Półmaraton Rubenczal w Karkonoszach i ogień z butów!!!

Rambowa Marcela wyprzedziła mnie na ok. 15km wyścigu i była na mecie pięć minut przede mną, pokonując jeszcze kilku zawodników.

Rubenczal (14.10.2017) – górski półmaraton w Czechach. Ten bieg od dawna chodził mi po głowie. Może dlatego kilka razy analizowałem jego trasę, oblizując się przy tym smakiem zawodów. Tamtejsze okolice znam z turystycznych wypraw i kilku treningów w tych stronach. Ale co innego trekking, czy trening, a co innego szalony bieg po stromych stokach czeskich Karkonoszy. Tym razem się udało. Na zawody pojechałem z ekipą Aktywnego Wałbrzycha. 34 osoby w kilku samochodach wdzierały się na południowe zbocze karkonoskiego grzbietu. To byliśmy MY Najpierw opłata w automacie (20CZK) i bilet na wjazd do Górskiej Chaty Portasky (1050m) Obiektu znajdującego się na terenie Karkonoskiego Parku Narodowego.

Na miejscu byliśmy kilka godzin przed startem, ponieważ część ekipy miała udać się na wyprawę prowadzącą trasą biegu na Cerną Horę. Miło było spotkać ich później, gdy zagrzewali nas do boju. Oni ruszyli o godzinie 10:00 My załatwiliśmy formalności w biurze zawodów. 150CZK wpisowego dla osób zarejestrowanych przez Internet lub 300CZK na miejscu. W pakiecie startowym żel energetyczny X FUEL Maraton > www.x-iont.cz cztery agrafki, numer startowy i już. Niektórzy zawodnicy nachmielali się przed biegiem. Ja nie zaryzykowałem. Chciałem pokonać bieg bez problemów, których sam na siebie wolałem nie ściągać. Dlatego wybrałem tradycyjną Colę i lekką rozgrzewkę.

Profil półmaratonu RUBENCZAL – HORSKÝ BĚŽECKÝ ZÁVOD

Trasa biegu miała być wymagająca. Tak przynajmniej wyglądało „na papierze” W skrócie, około 100m płasko tuż po starcie, następnie ok. 500m stromy podbieg asfaltem i w dół. Najpierw łagodnie, a później ponad 3km karkołomnego zbiegu z ponad -300m w pionie do głównej drogi biegnącej przez miejscowość Velka Upa (710m n.p.m).  Dalej prawie 7km wspinaczki (+600m w pionie). Non stop pod górę, z mniej lub bardziej nachylonym profilem trasy. Później 6km (-600m) zbieg. Kilkaset metrów łagodnej, asfaltowej drogi i bardzo stroma wspinaczka z krótkimi fragmentami mniej stromych odcinków. Końcowe kilkaset metrów, to stromy zbieg z płaskim około 100m odcinkiem finiszu!

Pogoda dopisywała. Kilkanaście stopni powyżej zera i prawie bezwietrznie. Prawdziwa Złota Czeska Jesień! Z Portasek roztaczały się wspaniałe widoki. Wieża telewizyjna na szczycie Cernej Hory (1299m), przy której mieliśmy zawracać po pokonaniu połowy dystansu, co jakiś czas chowała się w chmurach, by po kilku minutach ponownie pojawiać się na horyzoncie. Z miejsca startu była ledwo widoczna. Kilkanaście stopni i mocne słońce skłoniło mnie do zabrania bidonu z wodą, chociaż na trasie miały być punkty z napojami. Nie wahałem się dźwigać dodatkowego obciążenia, bo i tak mam sporą nadwagę. Pół kilograma nie zrobi różnicy.

