Pół miesiąca bez biegania rozwaliło system!

Salamandra Plamista – przepiękny jaszczur, którego miałem przyjemność spotkać tuż na początku biegu, po około 20 latach od ostatniego spotkania tego stworzenia.

Dwa tygodnie przerwy z powodu nadwyrężenia mięśni w obrębie obojczyka oraz kręgosłupa i w połowie lipca zaledwie 32km wybiegane. Pomijam ból prawej łydki, ponieważ to problem stary jak świat. Ale nie mam zamiaru narzekać na zły los. W czerwcu przedobrzyłem, chociaż wydawało mi się, że jestem ostrożny. Niestety za dużo mocnych treningów zrobiłem po kilku miesiącach biegania bez akcentów. Okazało się, że nawet wolniejsze tempo rytmów, było dla mnie zbyt wymagające, stąd nadwyrężenie mięśni górnej części ciała.

Pierwszy trening w tym miesiącu zrobiłem 4 lipca. Kilkaset metrów biegu i z powodu nerwobóli utrudniających oddychanie, musiałem przerwać bieganie. Kilka wizyt u fizjoterapeuty i ponowne podejście kilka dni później. 9km przebiegnięte w tempie 6:05 min/km z trzema przerwami na złapanie oddechu! Ale mogłem biegać!

Ruprechticki Szpiczak, tym razem na 8km biegu

Dzień przerwy i 22km marszobieg w ulubionych Górach Suchych. Tym razem na górską orkę, wybrałem się z konieczności, gdyż musiałem zrobić tracka. Dlatego nie zwracałem uwagi na padający w Wałbrzychu deszcz i pojechałem. Do plecaka zabrałem komplet ciuchów, a nawet cienkie rękawiczki, bo spodziewałem się, że w górach będzie zimniej niż w mieście.

Podczas górskiego marszobiegu nie wyciągałem niczego z plecaka, ponieważ nie padało i było ciepło. Momentami, gdy słońce wychodziło zza chmur, duża wilgotność oraz temperatura powyżej 20 stopni sprawiała, że pociłem się jakbym był w saunie. Cztery godziny na pokonanie zaledwie 22km z przewyższeniem +1385m / -1374m wg Suunto. Mój Garmin nie domierza wierzchołków i przewyższenia nalicza znacznie mniej. Pomiar trasy zrobiony, a to było najważniejsze. Lubię biegać w środku tygodnia na przygranicznym paśmie. Wszyscy pracują, zarówno po polskiej stronie gór jak i po czeskiej, a biegam tylko ja. Niestety pół miesiąca bez biegania rozwaliło system jak nigdy. Dzisiaj dzień przerwy, tak na wszelki wypadek, a później zobaczymy. Może uda mi się wybiegać 200km w tym miesiącu?

Slavo 65

Przeczytaj też...