Gorce Ultra Trail (40km) i pierwszy w M50+

Zastanawiałem się, co przyniesie mi tygodniowy pobyt w Ochotnicy Górnej i codzienne, wymagające wędrówki po stromych stokach Gorc. Zwykle bezpośrednio przed zawodami trenowałem. Nieco mniej, ale biegałem. A teraz wielogodzinne wypady w góry i przebiegnięte 24km w tygodniu, pod koniec którego miał nastąpić mój najważniejszy start w sezonie. 20-30km marszu lub więcej, to dla mnie nic strasznego, lecz kilka górskich, wielogodzinnych wypadów tuż przed startem?  Miałem wątpliwości. Może ponownie popełniłem błąd?

Dzień przed startem o godzinie 20:30 udałem się na odprawę. Organizatorzy mówili o bezpieczeństwie itd. Słuchałem uważnie o sprawach dotyczących oznakowania trasy, bo miało być skromne. Nie wiem skąd takie podejście do oznakowań. W każdym razie odmienne od moich zapatrywań na ten temat. Według mnie, nawet jeśli trasa zawodów biegnie szlakami na których są turystyczne znaki, to dodatkowo powinny być oznaczenia biegu. Przeciętny turysta przejdzie w górach od 2 do 5km na godzinę – zależy od trudności terenu. Biegacz pokona 8-12km, a zawodnicy z czołówki biegną jeszcze szybciej. Przy znakowaniu trasy, zwłaszcza na długim i ultra dystansie należy wziąć pod uwagę to, że warunki pogodowe mogą się pogorszyć i widoczność będzie słaba lub wręcz beznadziejna, nawet w dzień – chmury, mgła, deszcz… I nieliczne znaki mogą być słabo widoczne dla biegnącego zawodnika. Ponadto oznakowania na trasie znajdują się przez wiele godzin, a w przypadku długich biegów jeszcze dłużej. Dlatego istnieje prawdopodobieństwo zniszczenia ich przez przypadkowe osoby lub uszkodzenia przez siły natury. Organizator GUT miał swoją koncepcję dotyczącą zabezpieczenia trasy i trzeba było się dostosować. Stąd moje uważne słuchanie tego, co do powiedzenia miała osoba odpowiedzialna za zabezpieczenie trasy.

Około 700m w pionie, na 5km odcinku i taki punkt kontrolny przed nami, na który trzeba było się wdrapać, a w nogach dopiero 11km.

Przetrwałem prawie nie przespaną noc poprzedzającą zawody. Pies właściciela pensjonatu był wyjątkowo aktywny! Ujadał nieustannie, prowokując okolicznych, czworonogich kumpli. Do godziny pierwszej nie zasnąłem, a budzenie nastawiłem na trzecią. I trzeba było wstawać. Toaleta, dwie bułki z masłem oraz dżemem na śniadanie i w drogę. Do miejsca startu miałem 3,5km i postanowiłem iść piechotą. Pogoda niezła, nieco poniżej 20 stopni. Na niebie świeciły gwiazdy i było niewiele chmur. Kolejne prognozy pogody, przeglądane przeze mnie dzień wcześniej, przesuwały opady deszczu na późne popołudnie. Uczestnicy 102km dystansu od godziny czwartej byli już na trasie, a my maratończycy i 80-tka ruszyliśmy tuż przed świtem.

Trasa maratonu w większości była szybka, ale spore przewyższenie i trudne technicznie odcinki robiły na nogach wrażenie.

Pierwsze 5km prowadziło przez wieś, łagodnie opadającym asfaltem. Biegłem po 5:30min/km, lecz wielu uczestników podążało znacznie szybciej. Przyspieszyłem do 5:15min/km, żeby nie być za mocno w tyle. Kolejne 5km miało być wspinaczką na Lubań i nie chciałem rozpoczynać jej z językiem wiszącym do ziemi. Dlatego nie biegłem jeszcze szybciej, chociaż bez problemu mogłem mocniej przebierać nogami. Ostry zakręt w prawo i na 97 pozycji rozpocząłem wspinaczkę na szczyt. Wiedziałem, że to najtrudniejszy odcinek wyścigu oraz to, że nie jestem zbyt szybkim zawodnikiem, dlatego powinienem zdobyć przewagę nad konkurencją właśnie tutaj. Na tym bardzo stromym podejściu. A później wytrzymam, albo i nie. Ryzykowałem i na łatwiejszych odcinkach kamiennej drogi wyprzedzałem kolejnych zawodników. Końcówka podbiegu (podejścia) na Lubań łagodniała i można było biec szybciej. Pokonałem leśną polanę i razem z innymi wspinałem się na wysoką wieżę widokową znajdującą się na szczycie Lubania (1211m) Tam mieścił się drugi punkt kontrolny. Zbieg z Lubania był bardzo wymagający. Wiedziałem co mnie czeka, ponieważ byłem w tym miejscu dwa dni wcześniej. Zbiegałem ścieżką pełną kamieni, licząc się z ewentualnym upadkiem i kolejnymi czarnymi paznokciami po zawodach. Trasa prowadziła czerwonym szlakiem, ciągnącym się grzbietami tworzącymi Pasmo Lubania.

