Ostatni długi trening przed Transylvanią.

Ja na podbiegu

Ostatni długi trening przed http://www.transylvania100k.com zrobiłem w okolicach Polanicy Zdrój z kolegą Maćkiem (30km). Stąd to zdjęcie, bo zwykle biegam sam. A na selfie jestem za stary i za brzydki. Przygotowania do Transylvanii w zasadzie zakończone, lecz żal mi dwóch miesięcy straconych z powodu dolegliwości zdrowotnych. Ale inni mają gorzej, na przykład jeden z moich kolegów jedzie do Rumunii, lecz z powodu kontuzji nie będzie mógł wystartować. Jedzie, ponieważ chciał poznać teren przed drugim podejściem do ultramaratonu w którym planuje wystartować w następnym roku. Ja zrobiłem co mogłem. Oprócz zwykłych BS-ów z elementami szybkościowymi, nastawiłem się na długie wybiegania. Jeśli nie można podnieść swojego ogólnego poziomu, to trzeba poprawić chociaż kluczowe elementy. W Rumunii będzie walka z wysokimi górami, śniegiem i długą trasą. Za mało czasu było aby poprawić wszystko, dlatego postanowiłem na wytrzymałość. Być może nie wykorzystałem możliwości jakie miałem, ale tego się nie dowiem. Biegam sam, trenuję sam siebie i kombinuję po swojemu. Nie wiem, czy kilkanaście ponad 25km treningów w terenie wystarczy, aby pokonać Góry Bucegi bez problemu. To się wkrótce okaże, lecz jadę w nieznane. Wiem, że będzie ciężko, bo nie mam parcia na szkło, nie jadę tam dla spektakularnego wyniku, albo żeby sobie coś udowodnić, na przykład jaki jestem zajebiście mocny! I może z tych powodów motywacja jest znacznie mniejsza niż u innych biegaczy. Jadę tam z czysto prozaicznych powodów – chciałem zaliczyć bardzo wymagającą trasę w ciekawych górach, na zupełnie nieznanym terenie, wśród grona uczestników z kilkudziesięciu krajów świata mówiących w niezrozumiałych dla mnie językach. Banalne?


Będzie ciężko, ale nikt nie mówił, że będzie łatwo.

Slavo 65

 

Przeczytaj też...