BMW i skromne 1:41:06 w półmaratonie :)

BMW Półmaraton Praski w Warszawie był spontanicznym startem, ponieważ w tym roku nie planowałem żadnych biegów na twardej nawierzchni. Ale zaproszenia od Radka do udziału w półmaratonie organizowanym w jego rodzinnym mieście nie wypadało odmówić. Przy okazji chciałem sprawdzić, czy zrobiłem postępy na tym dystansie. Niezaplanowany wcześniej bieg z „marszu” nie wróżył sukcesu, bo ostatni atestowany półmaraton przebiegłem dwa lata temu. Bieganie po górach, to całkiem inna bajka i właściwie nie wiedziałem na co będzie mnie stać w Warszawie. Najpierw myślałem o powalczeniu z czasem 1:30:00, ale po zastanowieniu doszedłem do wniosku, że to zwykłe mrzonki. Mój wynik z 2015r. wynosił zaledwie 1:38:39 i myślenie o jego poprawieniu bez przygotowań było naiwnością. Tym bardziej, że od tamtego czasu miałem kilka miesięcy przerwy i zaledwie trzy starty na twardej nawierzchni.

Do Warszawy pojechałem w towarzystwie Żony, Radka i jego Syna. Nocowaliśmy u Rodziców kolegi. Dzień później zwiedzaliśmy warszawską starówkę, a wieczorem udaliśmy się na start. Pogoda była niestabilna. Lekki deszcz padał co chwilę niemal przez cały dzień, lecz było ciepło. W czasie zawodów miało nie padać, nie wiać, a temperatura jaką prognozowano miała wynosić kilkanaście stopni.

Godzinę przed startem byliśmy na miejscu. Tłum ludzi gęstniał z każdą minutą. Tutaj mi to nie przeszkadzało. Jest ponad milionowe miasto, to i ludzi sporo. Wielka sportowa impreza ma swój klimat. Tłok, gwar, dużo anonimowości, bo spotkać znajomego jest bardzo trudno, chyba że wcześniej umówimy się w ustalonym miejscu.

Zmierzchało. Zbliżała się 20:30 – godzina startu. Z Radkiem rozstaliśmy się po wspólnej rozgrzewce. On celował w czas 1:25:00, a ja mimo wszystko chciałem nieco podrasować swoje skromne 1:38:39 – dlatego udaliśmy się do innych stref startowych. A może  jednak się uda? Niestety już na samym początku miałem pierwszą wpadkę, wynikającą z braku doświadczenia w wielkomiejskim bieganiu. Za późno udałem się do swojej strefy i z trudem przedzierałem się do wyznaczonego sektora. Zamiast stanąć w sektorze 1:40 (wcześniej planowałem 1:35) znalazłem się pod koniec strefy 1:45 Dlatego niemal od samego początku byłem zmuszony przedzierać się między wolniejszymi biegaczami i nabiegałem dodatkowych 200 metrów. Mnie również kilkunastu biegaczy wyprzedziło i albo tak jak ja źle stanęli, albo nie mieli planu na bieg i teraz lawirowali między wolniejszymi uczestnikami wyścigu. Niektórzy biegacze stają na starcie nawet o kilka stref z przodu. Nie są w stanie biec tak szybko i niemal od początku biegu są wyprzedzani. Możliwe, że jest w tym blokowaniu szybszych biegaczy jakaś filozofia? A może niektórzy zawodnicy łudzą się, że pójdą z „falą” i wytrzymają bieg w tempie do którego nie są przygotowani?

Druga wpadka (na szczęście ostatnia) to brak możliwości kontroli tempa biegu. Wzrok mam słaby i nawet podświetlany wyświetlacz Garmina jest dla mnie niewystarczający, gdyż cyferki rozmazują mi się i męczę się okropnie, by je w końcu odczytać. Do trzeciego kilometra biegłem nie wiedząc w jakim tempie pokonuję trasę. Wyprzedzałem lub byłem wyprzedzany i miałem mętlik w głowie. Dopiero na kolejnym kilometrze odczytałem z wyświetlacza, że biegnę kilka sekund wolniej od docelowego tempa 4:35 min/km, które pozwoliłoby mi minimalnie poprawić wynik z przed dwóch lat. Sporo wysiłku kosztowało mnie przedzieranie się do przodu, przy braku kontroli tempa, bo bieg w tłumie jest złudny i nie można polegać jedynie na tym co dzieje się wokoło. Na przykład podczas końcówki maratonu lub półmaratonu, trzeba jeszcze bardziej kontrolować tempo biegu, bo nawet gdy wielu ludzi wyprzedzamy, wcale nie oznacza, że biegniemy szybciej. Po prostu oni biegną od nas wolniej i bez spoglądania na zegarek, zadowoleni z siebie również biegniemy wolniej niż zamierzaliśmy. Moje tempo było rwane 4:29, 4:52, 4:36 itd. Na 16km osłabłem, ale powoli zacząłem zbierać się i ostatnie dwa kilometry pobiegłem znacznie szybciej. Na metę dotarłem w czasie 1:41:06 na 1412 pozycji open i 82 w kat. M50 wśród 358 rówieśników. Radek dobiegł na 249 pozycji uzyskując czas 01:26:46 – poprawiając swój wynik o kilka sekund. Trasę biegu ukończyło 7351 osób. Półmaraton Praski był dla mnie kolejnym doświadczeniem. Postanowiłem w następnych sezonach robić 2-3 atestowane starty, aby mieć punkt odniesienia swoich postępów lub ich braku. Bieganie w mieście też ma swój urok, bo miło jest widzieć jak tysiące ludzi dobrowolnie zmierza w tym samym kierunku.

Slavo 65

Przeczytaj też...