Czy mój przymusowy RESET dobiega końca?

Pół roku temu jeszcze biegałem, lecz moja forma drastycznie spadała. Nie widziałem w tym niczego dziwnego. W końcu takie kiepskie okresy, przytrafiały mi się niemal każdego roku, lecz tym razem było znacznie gorzej, czego niestety nie zauważyłem! Może moje zaślepienie spowodowane było małym doświadczeniem, a może przekonaniem o własnej niezniszczalności?

Biegi spokojne pokonywałem w tempie wolniejszym, niż na początku przygody z bieganiem. 5:50 min/km; 6:00min/km; 6:10min/km, 6:15min/km W każdy przebiegnięty kilometr wkładałem mnóstwo wysiłku. Było coraz gorzej, a ja myślałem, że brak formy spowodowany jest tym, że w sezonie przygotowawczym wybiegałem zaledwie połowę z zakładanych kilometrów. Dodatkowo panowały lipcowe upały, na które również zwalałem swoje osłabienie. Dopatrując się zewnętrznych przyczyn niemocy, nie pomyślałem o tym, że moja niedyspozycja może wynikać z powodu przyczyn wewnętrznych. A jednak! Okazało się, że jestem chory na zakrzepicę żył głębokich, co skończyło się zatorowością płucną oraz kilkudniową wizytą w szpitalu! Mogę powiedzieć, że tylko dzięki czujności mojej Żony nadal żyję. Wcześniej o swoim osłabieniu nic jej nie wspominałem, ale pokazałem opuchniętą łydkę, która z dnia na dzień, zwiększyła swoją objętość o kilka centymetrów. Żona kazała mi jak najszybciej zrobić USG, bo opuchlizna wyglądała fatalnie. Ja oczywiście upatrywałem przyczyn obrzęku w skręceniu stopy, którego przecież nie doznałem. Ubzdurało mi się, że może, gdzieś źle postawiłem nogę, tylko nie mogłem przypomnieć sobie gdzie?! Ale na badania grzecznie poszedłem. USG wykazało niedrożność niektórych żył w udzie oraz wszystkich głównych żył znajdujących się pod kolanem! Co spowodowało obrzęk, gdyż krew z łydki wracała do góry, tylko drobniejszymi żyłami.

O zakrzepicy wcześniej nic nie słyszałem, jak większość z nas, nie interesując się tym, co w danym czasie nas nie dotyczy. Dopiero, gdy dopadła mnie choroba, dowiedziałem się, jak poważny jest to problem oraz, jak wielu ludzi na zakrzepicę choruje. Moje tegoroczne plany legły w gruzach. Wiele opłaconych imprez odpadło, a ja ledwo chodziłem. Byłem zdołowany do tego stopnia, że nawet na bloga przestałem zaglądać. Bo o czym niby miałem pisać?

Minęło prawie pół roku i wracam do zdrowia. Po zatorowości nie ma śladu, a zakrzepica też już prawie wyleczona. Liczę na to, że wkrótce wrócę do pracy i do biegania. Powoli powraca optymizm, stąd wpis po tak długiej przerwie. Ten okres śmiało mogę nazwać RESETEM, czyli wyzerowaniem swoich możliwości, gdyż forma jest taka, jaka była kilka lat temu, kiedy zaczynałem biegać.

Slavo65

Może Ci się również spodoba