Ekipa wspierająca nas na trasie zawodów – Aktywny Wałbrzych na szczycie Czarnej Góry (1299m)

Huk petardy był sygnałem do startu. Dzwoniło mi jeszcze w uszach, gdy zaczęła się pierwsza wspinaczka. Biegłem! Qwa tym razem nie odpuszczę! Kolega Łukasz wspominający przed biegiem, że tym razem na początku wyścigu nie będzie pchał się do przodu, był zdecydowanie przede mną. Mocno napierał, ale wyprzedziłem go tuż przed końcem podbiegu. Skręciliśmy z asfaltu na gruntową drogę. Przez chwilę było łagodnie, lecz dalej zaczynał ponad 3km bardzo stromy zbieg. Leśna ścieżka z ułożonymi na niej kamieniami, wygładzonymi butami turystów wędrującymi tędy od lat, była bardzo niebezpieczna dla kogoś, kto byłby szalony i chciałby tamtędy bardzo szybko zbiegać. Gładkie kamienie, mokre od porannej rosy zapowiadały ostrą jazdę! I zaczął się szalony zbieg!!! rNa tym zbiegu najszybszy kilometr pokonałem w 4:24 minuty. Nie chciałem przyspieszać, lecz nie dlatego że bałem się upadku. Postanowiłem zaoszczędzić nieco sił na dalszą część wyścigu, bo tak naprawdę nie wiedziałem na ile mogę sobie pozwolić. Czołówka biegła znacznie szybciej. Rafał Kluba wspominał po zawodach (drugie m-ce open), że zszedł do 3:20 na tym zbiegu! Jeden z zawodników dwa razy leżał na mokrych kamieniach. Ale wstawał i biegł jeszcze szybciej! Twardziel! Ujrzałem go dopiero na Czarnej Górze w miejscu, gdzie się mijaliśmy. Był mocno poobijany.

Rubenczal to jeden z niewielu biegów na którym dostałem tak mocny wycisk. Termin kolejnej edycji – 13.10.2018r. Zapraszam, bo warto.

Dotarliśmy do asfaltowej drogi prowadzącej przez Velką Upę. Żadnych zabezpieczeń, Policji kierującej ruchem, Ochrony itd. To są Czechy. Wcisnąłem się w wolną przestrzeń między nadjeżdżającym autobusem z jednej strony, a samochodem z drugiej i przebiegłem na drugą stronę szosy. Za nią był mostek na rzece Upie i zaczynała się mozolna wspinaczka na masyw Czarnej Góry (1299mn.p.m). Teren urozmaicony. Pastwiska, łąki, las. Asfalt, szuter, grunt i ścieżki prowadzące w poprzek stoków narciarskich. To wszystko mieliśmy do pokonania. Liczne domki, większe lub mniejsze. Niektóre bajecznie dopieszczone, aż chciałoby się w nich zamieszkać! I drzewa przystrojone barwami jesieni na tle błękitnego nieba. A my walczyliśmy na trasie Rubenczala! Nie było nas zbyt wielu, około 30 zawodniczek i zawodników z Polski i Czech. Myślałem, że przyjedzie więcej, bo zwykle na Rubenczalu melduje się 50-60 osób. Przede mną biegł Jarek Domański ze Świerzawy, ale na bardziej płaskim odcinku coraz mocniej oddalał się ode mnie. 5:21min/km w tym miejscu (9km) to wszystko na co było mnie stać. Czesi napierali! Oglądałem się za siebie. Na stromych fragmentach oddalałem się od nich, ale w łatwiejszych miejscach byli ponownie tuż za moimi plecami. Nie wyglądało to dobrze. Wiedziałem, że na 6km zbiegu nie dam rady z nimi powalczyć, a na zrobienie kilkusetmetrowej przewagi byłem zbyt słaby. Dotarłem do końcowego, płaskiego odcinka na szczycie. Obok wieży telewizyjnej mieścił się punkt kontrolny oraz z napojami i czymś tam jeszcze. Nie spojrzałem dokładnie. Miałem żele – dwa razy po 85kcal na 22km biegu, może wystarczy. Kilka łyków napoju i poprosiłem panią z obsługi o wpisanie mnie na listę zawodników, gdyż chciałem biec dalej, a ona zajęta nalewaniem napojów jeszcze tego nie zrobiła. Moja szósteczka wpisana. Nawrót i pobiegłem dalej. Około 200m po płaskim i mocny zbieg. Ekipa Aktywnego Wałbrzycha ponownie zagrzewała nas do walki. Wielkie dzięki za wsparcie! Dwóch czeskich zawodników wyprzedziło mnie już na samym początku zbiegu. 4:15, 4:30, 4:35 – to moje najszybsze kilometry w tej części wyścigu. Na bardziej stromych odcinkach biegłem wolniej. Nogi nie dawały rady, a jeszcze miało być pod górkę! Na 15km wyprzedziła mnie Rambowa Marcela, zawodniczka z Czech. Na jedynym podbiegu w tej części półmaratonu, znalazłem się ponownie przed nią, ale był to jedyny waleczny zryw na jaki się porwałem. Kobieta około 30kg lżejsza i dziesięć lat młodsza, poruszała się jakby robiła lekką, sobotnią przebieżkę. Przez chwilę mogłem podziwiać delikatną sylwetkę oddalającej się zawodniczki i równie piękne widoki okolic. Kilka kilometrów morderczego zbiegu i ostry skręt w lewo, tuż przed rzeką oddzielającą trasę zawodów od asfaltowej drogi przez którą wcześniej przebiegaliśmy. Kilka łyków napoju na punkcie i łagodnie do góry. Wbiegając na asfalt odniosłem wrażenie jakby uginał się pode mną! Co było efektem „miękkich nóg” Trochę mnie to zaniepokoiło, przecież do końca miałem jeszcze ponad 3km bardzo stromego podbiegu! Ale napierałem docierając do głównej drogi. Tym razem nic nie jechało.

