Wrzesień i zaledwie 157km wybiegane.

Co roku, co miesiąc, co tydzień, a tak naprawdę codziennie układamy swoje życiowe plany. Dla wielu z nas będą to zawodowe, rodzinne i sportowe zmagania z którymi borykamy się dzień w dzień. Połączone jakąś wspólną myślą, by trzymały się tak zwanej kupy. Tak też zrobiłem we wrześniu, lecz jak to często bywa, biegowy plan legł w gruzach. Z pozostałymi częściami mojego żywota w tym miesiącu dałem radę.

Co się wydarzyło? Niby nic szczególnego. Na samym początku miesiąca pojechałem do Warszawy na półmaraton, by sprawdzić się na tym dystansie, gdyż od dawna atestowanego półmaratonu nie biegłem. Sprawdziłem się – na 21km z kawałkiem nie zrobiłem żadnych postępów.

Później pojechałem do Wieściszowic na kameralny Bieg z Widokiem na Kolorowe Jeziorka (10,6km). Tam dałem radę. Załapałem się na pudło w kategorii, poprawiając ubiegłoroczny wynik o kilka minut.

Następnie pojechałem do Strzelina na Strzelińską Dziesiątkę. Chciałem sprawdzić, czy ubiegłoroczne 00:44:03 będzie dla mnie do poprawienia. Niestety, za mało szybkich treningów i nie ma co liczyć na efekty. Zabrakło mi ponad 60 sekund do poprawienia wyniku. Ale na osłodę, załapałem się na trzecie miejsce w kategorii M50+ Co bardzo mnie ucieszyło, bo nigdy na biegu ulicznym nie byłem tak wysoko. Pal licho kiepski wynik. Miejsce na podium ma większą wartość od wyniku, a przynajmniej efektowniej wygląda. Ha! Ha!

Kolejnym startem miał być udział w imprezie: I Otmuchowskie Grand Prix Biegowe, na dystansie około 9km Bardzo ciekawa trasa, dlatego chciałem tam pojechać. Ale niestety organizm odmówił posłuszeństwa. Po trzech mocnych startach i kilku wymagających treningach zaczął nawalać. Musiałem zrezygnować ze startu w Otmuchowie i kilku treningów, by Ścięgno Achillesa doszło do siebie.

Podsumowując poprzedni miesiąc, nurtuje mnie jedno pytanie: co jest lepsze – bieganie bez planu, czy bezmyślne planowanie??? Bo tak mógłbym określić moje wrześniowe plany, polegające na tym, że po lekkim sierpniu, rzuciłem się na starty jak wygłodniały pies na kiełbasę, dokładając do tego mocne treningi i na efekty tej bezmyślności nie musiałem zbyt długo czekać.

Nie róbcie tego samego. Zbudujcie piramidę biegową w następujący sposób: najpierw podstawa – całoroczny plan w zarysie z głównym celem do osiągnięcia. Później szczegóły – co miesięczny plan treningowy przybliżający do danego celu. Następnie plan tygodniowy modyfikowany na bieżąco jeśli zajdzie taka potrzeba. Później realizacja konkretnego treningu. Wielu z Was wie o tym, że tak powinno się trenować, ale ile osób postępuje tak niekonsekwentnie jak ja? Mam nadzieję, że nie wiele!

Slavo 65

Przeczytaj też...