Na zdjęciu Paweł Stępień – 13-ty zawodnik na mecie (04:32:09) Fot. Zyta Szarafin

Niestety na stromych zbiegach, nie mogłem biec tak szybko jak chciałem. Nowe buty były o pół numeru za duże i palce przesuwały się, mocno uderzając w przód buta. Biegałem w nich wcześniej, lecz nie na stromych zbiegach i nie spodziewałem się, że będą problemy. Cieszyłem się, że New Balance są szersze od innych i mogę biegać w nich swobodnie, ale powinienem kupić buty nieco mniejsze niż zwykle. Kolejne niedopatrzenie, a przez to wolniejsze zbiegi. Mógłbym mocniej je zawiązać, lecz w miarę upływu czasu oraz przebiegniętych kilometrów, stopy zaczynają puchnąć i musiałbym buty ponownie luzować, robiąc kolejną przerwę. Biegłem. Do 21 km było dobrze. Wyprzedziłem kilka osób, ale organizm nie wyrabiał i udałem się w krzaki, tracąc wywalczoną pozycję. Moja niedyspozycja, to pewnie kolejny błąd, albo pech. Bo z tym na długich trasach często mam problemy. W Transylwanii łykałem tabletki węgla, już dwa dni przed biegiem i było w porządku. W Gorcach tego nie zrobiłem, a tabletki Stoperanu  zażyte przed startem nic nie pomogły. Krzakoterapia kosztowała mnie kilka minut, a 2-3 minuty, to strata co najmniej kilkuset metrów. Było minęło. Postanowiłem nie myśleć o tych którzy mi „odjechali” i nie gonić ich za wszelką cenę. Bieg górskim pasmem był ciekawy. Niezbyt wymagający, z wyłaniającymi się wspaniałymi widokami na okolice. Do Przełęczy Knurowskiej (846m) – 25km wyścigu, dotarłem w czasie 3:01:20 Mój plan zakładał 3 godziny i walkę o niezłą pozycję na mecie, podczas dalszej części wyścigu. Gorszy czas w tym miejscu odpadał. Tak przynajmniej wynikało z moich kalkulacji. Całość zrobić w 5 godzin, albo nieco szybciej (swoje siły oceniałem na 5-6 godzin) i liczyć na to, że wystarczy to na miejsce na pudle. W poprzednim roku najlepszy zawodnik z kat. M50+ dobiegł do mety w 7 godzin. Ale teraz była druga edycja, na którą na sto procent przyjedzie kilku mocniejszych rywali. Poza tym trasa była krótsza o 3km, co również brałem pod uwagę, mimo, że do przewyższenia doszło ok. 200m w pionie.

Na przełęczy był PK i jedyny dla maratończyków punkt dożywiania. Tutaj dotarłem na 33 miejscu wliczając w to kilku zawodników 80-tki. Wypiłem kubek Coli, wysłałem smsa do Żony i ruszyłem. Kilometr dalej, rozchodziły się trasy 80km dystansu i maratonu. Ultrasi biegli szerokim leśnym traktem do góry, a my maratończycy zbiegaliśmy w dół, prawie niewidoczną ścieżką kluczącą między drzewami. Na szczęście była dobrze oznakowana. Kolejna przerwa w krzakach. Krótsza. Ale strata co najmniej 2-3 minut. Nikt mnie nie wyprzedził. Ruszyłem dalej zbiegając z gęsto porośniętego zbocza. Skok przez wartki strumień i gruntowa droga pod stopami, a może asfalt? Nie pamiętam. W każdym razie można było biec szybciej. Za kilkoma starymi domami, rozpoczęła się mozolna wspinaczka. Łąki i las dookoła. Pięknie. A ja na jednej 50g chałwie i kubku Coli podążałem do przodu. W nogach miałem co najmniej 30km Piłem wodę z bukłaka, ale mdliło mnie na myśl o jedzeniu. Problemy żołądkowe dały mi się we znaki. Było ciepło. Pogoda wspaniała. Tym razem cieszyłem się, że bieg rozpoczął się wcześnie rano, bo temperatura rosła z godziny na godzinę. Wyprzedziłem samotnego zawodnika. Był wykończony. Ja też, ale mniej. Ponowny zbieg bezdrożami na przełaj. Przez krzaki, jagodowe krzewiny, między gęsto rosnącymi drzewami. Ścieżka prawie nie widoczna. Wypatrywałem taśm zwisających z gałęzi. Było ich więcej – tak jak organizator zapowiadał. Ale czy dostrzegłbym je, gdyby było ciemniej, kiedy zmierzcha lub słońce chowa się za chmurami? Na pewno musiałbym poruszać się jeszcze wolniej.

