GORCE – góry których nie znałem.

Do Ochotnicy Górnej dotarliśmy tydzień przed moim startem w GORCE ULTRA TRAILhttps://www.gorceultratrail.pl/pl/ . Razem z Żoną planowaliśmy przejść kilka tras w Gorcach. Nigdy tutaj nie byliśmy, dlatego ciekawiły nas nieznane góry, o których nic nie wiedzieliśmy, a udział w zawodach był znakomitą okazją by poznać teren. Ale jeden 40km bieg i powrót do domu nie wchodził w grę. Pachniało malizną! Przestudiowałem trasę maratonu. Przejrzałem dłuższe dystanse, informacje o górach znajdujące się na stronie zawodów oraz w innych źródłach i postanowiliśmy pobyć w Gorcach przez cały tydzień. Za piękne okolice oraz za daleko, aby przyjechać, wystartować i wracać do domu.

 

Pierwszego dnia padał deszcz, dlatego udaliśmy się do Nowego Targu, następnie do Zamku w Niedzicy oraz nad Jezioro Czorsztyńskie. Miasteczko zrobiło na mnie pozytywne wrażenie. Duży, zadbany rynek, z niewielkimi kamieniczkami i dwoma kościołami znajdującymi się w bocznych uliczkach. Tylko nadmierny ruch uliczny tutaj nie pasował, ale widocznie nie można zrobić innej trasy dla samochodów. Zamek w Niedzicy pamiętałem, bo odwiedziłem go wiele lat temu. Odniosłem wrażenie, że nic się w tym miejscu nie zmieniło, tylko kramów stojących w pobliżu zamku przybyło. Dwie godziny statkiem po Jeziorze Czorsztyńskim to była przyjemność. Dwa zamki rozłożone po obydwu stronach zbiornika wodnego i liczne skały okalające część linii brzegowej tworzyły malownicze, niewielkie klify. Do tego pogoda, całkiem znośna. Na niebie chmury, ale już nie padało.

Następnego dnia ruszyliśmy na najwyższy szczyt Gorc – Turbacz (1310m) Podjechaliśmy na Przełęcz Knurowską (846m) i czerwonym szlakiem zmierzaliśmy na Turbacz, pokonując po drodze inne wzniesienia m.in. Kiczorę (1282m) – trzeci co do wysokości szczyt w tych górach. Co jakiś czas docieraliśmy do miejsc z których roztaczały się przepiękne widoki na najbliższe okolice, na Jezioro Czorsztyńskie, niewielkie Pieniny i na pasmo Tatr wyłaniające się z chmur. Wracaliśmy tą samą trasą i wcale nam się nie dłużyło, bo mogliśmy podziwiać to, co wędrując w poprzednim kierunku mieliśmy za plecami. A liczne krzewy pełne dojrzałych jagód kusiły i od czasu do czasu musieliśmy się zatrzymać. Tak było również podczas następnych wędrówek.

Kolejna wyprawa skierowana była na szczyt Gorc (1228m). Podjechaliśmy kilka kilometrów w górę wioski i żółtym szlakiem rozpoczęliśmy wędrówkę. Druga trasa, tak jak poprzednia i kolejne w znacznej części prowadziła przez las, od czasu do czasu wyłaniając się na rozległe polany. Najpiękniejszą w tej części gór była Polana Kosarzysko, rozłożona na północnym grzbiecie Kudłonia (1274m). Wędrówka między drzewami przez większość czasu pozwoliła uniknąć słońca, dlatego upał nie był tak dokuczliwy jak na otwartej przestrzeni. Na szczycie, do którego dotarliśmy po 3 godzinach mozolnego marszu, stała jedna z czterech majestatycznych wież widokowych, jakie zbudowano w ostatnim czasie w Gorcach. Z punktu widokowego roztaczał się wspaniały widok na cztery strony świata. Wracaliśmy tą samą drogą i wcale nie było lżej. Gorczańskie grzbiety są wymagające, o czym zdążyliśmy się już przekonać. Dlatego wiele wysiłku trzeba włożyć podczas wspinaczki, jak i w czasie schodzenia z górskich wierzchołków.

Trzecią wyprawę rozpoczęliśmy z Ochotnicy Dolnej. Samochód zostawiliśmy w centrum wioski i ruszyliśmy asfaltem, po jakimś czasie przechodząc obok pięknego, drewnianego kościoła. Nieco dalej zaczęliśmy wspinać się na Lubań (1211m) – dominujący szczyt w okolicy, tworzący odrębne pasmo w tej części Gorców, łagodnie opadające w kierunku Przełęczy Knurowskiej. Lubań miał być pierwszym szczytem na trasie trzech najdłuższych dystansów, a przełęcz stanowiła 26km biegów. Natomiast do miejsca zwanego Studzionki, położonego na grzbiecie Lubańskiego Pasma prowadziła najkrótsza trasa festiwalu biegowego zwana „Studzionki Vertical” Jej długość wynosiła zaledwie 1700m, o średnim 20 procentowym nachyleniu. Pomysł organizatorów na krótki bieg w ramach festiwalu bardzo mi się spodobał. W końcu nie wszyscy biegają ultra. Z Lubania schodziliśmy bardziej stromą i kamienistą drogą, dostając się do wioski w innym miejscu. Za nami nadciągała burza, ale ledwo zahaczyła o Ochotnicę, przechodząc bokiem wzdłuż górskich grzbietów.

Ostatnią trasą była wędrówka na Magurki (1108m) Na szczycie której stała kolejna wieża widokowa. Dotarliśmy do niej po godzinnym marszu, by z jej wierzchołka podziwiać okolice. Przez Magurki przechodzić miała tylko trasa maratonu. Na wypłaszczonym grzbiecie góry rozłożona była piękna i rozległa polana jakich wiele pokrywa tutejsze szczyty górskie. Dzięki naszym wędrówkom mogłem poznać część trasy zawodów. Ale obawiałem się o to, jak 6-8 godzinne, wymagające trekkingi wpłyną na moją formę. Na wszelki wypadek skróciłem treningi, robiąc tylko trzy biegi asfaltem  ciągnącym się wzdłuż wioski: 10km i 2X7km Liczyłem na to, że będzie dobrze. Czas najważniejszego wyścigu w sezonie nieuchronnie nadciągał.

Pozwoliłem sobie na ten wpis (wstęp o części dotyczącej wyścigu), ponieważ nie sposób nie wspomnieć o pięknych Gorcach. Więcej informacji znajdziecie tutaj > http://www.gorczanskipark.pl  Niedawno wpadła mi do głowy koncepcja biegowo – turystycznych wyjazdów. Wiem, że wielu biegaczy od dawna tak robi, ale z reguły są to osoby zaliczające górski maraton, czy bieg ultra. I nie ma problemu. Można spokojnie wędrować po górach, a później przeczłapać trasę zawodów. Ale górskie wędrówki i mocny start? O tym czy można połączyć to w praktyce, miałem przekonać się 12-tego sierpnia podczas Gorce Ultra Trail na dystansie 40km. Wiem, że brak stuprocentowej koncentracji na wybranym celu ma wpływ na wyniki, ale czy warto tak na to napierać? Znam kilka osób, które postawiły na bieganie. Zapominając o Bożym Świecie, bo jakiś biegowy amok ich ogarnął. Ja wolę mieć do tego dystans i czerpać z moich biegowych zmagań przyjemność.

Slavo65

Przeczytaj też...