Zrobiłem to!!!

W listopadzie przebiegłem 306km oraz wykonałem wszystkie akcenty, realizując cały plan treningowy. I nie byłoby w tym nic dziwnego, poza tym, że był to pierwszy miesiąc od początku mojej biegowej przygody, w którym zrealizowałem plan w stu procentach! Wcześniej rok za rokiem, miesiąc za miesiącem, zawsze coś stawało na przeszkodzie. Nawet, kiedy nic mi nie dolegało, dopadała mnie biegowa niemoc – zniechęcenie oraz brak wiary w osiągnięcie tego do czego dążyłem i cały misternie ułożony plan rozlatywał się jak domek z kart. Spadał kilometraż, a większość akcentów odpuszczałem pod byle pretekstem. Ale czy w danym sezonie, zawsze miałem konkretny cel do osiągnięcia? Podobno tak było, lecz naprawdę dopiero w ubiegłym roku wiedziałem co chcę osiągnąć i jak do tego celu się przygotować.

Listopad był pierwszym miesiącem przygotowań do kolejnego sezonu, na początku którego zaliczyłem ostatni start w tym roku. Była to „Dzika Piątka” (dokładnie 4,5km) w Świdnicy, gdzie zająłem trzecie miejsce kategorii M50+ Pobiegłem słabo. Poniżej swoich możliwości, lecz myślami byłem już w kolejnym sezonie i niestety zaniedbałem przygotowania do tego startu.

W listopadowym planie treningowym miałem do wybiegania 300km W tym cztery treningi progowe oraz trzy długie górskie wybiegania od 20 do 25km. Do tego doszło rozciąganie oraz lekki trening bez przyrządów (pompki, brzuszki, przysiady itd.) Niestety moja waga przyciąga mój tłusty tyłek do ziemi, lecz jeśli zaniedbuje się dietę, to na pobłażanie organizmu nie ma co liczyć. Zwłaszcza wówczas, gdy nasze ciało ma tendencje do tycia. Początek miesiąca to 80,5kg, a koniec 78,9kg Szału nie ma, lecz mocniejsze przyciąganie ziemskie jest, więc w Kosmos nie polecę.

Niestety, żeby nie było za pięknie – nadal boli mnie mięsień pośladkowy. Ale wykonuję podstawowe ćwiczenia w celu wzmocnienia mięśni tylnej części ciała, a ból pomimo biegania nie nasila się i nie jest już tak mocny jak było to kilka tygodni temu.

Slavo 65

Przeczytaj też...