Kwiecień – kilometraż, odwieczny dylemat.

To pytanie ciągle mnie nurtuje. Ile kilometrów powinienem przebiec, żeby było dobrze? Mam na myśli wzrost kilometrażu po kilkumiesięcznej przerwie w bieganiu spowodowanej kontuzją, chorobą, albo innymi czynnikami nie pozwalającymi na bieganie przez okres co najmniej kilku miesięcy. Niestety zawsze mam z tym problem i związane z tym wątpliwości, czy nie rozczulam się zbytnio nad sobą, albo czy nie przeginam narażając organizm na kontuzje. W książkach na które trafiłem, wspomina się o wzroście przebiegniętych kilometrów, na przykład o 5-10 procent tygodniowo lub miesięcznie. Ale dotyczy to osób rozpoczynających bieganie, a nie biegaczek, czy biegaczy z kilkuletnim lub dłuższym stażem, którzy wskutek różnych problemów nie biegali wcale, albo na pewien czas musieli drastycznie ograniczyć ilość przebiegniętych kilometrów. Dlatego; jak bezpiecznie zwiększać kilometraż, by w możliwie najkrótszym czasie, wrócić do tych samych objętości na których biegaliśmy wcześniej?  – jest bardzo ważnym zagadnieniem.

Przeglądałem swoją tabelę z miesięcznymi przebiegami i u mnie wyglądało to na przykład tak: trzy miesiące – 0km, a następnie 77km, 212km, 224km, 363km. Innym razem: spadek z 300km do 84km, a następnie 181km i ponownie 303km

Podglądałem dzienniczek bardziej doświadczonego kolegi, biegającego na wyższym poziomie i u niego powroty do dużej objętości wyglądały tak: spadek z 330km do 74km, a w kolejnych miesiącach wzrost na 261km, 295km i 398km Oczywiście są to przykłady spadku kilometrażu spowodowane drobniejszymi kontuzjami, a nie złamaniem nogi lub inną dolegliwością, po której musielibyśmy najpierw wrócić do swobodnego chodzenia, by myśleć o truchtaniu, a jeszcze później o mocnym bieganiu.

Rozmyślając nad tym po raz kolejny, doszedłem do wniosku, że powinniśmy kierować się intuicją i zdrowym rozsądkiem w podejmowaniu tak kluczowych decyzji, jaką jest również – miesięczny kilometraż. Kto ma trenera może zdać się na jego doświadczenie i wiedzę, a kto nie, musi zdać się na siebie.

Dla mnie 300-350km miesięcznie, to bezwzględne minimum do osiągnięcia celów jakie przed sobą stawiałem. Możliwe, że to i tak za mało aby być naprawdę dobrym biegaczem. Ale za każdym razem, gdy zbliżałem się do granicy 400km – organizm odmawiał posłuszeństwa. Dlatego postanowiłem trzymać się objętości, jaką jest on w stanie zaakceptować, a nie walić głową w mur.

Bieganie można zacząć w każdym wieku – kilka razy to słyszałem, lecz gdy rozpoczyna się biegać po 40-tce, 50-tce lub jeszcze później, nie można nastawiać się na takie same obciążenia treningowe, na których bazują rówieśnicy biegający od bardzo wielu lat i należy się z tym pogodzić, a nie starać się postępować tak samo.

Wspólny trening z Radkiem (20km), po ostatniej nocnej zmianie był dla mnie prawdziwą męczarnią. Dwie, trzy godziny snu postawiłyby mnie na nogi, ale pobiegło się…  Więcej tego nie zrobię. Za stary jestem na takie wyzwania.

Przecież jest wiele spraw do zrobienia, pozwalających na szybsze bieganie, bez dokładania kilometrów które nam „nie wchodzą”. Osobiście mogę jeszcze coś w kwestii poprawy wyników zrobić. Na przykład zredukować masę ciała, z czym mam ogromny problem, wynikający głównie z żywieniowej niekonsekwencji. Pomijam tendencje do tycia, gdyż nie jest to żadnym usprawiedliwieniem, a jedynie trudnością przy redukcji wagi. Mogę podnieść jakość treningów, z czym u mnie nie jest najlepiej. Co niestety spowodowane jest częstymi przerwami w treningach i odpuszczaniem mocnych akcentów w obawie przed ewentualnymi kontuzjami.

Czy moje treningi są skuteczne? To na razie pozostanie dla mnie pytaniem bez odpowiedzi, ponieważ nigdy nie udało mi się zrealizować zakładanego przez siebie planu treningowego w całości. Dlatego nie mogę stwierdzić, czy byłby on dla mnie dobry, czy nie, gdybym go wykonał w stu procentach.

Jak wcześniej wspominałem 325km w kwietniu wybiegane, lecz nie myślę już o dobrym wyniku w majowym ultramaratonie. Z pewnością zabraknie mi kilkuset kilometrów których nie zrobiłem na treningach. Prawie 600km mniej w ciągu pół roku to dla mnie sporo. Zabraknie też 10-ciu długich treningów oraz większości treningów progowych… Ale i tak nie mogę doczekać się startu, bo jak będzie to się wkrótce okaże.

Slavo65

Przeczytaj też...