Czy to, co robimy ma sens?

Od czasu do czasu przychodzi mi w to wątpić! A Wam? Biegamy, skaczemy, jeździmy na rowerze, pływamy itd. Na śniadanie jemy kiełki, a na kolację pijemy wodę mineralną, albo zieloną herbatę. Codziennie szorujemy ząbki oraz dbamy o regularne wypróżnianie i dupa blada. Co ma być to będzie i niebawem się staje. Jednych dopadają choroby, z których jakoś się wygrzebią i mogą dalej robić swoje, o ile zdrowie im na to pozwoli, a inni mają mniej szczęścia.

Takie czarne myśli naszły mnie kilka tygodni temu, gdy dowiedziałem się o tym, jak bardzo podupadł na zdrowiu jeden z kolegów. Sport to było jego życie, a dokładnie znaczna jego część, tak samo jak dla wielu z nas. Zwycięstwa na zawodach, albo porażki i zawiedzione nadzieje. Tysiące przebiegniętych kilometrów oraz hektolitry potu wylane na treningach i mnóstwo zdartych butów! Jedyną nagrodą dla większości z nas jest satysfakcja, bowiem na nagrodę i to nie największą, mogą liczyć tylko nieliczni. Ale taki jest świat amatorów. Zawodowcy uprawiają sport dla pieniędzy, a my dla własnej satysfakcji.

Z pewnością nie miałoby to najmniejszego sensu, gdybyśmy robili to wszystko, aby uzyskać nieśmiertelność. Ale w końcu nie to jest naszym celem. Niektórzy z nas biegają dla utrzymania dobrej formy, inni dla przyjemności, lub dla towarzystwa, albo dlatego, że taka panuje moda. Jeszcze inni biegają dla wyników lub z chęci rywalizacji. Dlatego mimo wszystko powinniśmy robić swoje! Nawet, gdy czasami dopadają nas wątpliwości w sens tego co robimy. Wielu ludziom wystarczy zwykła egzystencja. Zadowala ich zabezpieczenie własnego bytu na poziomie podstawowym. Zwierzęcy instynkt przetrwania w ludzkim wydaniu. Nie krytykuję tego, bo jeśli komuś wystarczy do szczęścia, zapewnienie sobie talerza zupy oraz dachu nad głową i potrafi to zrobić, to bardzo dobrze. Są ludzie, którzy nawet tego nie potrafią…

Ja na razie człapię na bieżni mechanicznej w wałbrzyskim ośrodku Fitness Word i liczę na to, że powoli wrócę do mocniejszego biegania. W końcu nie jestem pierwszym, ani ostatnim człowiekiem borykającym się ze zdrowiem. Czasami jedyne, co możemy zrobić w danym czasie, to przetrwać, a później pomyślimy o tym, co dalej. Jeszcze kilka dni stycznia i zrobię małe podsumowanie miesiąca. Moje treningi nie były zbyt skomplikowane ani objętościowo duże, ale takie teraz być nie powinny.

v

Może Ci się również spodoba