Wszystko musi kiedyś mieć swój koniec…

 Jest wiele spraw na które nie mamy wpływu oraz czynności których nie potrafimy wykonywać. Dlatego często musimy poddać się losowi i cierpliwie czekać oddając nasze sprawy w ręce fachowca. Tak też uczyniłem wiele miesięcy temu, chcąc unowocześnić archaiczny wygląd mojego bloga.

Nie wiem kiedy nastąpi koniec prac. Mam nadzieję, że jeszcze w tym roku. Zaległości spiętrzyły się ogromne, ale zacząłem systematycznie uzupełniać braki na stronie. Dodatkowo nowy szablon spowodował bałagan w wielu miejscach. Na przykład tabele się „porozjeżdżały” Tu i ówdzie będę musiał podmienić zdjęcia na inne, zmienić czcionkę … Baner na stronie tytułowej też jest tymczasowy, więc do wymiany itd. itp.

Pod koniec ubiegłego roku planowałem zakończyć blogerską egzystencję, ale postanowiłem że jeszcze nie teraz, nie w tej chwili i zabrałem się za przewlekły „remont bloga”. Skłoniły mnie do tego m.in. statystyki. Pozornie wyglądające bardzo przeciętnie. Zaledwie kilkaset lajków na Facebooku, więc żadnych fajerwerków. Ale są to uczciwie zdobyte „polubienia”. Nie za pomocą konkursów typu: zalajkuj mój fanpage, to weźmiesz udział w losowaniu odjazdowego buffa, czapki, koszulki, kalesonów czy czegoś podobnego. Wiem, że wielu blogerów tak postępuje, lecz mnie to nie kręci. Chcę mieć odbiorców bloga zaglądających do mnie, dlatego, że tego chcą, a nie przez to, że zostali zachęceni jakimiś gadgetami. Dlatego cieszy mnie każdy z trudem zdobyty lajk, jakieś pytanie na fanpage, czy wiadomość na poczcie lub bezpośrednia rozmowa na zawodach.

Ten blog wyraża moje spojrzenie na bieganie i nie tylko. Nie chcę nikogo namawiać do tego typu aktywności fizycznej, bo uważam, że to nie ma sensu. Ale chciałbym pokazać to, że każdy w swoim życiu może robić coś więcej. Dążyć do czegoś. A dzięki bieganiu może wzbogacić swój żywot o coś naprawdę ciekawego. Nie alkohol, blanty, czy inne używki lecz sport. On też szkodzi, jeśli zaślepieni sportowymi aspiracjami zaczniemy przeginać, lecz przeważnie przynosi satysfakcję, a używki tego nigdy nam nie dostarczą. One ogłupiają umysł na jakiś czas i rujnują nasze zdrowie. Po krótkim odlocie jeszcze bardziej sfrustrowani wracamy do rzeczywistości, by rozżaleni nią sięgnąć po mocniejszą dawkę. Bo wróciliśmy do świata, który zmienił się tylko w naszej wyobraźni spowodowanej wywołanymi halucynacjami.

Dlatego chciałbym nadal pokazywać moje sportowe zmagania, bo może dzięki temu ktoś pomyśli; „Wchodzę w to! Ja też chcę to robić” I zacznie biegać, odnosić sukcesy, albo i nie, ale będzie cieszyć się tym co robi. Nie nakłaniana przez nikogo osoba, podejmie decyzje sama, świadomie, a nie pod presją mody. Tak jak ja kilka lat temu, od dłuższego czasu obserwując biegającego rówieśnika, który mimo 40 lat na karku, potrafił pokonać wielu młodszych rywali na trasach nawet bardzo ważnych biegów. Kolega ani jednym słowem nie zachęcał mnie do biegania. Po prostu biegał dla siebie, a ja patrząc na jego zaangażowanie, na jego pasję, pomyślałem sobie: „Może i ja bym spróbował?”

Życie bez pasji to wegetacja. Tak przynajmniej wygląda z moich obserwacji. Ludzie którzy robią tylko i wyłącznie to co muszą, stają się zgnuśniali, zniechęceni, sfrustrowani, wiecznie niezadowoleni. Dlatego należy mieć jakieś zajęcie, swoją pasję, hobby, Coś co wykonuje się tylko dlatego, że się tego chce. Czujecie tą subtelną różnicę między „chcę” a „muszę”? Oprócz codziennych obowiązków możemy biegać, jeździć na rowerze, pływać, sklejać modele okrętów, zgłębiać arkany zamierzchłej historii w pożółkłych karatach starych ksiąg, albo jeździć w teren szukając ciekawych miejsc do uwiecznienia na fotografii. Po prostu powinniśmy robić wszystko, by nasze życie nie było monotonne, bo to prowadzi do zniechęcenia i nudy. A nuda przyciąga choroby i nieszczęścia. Pozbądźcie się nudy jak niewygodnego wrzoda na tyłku, jeśli tego jeszcze nie zrobiliście. Ja tymczasem spadam na trening. Na zewnątrz nieco powyżej zera, mocno wieje, lecz od czasu do czasu słońce wychodzi zza chmur… Nie jest więc tak źle jak wygląda.

Slavo 65

Przeczytaj też...