20 m-ce w klasyfikacji open, 1 m-ce w kat. M50+ Czas: 04:51:58

Ktoś mnie dogonił. Najwyraźniej szybciej wypatrywał kolejne taśmy wyznaczające trasę. Przez chwilę biegliśmy razem po szerokim, leśnym trakcie do którego się dostaliśmy. Wyprzedziliśmy kolejnego słabnącego zawodnika na mozolnej wspinaczce prowadzącej na Magurki (1108m) Było ciężko. Brakowało cukru w organizmie, lecz nie mogłem się przemóc i nie sięgnąłem po batona. Pewnie było to nierozsądne. Piłem za to ile mogłem, przez nieostrożność wyrywając ssak z wężyka. Woda chlupotała w zbiorniku, a ja nie mogłem się do niej dostać. Podążałem do przodu kombinując jak naprawić uszkodzenie. Udało się. Wkrótce pokazała się wieża widokowa i konkurencja za plecami. Przyspieszyłem. Znałem ten odcinek z górskiej wędrówki. Piękna polana, a później zbieg przez łąki i niesamowity widok na okolice. Las, łąki, las i tak kilka razy na końcowych kilometrach wyścigu. Wyprzedziłem idącą zawodniczkę, ścigany przez inną, która zmobilizowała mnie do walki. Zgubiłem ją przyspieszając na stromym, kamienistym zbiegu, nie zważając na luźne buty. Kilkaset metrów przed metą, na polnej drodze – Żona czekała na mnie, robiąc pamiątkowe zdjęcie. Jeszcze nieco asfaltu, skok przez główną drogę w Ochotnicy i po łuku do mety! Nieźle było. Na tablicy informacyjnej widniała lista na której było tylko 12 nazwisk i żadnego konkurenta z M50+ Czekałem na kolejną. Może załapałem się na pudło? Butelka Coli, kilka zdjęć i nowa kartka. Byłem dwudziesty w klasyfikacji generalnej i pierwszy w kat. M50+ Na 39km trasie o przewyższeniu +1830m/-1730m uzyskałem czas 04:51:58 Cieszyło mnie zajęte miejsce, tym bardziej, że problemy na trasie nie pozbawiły mnie miejsca na pudle. Następnego dnia po raz pierwszy stanąłem na najwyższym stopniu podium i można było wracać do domu. Naczekałem się jednak na pamiątkowe drewienko, bo organizator podczas dekoracji przez nieuwagę opuścił naszą kategorię. Ale warto było poczekać – statuetka stoi na zasłużonym miejscu.

Moja kategoria M50+

1) Sławomir Szarafin 4:51:58 2) Krzysztof Bednarz 5:04:15 3) Marek Ciszyński 5:17:11

 Link do strony zawodów > https://www.gorceultratrail.pl/pl/

Wyniki Gorce Ultra-Trail 2017

GUT 40

Mężczyźni
1) Kacper Piech 3.25.03 2) Sebastian Florek 4.04.22 3) Adam Długosz  4.05.03

Kobiety
1) Paulina Wywłoka 4:36:36 2) Katarzyna Zając 4:38:12 3) Sylwia Kalińska 4:52:45

GUT 80

Mężczyźni
1) Piotr Uznański 8:28:04 2) Tomasz Siwiecki 9:19:09 3) Sylwester Augustyński  9:49:50

Kobiety
1) Katarzyna Winiarska 10:07:58 2) Ilze Limanane (Łotwa) 11:38:30 3) Bożena Kosińska 12:05:21

GUT 102

Mężczyźni
1)  Krzysztof Lisak 11:40:17 2) Artur Baran 11:58:00 3) Oskar Zimny 13:20:07

Kobiety:
Żadna z kobiet nie ukończyła zawodów w regulaminowy czasie. Zawody ukończyło 304 zawodników Na poszczególnych dystansach były to następujące liczby:
GUT 40 – 188 osób; GUT 80 – 82 osoby; GUT 102 – 34 osoby

Nie wiem dlaczego organizator nie uwzględnia w wynikach osób które wystartowały, lecz nie ukończyły biegu, lub nie zmieściły się w limicie. Takie podejście wypacza wyniki. Ja widzę kolosalną różnicę między zawodami które ukończyli wszyscy uczestnicy, a zawodami na których do mety nie dotarło wielu uczestników biegu. Brak tej informacji wprowadza w błąd potencjalnie zainteresowane osoby do udziału w kolejnej edycji. W GUT wystartowało około 400 osób, a ukończyło 304.

Uf! Dobrze, że jeszcze raz zerknąłem na wyniki GUT. Zawodnicy którzy nie ukończyli biegu lub nie zmieścili się w limicie, zostali dopisani do klasyfikacji. I tak, na przykład 102km dystans ukończyło 44 zawodników, nie ukończyło w limicie (lub nie dobiegło do mety) 35 osób. Czy jest ktoś, kto nie wyczuwa zasadniczej różnicy w sposobie przedstawiania wyników? To bardzo ważna informacja dla kogoś, kto chciałby pobiec ten dystans, ponieważ daje do myślenia. Wielkie dzięki organizatorowi za to, że poprawił tabele. Teraz jest OK 

Link do wyników > http://www.entretiming.pl/gut/

Termin kolejnej edycji GORCE ULTRA TRAIL – 10-12.08.2018r.

Slavo65

Przeczytaj też...