Styczniowy rozruch zaliczony!

Pierwszy miesiąc treningów, po pięciu miesiącach przerwy zrobiony. W styczniu nie nastawiałem się na zbyt wiele. Dla mnie okres kilku miesięcy sportowej bezczynności był prawie jak wieczność, ale znam ludzi, którzy potrafią bez aktywności fizycznej wytrzymać całe życie. To są prawdziwi twardziele. Cały świat się wokół nich rusza, nawet Ziemia się kręci, tylko nie oni!

Na szczęście, jako takiej aktywności mi nie zabroniono, dlatego postanowiłem powoli wracać do biegania. Początkowo zakładałem zrobić 100km w tym miesiącu, na bieżni mechanicznej (ostatecznie przebiegłem 56km), lecz uzależniłem to od badań USG, na które miałem wyznaczony termin w środku miesiąca. Badania wykazały, że jest dobrze, lecz jeszcze nie na sto procent. Dlatego zdecydowałem nieco przystopować ze swoim „ambitnym” planem biegowym. Najważniejsze, że mogę się ruszać i robić cokolwiek. Stąd też mało urozmaicony trening, jaki z przyczyn praktycznych postanowiłem wykonywać w wałbrzyskim ośrodku Fitness Word. Wybrałem zajęcia pod dachem ze względu na to, że 2-3km truchtu to niewiele i dłużej zajęłoby mi ubieranie się, niż sam bieg. Natomiast w ośrodku mogę zrobić trucht oraz dodatkowe ćwiczenia uzupełniające za jednym zamachem i wychodzi całkiem przyzwoity trening. Schemat treningu zakładał bieganie na bieżni mechanicznej, ćwiczenia na wioślarzu, schody mechaniczne, jazdę na rowerze stacjonarnym oraz ćwiczenia uzupełniające – górne partie ciała plus brzuch. Długość sesji – maksymalnie 1,5 godziny.

A jak z wagą? Niestety 2019 rok powitałem z 87 kilogramami na grzbiecie. Tylko 2kg miałem więcej, gdy osiem lat temu zacząłem przygodę z bieganiem. Dlatego pomijając ostrożność związaną z niedawno przebytą chorobą, wziąłem pod uwagę większy ciężar, do którego biegając, należy przyzwyczaić organizm. Ale tych kilogramów nie chciałbym dźwigać w kolejnych miesiącach. Na razie redukcja wychodzi opornie, ale waga lekko spadła. Za dużo imprez było w styczniu i ciastków ciężko jest się wyrzec, a jeszcze ciężej je później spalić! Wiele razy słyszałem głupie hasło, mówiące o tym, że trzeba biegać, aby schudnąć. Tymczasem praktyka mówi zupełnie co innego. Należy schudnąć, aby biegać. Co nie znaczy, że 100kg biegaczy nie ma. Są! Biegają i cierpią. Tak mniej więcej to ich bieganie wygląda, a kto ważąc 90kg, 100kg lub więcej – biega i twierdzi, że nic mu nie dolega, to najwyraźniej jest androidem lub cyborgiem, albo łże jak pies!

Slavo65

Może Ci się również spodoba