Kto z Was ogarnia system R.P.B.???

Wkrótce trzeba będzie ruszyć w teren, bo stanę się  biegowym domatorem, a bieganie pod dachem straszliwie się dłuży!

Nie dla każdego ten prosty system jest do strawienia – Rodzina, Praca, Bieganie. Dla wielu ambitnych biegaczy to zbyt ciężkie wyzwanie. Potrafią skupić się na jednym z tych elementów, najwyżej na dwóch, ale wszystkie trzy składowe to dla nich za dużo, ponieważ pogodzenie ich to wyższa szkoła jazdy. Ba! Pogodzenie i jednoczesne osiąganie biegowych wyników! Ja również niemal od samego początku biegowej przygody, największy problem mam z tym, aby to wszystko sensownie połączyć w całość. Jeśli w domu jest wszystko w porządku, to biegowo odstaję, ponieważ przypałęta się jakaś choroba, albo kontuzja i pomimo sprzyjających okoliczności do biegania nie można biegać tyle ile by się chciało. Żal tyłek ściska, biegać się chce, ale nie da rady! Albo innym razem, w pracy jest ostra jazda bez trzymanki i czasami treningi nie wychodzą, bo człowiek zmachany jest straszliwie i odpuszcza biegając wolniej, albo obcinając kilometraż lub rezygnując z części treningów. A na zawodach chciałoby się biegać szybciej od innych!

Tak też jest u mnie w tym miesiącu. Wszystko niby w porządku, ale tym razem na bieganie czasu mam zbyt mało. W planie do zrobienia 230km Na liczniku 14 marca jest już 160km, lecz w najbliższych dniach zero biegania, gdyż nie będzie na to ani czasu, ani dogodnych warunków. Końcówka miesiąca będzie polegała na dokręceniu brakujących kaemów, lecz wszystko trzeba zrobić z głową! A ona mówi; skoro przez ostatnie dwa miesiące wybiegałeś średnio zaledwie po 177km miesięcznie, to czy rozsądnie będzie przebiec w ciągu połowy marca tyle samo??? Dzisiaj zrobiłem ostatni trening przed przerwą. 20km bieg z narastającą prędkością. Najpierw lekki truchcik po 7:00min/km i co pięćset metrów coraz szybciej i szybciej, aż do 4:28min/km na ostatnim kilometrze. Niby wolno, gdyż średnia wyszła po 5:39min/km, lecz nieustanna presja ciągłego przyspieszania, gdy organizm z kilometra na kilometr słabnie, robi na kopytach wrażenie. Dzisiejsze ostatnie 3km to była osobna działka, ponieważ konstruktorzy bieżni nie przewidzieli, że ktoś będzie chciał na niej biegać dłużej niż 99 minut i po tym czasie licznik mi się wyłączył. 3km dokręcałem po 4:50, 4:45 z ostatnim najszybszym 4:28 min/km i wyszło nieźle. Zważywszy na to, że wczorajszą dyszkę straszliwie wymęczyłem…

Slavo65

Przeczytaj też...