Rafał Kluba (nr 3) do końca nie odpuszczał! Ale KLVAŇ Norbert (13) również i zameldował się na mecie 3 sekundy wcześniej – 2:02:35.0

Trasa zawodów była skromnie oznakowana, lecz moim zdaniem wystarczająco. Rafał zgadzasz się? Wapienne strzałki, a od czasu do czasu taśmy na drzewach w nieodgadnionym dla mnie faceta kolorze. Ale na pewno nie były białe, czarne, niebieskie, czerwone, ani zielone. Za drogą nr 296 rozpocząłem ostatnią walkę z terenem zastanawiając się; jak mogłem ponad godzinę wcześniej, tak szybko tędy zbiegać? Teraz wspinałem się w przeciwnym kierunku. Nikogo przed sobą nie widziałem. Za plecami też nikogo nie było. Uf! Mogłem tradycyjnie się poobijać. Zbyt blisko było do mety, by kogoś dogonić, albo dać się dogonić. Ostatni zbieg i finisz! Bieg ukończyłem na 10 pozycji w klasyfikacji generalnej i 3 m-cu w kat. M50+ Mój oficjalny czas na ponad 22km dystansie: 2:14:19

Nawet niewielki sukces powinien cieszyć, bo życie nas nie rozpieszcza. W pakiecie za III m-ce otrzymałem: puchar, bezalkoholowe piwko, ręcznik, buffa, baton energetyczny, kilka gadgetów i najważniejsze cebulki kwiatków!

Cieszę się, że mogłem wystartować w Rubenczalu > http://rubenczal.webnode.cz  Kameralna impreza, ale wycisk na bardzo wysokim poziomie i załapałem się na pudło. Może sukces skromniutki, bo konkurencja nieliczna, ale za to mocna! Poza tym zadowolony byłem ze swojego startu, ponieważ naprawdę nieźle pobiegłem. A trasa? Warto będzie ten bieg powtórzyć. Jest sporo odcinków asfaltowych i wygodnych szutrów, ale przez to należy biec bardzo szybko na stromych zbiegach, żeby zrobić dobry wynik. Już dawno nie dostałem takiego wycisku. Uda bolały mnie przez kilka dni.

To był dwudniowy wypad w czeskie Karkonosze z ekipą Aktywnego Wałbrzycha. Świetne połączenie osób wędrujących i biegających na jednej wyprawie. Wieczorem niezła zabawa przy muzyce czeskiej kapeli J.A.M. A przed snem spacer pod niebem uginającym się od milionów gwiazd.

Wyniki tegorocznej edycji > Rubenczal2017_Open

Slavo 65

 

Przeczytaj też...