Lipiec i wymęczone 291KM

Gdzieś na trasie Biegu na Jawornik – Złoty Stok.

Pierwszą połowę miesiąca biegałem zgodnie z planem. Sorki! Zrobiłem drobne odstępstwa lecz w granicach rozsądku. Trening progowy i długie wybiegania były w tym miesiącu kluczowym elementem. Długie biegi wykonałem w całości, ale musiałem odpuścić kilka treningów, aby je zrealizować. Zrobiłem tylko dwa z czterech zaplanowanych biegów progowych, bo druga połowa miesiąca zaczęła się walić! Ale dwa szybsze treningi wystarczyły, żeby obnażyć moje braki. Właściwie co tu obnażać, skoro się o własnych słabościach wie?

Nie mam pojęcia dlaczego w drugiej połowie miesiąca dopadł mnie kryzys. Biegałem planowo, żadnego przeziębienia, żadnych cichych dni w chałupie, ani większych nieporozumień, w pracy też spokojnie. A jednak organizm zaczął nawalać. Kto systematycznie nie biega, nie jeździ na rowerze, nie pływa itd. ten nie zrozumie, że zdarza się nagły odpływ formy. Najgorsze, gdy dochodzi do tego podczas zawodów na których nam zależy. Wśród tak zwanych kibiców, większość to ludzie nie uprawiający sportu – taka jest smutna prawda. Ale jeśli chodzi o krytykowanie reprezentantów kraju lub zawodników jakiegoś klubu – za nieudany występ, oni pierwsi są do krytyki. EKSPERCI! Mnie też niektórzy ludzie oceniają, chociaż biegam dla siebie, nie mam sponsora, klubu i nikt nigdy nie zainwestował złamanego grosza w moją amatorską karierę. Pytają się na przykład: „Który byłeś” Gdy odpowiadam, że na przykład 15-ty, 25-ty, czy 40-ty. To dopytują: „A na ilu startujących???” I słyszę: „Łee! Słabo!” Jak powiem, że startowało stu lub dwustu zawodników. Ale jak powiem, że byłem 578, lub 893 – to już nie interesuje ich, ilu ludzi brało udział w wyścigu. Bo z góry zakładają, że było słabo. Życie, po prostu życie!

Fragment trudnego technicznie ok. 2km odcinka Behu na Hvezdu w Bromowskich Ścianach.

W lipcu startowałem dwa razy. Na początku miesiąca w 20km „Biegu na Jawornik” – Złoty Stok. Ten start był dla mnie udany. Nie tylko dlatego, że w kat. M50 stanąłem na trzecim stopniu podium, ale z powodu realizacji moich planów. Tutaj miało być bezlitosne wspinanie się pod górę. Chciałem przełamać psychiczną niemoc jaka często ogarnia mnie podczas takich startów. Bo jak wytłumaczyć to, że na ciężkich treningach daję radę, a na zawodach już nie? Oczywiście podczas większości treningowych biegów pod górę, tempo mam znacznie wolniejsze, ale chodzi mi o takie w których zmierzam w górę bez skrupułów i rozczulania się nad sobą.

Drugim startem był czeski „Beh na Hvezdu” – Police nad Metuji. I jak to u niektórych ludzi bywa – poczułem się mocniejszy niż byłem. Niezły start tydzień wcześniej spowodował to, że w Czechach nastawiłem się na poprawienie wyniku co najmniej o 5 minut. Mój poprzedni rezultat z 2013 roku na 8,9km dystansie wynosił 00:48:56 (5:30min/km) Pięć minut to sporo. Zwłaszcza, że bieg do najłatwiejszych nie należy. Powiedzmy – średnio trudny. Kilka zbiegów i podbiegów oraz trudny technicznie ok. 2km odcinek wśród skał.

Dwa razy tam startowałem, ale kilka lat przerwy spowodowało, że trasa zapamiętana została przeze mnie jako łatwiejsza niż była. A może nie miałem formy? Jak to się ładnie mówi: nie miałem dnia. Na co wynik wskazuje, bo był nieco gorszy od poprzedniego i niesmak po zawodach pozostał.

Można powiedzieć, że drugą część miesiąca człapałem na starych śmieciach. Bo jak śmietnik wygląda Rezerwat Przyrody Przełomy pod Książem.

Ciężkie dni nadeszły dopiero po tym starcie. Prawie dwutygodniowe przemęczenie. Nieustanny ból mięśni nóg i bieganie na siłę. To zazwyczaj droga do kontuzji. Dlatego odpuściłem bieganie progowe i zwolniłem na treningach. Wieloletniej tradycji stało się zadość – człapałem! I wyczłapałem w lipcu 291km Dobre i to. Bardziej napaleni biegacze nie człapią, tylko łykają tabletki, zaciskają zęby i nie odpuszczają. Tylko po co? Pytam się; po co się tak zarzynać? Życie jest wystarczająco ciężkie. Organizmu nie oszukasz. Jak zaczyna nawalać, to trzeba odpuścić. Tylko jest delikatny problem – cienka biegowa linia – biegnąca pomiędzy lenistwem, a prawdziwym przemęczeniem. I należy wiedzieć, po której stronie linii się stoi, bo można się pomylić. Amen!

Slavo65

Przeczytaj też...