokonaniu półmaratonu, w  +/- dwie godziny oraz o dobrą lokatę w kategorii. Teraz myślałem zaledwie o bezproblemowym ukończeniu biegu.

Do Dolni Moravy > https://www.dolnimorava.cz/pl/osrodek-od-a-do-z przyjechałem z kolegami ze Strzegomia. Optymizm w ekipie dopisywał, chociaż Grzesiek przez kilka ostatnich miesięcy miał kłopoty z płucami, Przemek nadal miał problemy z nogą, ja – wiadomo, a pozostali koledzy to chodzące okazy zdrowia. Przynajmniej w dniu wyścigu. Na szczęście niepewność oraz wątpliwości mijają tuż po starcie. Klamka zapadła – trzeba biec przed siebie, niestrudzenie zmierzając do mety, a nie roztkliwiać się nad problemami, które mamy za sobą i nic nie da się zrobić. Można tylko dostosować biegowe aspiracje, do obecnych możliwości.

Z miejsca startu widoczna była olbrzymia konstrukcja „Ścieżki w obłokach” > https://www.dolnimorava.cz/pl/o-sciezce-w-oblokach od czasu do czasu, szczelnie okrywana białymi obłokami. W tej części Czech, w godzinach porannych padało i wcześniejszy upał, zamienił się w znośną pogodę, z 16-toma stopniami na liczniku, lecz nic nie jest idealne. Będzie czym oddychać, ale żeby nie było za łatwo, należało spodziewać się błota na trasie.

O 12:00 ruszyliśmy. Od pierwszych metrów wyścigu pod górę! Około 200 osób, wliczając kilkudziesięciu uczestników 5km dystansu. W kilku miejscach zrobił się zator, bez możliwości wyprzedzania. Kto myślał o zwycięstwie lub wysokiej pozycji w klasyfikacji, ten powinien ustawić się z przodu stawki. Ja o tym nawet nie marzyłem, więc nie przejmowałem się utrudnieniami. Biegliśmy pod górę stromą, krętą ścieżką, należącą do trasy zjazdowej szalonych downhillowców. Od czasu do czasu pokonując drewniane rampy, w kształcie wielkich łuków. Rześka pogoda najwyraźniej mi sprzyjała – wspinałem się swobodnie, chociaż powoli, ale bez problemów z oddychaniem. Dotarłem do szerokiej nartostrady, rozłożonej poniżej gigantycznej platformy widokowej, z której docierały głosy spacerujących turystów. Przede mną ciągnął się sznur uczestników biegu, za mną też jeszcze ktoś podążał.

Trzy kilometry podbiegu minęło jak jedna chwila, jeszcze siedem i będzie z górki. O zbieganiu myślałem, jak o wygodnym leżeniu na wersalce z ciekawą książką w ręce i gorącą kawą stojącą na stoliku, ale okazało się, że byłem bardzo naiwny. Pokonaliśmy małe wypłaszczenie przy platformie, później kilkadziesiąt metrów w dół i mocny podbieg do połowy wysokości kolejnego stoku narciarskiego. Zakręt w prawo i szeroką drogą piąłem się razem z innymi, łagodnie pod górę. Ponownie w dół i pojawił się punkt z napojami, który wg regulaminu, miał być dwa kilometry wcześniej. Woda, izotonik i banan. Zrobiłem kilka łyków wody i ruszyłem krętą ścieżką, wijącą się między drzewami oraz okazałymi krzewami jagodowymi. Przed sobą już nikogo nie widziałem, za mną jeszcze ktoś podążał. Górska ścieżka chowała się w chmurach. Kamienie, korzenie, rachityczne drzewa, zaschnięte kikuty iglaków, kałuże i błoto oraz ja – 54 letni człowiek zmierzający do celu.

Dopiero na krętej ścieżce, na której przez nieuwagę zaliczyłem glebę – pomyślałem, że mimo wszystko powinienem nadal biegać. Jak najdłużej się da, na przekór wszystkiemu, ponieważ to jedyne, co robię wyłącznie dla siebie i nie muszę się z tego, przed nikim rozliczać. Chmury niepostrzeżenie się rozeszły i zaczął się zbieg, o którym myślałem jak o wybawieniu, lecz nie przyjemnie łagodny, tylko kamienny i stromy. Dlatego nie był to szybki bieg, lecz mozolne przemieszczanie się w dół zalesionego zbocza. Dla mnie taki teren jest zbyt trudny. Nie dlatego, że boję się zbiegać po kamiennym podłożu. Ja po prostu nadal tego nie potrafię! Tym razem dochodziła obawa przed kontuzją oraz świadomość większej masy przenoszonej na nogach. Organizm odwykł od takich przeciążeń i nie było sensu szybko zbiegać najtrudniejszym fragmentem trasy wyścigu.

Nie czułem wyraźnego osłabienia, może brakowało mi tylko cukru? Dlatego na kolejnych punktach sięgnąłem po banany i wodę. Pogoda nadal dopisywała. Temperatura ok. 20 stopni i słońce chowające się za chmurami. Zaczął się ok. 3km bieg łagodnie opadającym, szutrowym traktem. Na tym odcinku powalczyłem z konkurencją, lecz ostatecznie nie przesunąłem się do przodu, ponieważ wyprzedzałem, ale ja też byłem wyprzedzany. Przed ostatnim podbiegiem na 18km wyścigu – szczypta soli, banan oraz woda na punkcie i ostatni podbieg do pokonania. Nie napierałem, ponieważ zadowolony byłem z mojego startu, który niebawem miał się skończyć, ostatni podbieg pokonując marszobiegiem. Później było kilkaset metrów bardzo stromego zbiegu i ok. 200 metrowy finisz do mety.

20,3km trasę MIZUNO Kralický půlmaraton 2019, o przewyższeniu +1036m pokonałem w czasie 2:30:47 zajmując 126 m-ce na 160 uczestników. W kat. M50+ byłem 17-ty na 23 rywali. Mogło być, co najmniej o 10 minut lepiej, ale nie chciałem ryzykować mocniejszego biegu, bo równie dobrze mógłbym przeszarżować i dobiec do mety znacznie później. Koledzy też nieźle wypadli – Tomasz Hołownia był 25-ty, Przemek Wołczek – 48, Grzegorz Sulima – 75, Zbyszek Twaróg zajął 108 m-ce.

Zwycięzca biegu Hübl Radek dotarł do mety w czasie 1:32:01 Najlepszy zawodnik z mojej kategorii – Filingr Čeněk był ósmy, uzyskując czas 1:41:45 Pozostali zawodnicy z pierwszej trójki M50+ też byli bardzo wysoko w klasyfikacji generalnej. Przede mną jest bardzo dużo do zrobienia, żeby zacząć deptać im po piętach. Przynajmniej jest motywacja do treningów…

Link do strony cyklu TRAIL RUNNING CUP > https://www.trailrunningcup.cz oraz do wyników półmaratonu > http://www.trailrunningcup.cz/sezona-2019/dolni-morava/

Slavo65

Może Ci się również spodoba