Biegiem przez błoto, pod górkę i pod wiatr!!!

Biegam od kilku lat i takich chwil jak obecna przerabiałem co najmniej kilkanaście, gdyż niemal zawsze, kiedy rozpoczynałem przygotowania do kolejnego sezonu dopadały mnie problemy zdrowotne. Jakby przeznaczenie czekało na to, aby złośliwie popsuć moje plany. A jeśli problemy nie nastąpiły od razu, docierały do mnie po kilku tygodniach. Przyzwyczaiłem się do takich trudności, do tego stopnia, że tym razem nie przejąłem się mocnym przeziębieniem oraz tym, że w grudniu nie wybiegam planowanych kilometrów, a akcentów nie zrobię wcale. Niestety jedynym lekarstwem na zminimalizowanie strat, jest racjonalne wykorzystanie pozostałego czasu i na tym powinienem się skupić.

Wiedziony skromnym doświadczeniem, przy układaniu planu treningowego, ciągnącego się od listopada 2017r. do maja 2018 z góry założyłem, że z planowanych treningów progowych, których byłoby aż 24, o ile wykonywałbym je systematycznie – raz w tygodniu. Sześć od razu spisałem na straty, gdyż nie sądzę, że tym razem będzie inaczej (już nie jest). Chociaż są ludzie którzy ciągle tak myślą, lecz zawsze jest tak samo i należałoby w końcu coś zmienić, ale oni nadal łudzą się, że tym razem będzie inaczej.

Historia lubi się powtarzać, a ja nie biorę żadnych magicznych ziół, dzięki którym mógłbym ją ułożyć po swojemu. Mój organizm z biegiem lat jest coraz słabszy i przez to mniej odporny, a klimat w naszym kraju póki co nie łagodnieje. Zawsze będzie deszcz, śnieg, wiatr, upał lub mróz w zależności od pory roku. Dlatego trzeba dostosować swoje plany do takich sytuacji i uwzględnić w nich wszelkie niedogodności jakie mogą wystąpić po drodze. Pomijam kontuzje, zwłaszcza przewlekłe, bo to siła wyższa. Dopadają nas od czasu do czasu nawet wówczas, gdy wszystko robimy jak należy.

Od kilkunastu dni nie biegam. Jest połowa miesiąca, a ja zaliczyłem tylko jeden trening i nieoczekiwanie znalazł się czas na przemyślenia, więc nie ma co się nad sobą rozczulać. Wystarczy gruźliczy kaszel, temperatura i pocenie się, a kiedy trochę przejdzie, można nadrobić zaległości w różnych kwestiach. Nie koniecznie tych dotyczących biegania.

Może swoimi przemyśleniami Ameryki nie odkryłem, lecz mam kilka uwag dla tych, którzy wcześniej lub później będą w podobnej sytuacji i choroba pokrzyżuje ich plany co najmniej na kilka dni. Czasami o wielu sprawach słyszymy lecz o nich bezmyślnie zapominamy i ponownie popełniamy błędy, często wówczas gdy po chorobie, wyposzczeni ruszamy na biegowe ścieżki. Dlatego:

– Cierpliwie czekajcie na lepsze dni i nie marnujcie czasu. Możecie nadrobić zaległości dotyczące teorii treningu, odżywiania i nie tylko.

– Uwzględnijcie straty już podczas planowania okresu treningowego, powstające podczas przygotowań do sezonu z powodu przeziębienia, innej choroby lub drobnej kontuzji. Wcześniej, czy później jakaś choroba dopadnie każdego z nas. To jest niemal tak pewne jak śmierć i podatki.

– Nie nadrabiajcie zaległości powstałych podczas choroby. To duży błąd który może doprowadzić do kontuzji, jeśli na siłę będziecie starali się w ciągu połowy miesiąca zrealizować plan jaki mieliście rozłożony na 30 dni!

– Minimalizujcie straty. Na przykład zróbcie mniej rytmów, interwałów, czy mniej powtórzeń treningu progowego, lub krótszy odcinek biegu, o ile po powrocie do zdrowia nie będziecie zmuszeni odpuścić całego treningu. Biegi spokojne możecie nieco przedłużyć i zamiast planowanych 10km odcinków, przebiec 11-12km, ale nie więcej. Chyba, że będziecie musieli pobiec ósemki, siódemki lub symboliczne piątki – zamiast dyszek które mogliście mieć na przykład w planie, bo osłabiony organizm nie pozwoli na więcej. Ale to i tak lepsze niż nic.

Ja czekam do soboty. W tym dniu będzie mój pierwszy dzień pracy po przerwie, a po niej może wbiję się na bieżnię mechaniczną i pobiegam pod dachem zanim wrócę na biegowe ścieżki. Niestety coraz dłużej powracam do zdrowia. Latka lecą i organizm wolniej się regeneruje. Kiedyś na przeziębienie wystarczyła mi gorąca herbatka z miodem i cytryną oraz dwa, trzy dni leżenia pod kołdrą. Teraz to stanowczo za mało. Najwyraźniej kończy się mój czas na tym ziemskim padole. Ale jeszcze nie teraz, jeszcze nie w tej chwili!

Slavo 65

Przeczytaj też...