Mój grudzień i pół na pół.

Zdjęcie z pierwszego treningu. Droga ciągnąca się przez pola położone na wzniesieniu rozciągającym się nad Mokrzeszowem.

Ostatni miesiąc ubiegłego roku nieźle się zapowiadał – pierwszy dzień i 24km na liczniku. Niestety dostałem od losu cios w nos i wylądowałem w łóżku. Ale zanim poszedłem do lekarza, przez kilka dni słaniałem się na nogach, jak rasowy bokser, który po mocnym ciosie w szczękę, za wszelką cenę chce się utrzymać na nogach – lecz nic z tego. Po kilku dniach leczenia się herbatką z miodem, cytrynką i rumem musiałem iść do lekarza. Niestety – nie działa już na mnie medycyna ludowa. Ostatni raz z powodu przeziębienia, anginy lub grypy, poszedłem do specjalisty co najmniej 25 lat temu. Nie znaczy to, że do tej pory byłem niezniszczalny. Leczyłem się we własnym zakresie, ale organizm jest coraz starszy, a to co było dobre 20 lat temu, teraz jest bezskuteczne. W końcu to do mnie dotarło i następnym razem trzeba będzie od razu iść do lekarza, a nie łudzić się, że samo przejdzie.

W grudniu 2016 roku dopadła mnie grypa. Tak zaczęły się moje przygotowania do poprzedniego sezonu. Leżenie w łóżku w chwilach wolnych od pracy, kosztowało mnie kilka tygodni bez treningu i stratę kilkuset kilometrów. W końcu przeszło, lecz mogło być jeszcze gorzej, gdyby heroiczna walka z chorobą nie powiodła się i wylądowałbym w szpitalu na zapalenie płuc. Tym razem nie chciałem tracić dodatkowych kilku tygodni, tak jak w ubiegłym sezonie i poszedłem do lekarza.

Drugą połowę miesiąca, na wszelki wypadek, zacząłem na bieżni mechanicznej w siłowni wałbrzyskiego ośrodka Aqua Zdrój. Bieżnia dla niektórych biegaczy to coś przed czym wzdrygają się ze wstrętem. Ja biegałem na niej tylko kilka razy. Chociaż kolega Radek co najmniej trzy lata temu, namawiał mnie do systematycznego korzystania  z tego urządzenia, lecz nie mogłem zdecydować się na bieganie pod dachem. Nie dlatego, że miałem uprzedzenia, ale taki trening wydawał mi się strasznie monotonny i nudny. I jest nudny!

Tym razem zmusiła mnie do tego moja zapobiegliwość, dlatego nie chciałem tuż po chorobie ruszać w teren i co? Okazało się, że nawet na tak prostym urządzeniu, można nabawić się kontuzji lub innej dolegliwości. Po pierwszym treningu uszkodziłem duży palec prawej nogi. Zbyt luźno zawiązałem buty i obiłem go jakbym zbiegał z bardzo stromej góry uderzając palcami o przód buta. Teraz jest fioletowy i wkrótce zejdzie. A ja oswoiłem się z tym faktem, przecież nie pierwszego paznokcia się pozbywam.

Bieżnia mechaniczna nie zniechęciła mnie do siebie, gdyż znalazłem zalety tego diabelskiego urządzenia. Pomijam to, że pod dachem można biegać bez względu na pogodę, o czym zapewne każdy wie. W tym sezonie większość szybkich treningów planuję zrobić na bieżni, ponieważ chciałem wykorzystać zalety tego sprzętu. Największą jest konieczność biegu w tempie na które ustawi się urządzenie. Co może być zabójcze, lecz tylko dla tych, którzy nagle zapragną zwolnić, albo jeszcze gorzej – zatrzymać się na obracającej taśmie. Bieg w równym tempie, to niesamowita zaleta bieżni mechanicznej i może się na coś przyda. Przebiec 21.097 metrów w równym tempie na przykład po 4:00min/km – marzenie.

Miesiąc dokończyłem biegając zgodnie z planem. Dlatego tylko dwa treningi progowe i dwa długie biegi mi odpadły. Nie chciałem nadrabiać zaległych kilometrów, bo nadrabianie prowadzi do kontuzji. Zaledwie 180km w grudniu zaliczyłem, ale mogło być znacznie gorzej. I nigdy bym nie przypuszczał, że ostatni trening w 2017 roku będę robił w cieplutkim, klimatyzowanym pomieszczeniu pod dachem. Zobaczymy co z systematycznego biegania na bieżni wyjdzie. Do tej pory jak spadł śnieg i nawet na chodnikach zalegał zmieszany z lodem, błotem, wodą i psimi odchodami szybkie treningi odpuszczałem, jeśli doliczyć do tego inne dolegliwości które nadchodziły nieco później, to takich treningów było naprawdę niewiele. Stąd moja biegowa stagnacja, bo samym truchtaniem wyników się nie zrobi. Podsumowanie grudnia jest nieco opóźnione. To już prawie prehistoria, ponieważ teraz borykam się z innymi problemami. Po prostu wiatr w oczy!

Slavo 65

Przeczytaj też...