IV Półmaraton Gór Suchych 2018

Jarek i Ania na jednym z „podbiegów”

Czwarta edycja biegu (25.08.2018), a miała być tylko jedna! Ale jak to w życiu bywa, czasami kończy się to, co powinno trwać wiecznie, a trwa to, co chcieliśmy zakończyć. Tak jest w przypadku tego biegu, który miał być jednorazową, urodzinową imprezą. Okazało się, że trasa półmaratonu tak bardzo spodobała się znajomym, że nie odpuścili i chcieli kolejnego biegu, a później następnego! Tymczasem w tym roku, spośród uczestników pierwszej edycji, startowała tylko jedna osoba. Pojawiło się kilka innych, których wcześniej nie znałem, lecz rekomendowane były przez znajomych. Taki swoisty biegowy nepotyzm. Może wynikający z mojej filozofii? Według której zło przyciąga zło, a dobro przyciąga dobro. Stąd założenie, że koleżanki oraz koledzy z którymi przyjaźnię się od lat, kumplują się z osobami podobnymi do siebie i dlatego warto je poznać.

Ten profil nie kłamie. Wykresy Garmina nie są zawężane i mają zachowane proporcje, jak jest w realu na trasie.

Zapisy na bieg nie trwały długo, bo już po dwóch dniach na liście startowej było ponad 40 osób, co mnie trochę martwiło. Według niepisanego regulaminu, większość z nich mogła zaprosić po jednej osobie i uczestników byłoby całkiem sporo jak na koleżeńską imprezę. Każdy organizator piałby z zachwytu, że jego bieg ma takie wzięcie, a ja martwiłem się tym, że mam tylu chętnych. Organizacyjnie byłem przygotowany najwyżej na 30-40 osób – stąd moje początkowe obawy. Ale z doświadczenia wiedziałem, że liczba uczestników zacznie się kurczyć i na starcie stawi się tyle osób, ile będzie można ogarnąć.

Jagoda na kolejnym podejściu.

Trasa biegu miała przebiegać tak jak w latach poprzednich, lecz zmieniło się miejsce startu i mety. Co spowodowało, że ostatni w pierwszej edycji szczyt był teraz na początku wyścigu. Dlatego musiałem zrobić nowy track biegu. Niestety ciągłe problemy zdrowotne spowodowały, że pomiar trasy odkładałem z tygodnia na tydzień i zrobiłem to w ostatniej chwili. Kiedy wybierałem się w Góry Suche, prawdopodobnie już miałem początek zakrzepicy. 22km trasę biegu pokonałem w czasie ponad czterech godzin. Zrobiłem parę zdjęć, zaledwie kilka notatek i prawie żadnego postoju, a mimo to byłem mocno zmęczony. Martwiło mnie to, że po kolejnej przerwie w bieganiu – zupełnie nie mam formy, ale nie przypuszczałem, że wewnątrz organizmu dzieje się coś, co unieruchomi mnie na wiele miesięcy.

Na mecie Grzesiek Sulima jako 5 zawodnik. Dyrektor biegu ARYZTA Półmaraton Strzegom >  https://www.facebook.com/aryztapolmaratonstrzegom/

Na szczęście półmaratonu nie trzeba było odwoływać. Znalazły się osoby które mogły działać w terenie oraz przeprowadzić  całą imprezę. Na starcie stanęły 24 osoby. Pogoda była piękna. Nie wiało, nie padało. Temperatura poniżej 20 stopni – w sam raz do biegania. Trasa o długości 22km i przewyższeniu pozytywnym +1350m oraz negatywnym -1350m czekała na chętnych. Na początek Bukowiec i na rozgrzewkę około 300m przewyższenia na pierwszych 2km biegu. A później kolejne wspinaczki oraz szutrowo, gruntowe trakty na których niektórzy biegacze schodzili poniżej 4min/km I może dlatego tak liczne pomyłki w przebiegu trasy były tym razem? Uczestnicy półmaratonu biegają coraz szybciej, a na trasie biegowej wykorzystującej oznakowania turystyczne, wspomagane wapiennymi strzałkami w kilku ważnych miejscach – należy bardzo uważać. Zwycięzca ubiegłorocznej edycji Paweł, pomylił trasę dwa razy. Nie pomógł mu nawet GPX biegu. Zrobił dodatkowych 12km i wspólnie ze Zbyszkiem dotarli na metę tuż przed obiadem. Kilka osób również zrobiło dodatkowy kilometraż. Na szczęście wszyscy dobiegli do mety i można było zakończyć imprezę wspólnym posiłkiem, a następnie dekoracją zwycięzców.

Na zdjęciu od lewej: Marcin, Filip i Marek

Na 22km trasie o przewyższeniu (+1350m/-1350m) najlepsi byli:

  • Marcin Zych (Wrocław) – 2:25:45
  • Filip Szuszkiewicz (Mieroszów) – 2:31:20
  • Marek Kozłowski (Jawor) – 2:34:40

Najszybsze Kobiety:

  • Jagoda Petryna (Wrocław) – 2:51:05
  • Ania Steczkowska (Oława) – 3:15:39
  • Katarzyna Lach – Papciak (Jawor) – 3:42:40

Dziękuję wszystkim za pomoc, dzięki której można było przeprowadzić bieg i nie trzeba było odwoływać zawodów.

Slavo 65

Może Ci się również spodoba