Kilka dni na Maderze.

01. Madera na fp

W tym roku chciałem jechać do Rumunii, lecz z niewiadomych powodów Żonę ciągnęło na niewielką portugalską wysepkę i nie śmiałem się sprzeciwiać. Tym bardziej, że do Rumunii i tak zajrzę. Trzeba było tylko mocniej zaciągnąć pasa i zaoszczędzić więcej pieniędzy na daleki wyjazd. I polecieliśmy na wyspę. Na wszelki wypadek zabrałem ze sobą odzież i buty do biegania. Kilometraż nie powinien leżeć odłogiem i jeśli można biegać, należy to robić. Samo się nie wybiega!

02.Madera na fp

Niestety na miejscu okazało się, że będziemy mieszkać na mocno zurbanizowanym terenie rozciągającym się tuż obok stolicy. Dlatego zmuszony byłem biegać po twardej nawierzchni (beton lub asfalt) Garajau – miejscowości przylegającej do Funchal. Nie byłoby nic w tym niezwykłego. Beton, asfalt – wielu ludzi po tym biega, ja również. Ale! Bardzo strome zbiegi i podbiegi jakie musiałem pokonywać na uliczkach Garajau, dały mi się we znaki. Już po trzech kilkukilometrowych treningach, bardzo mocno bolały mnie stawy skokowe. Co zbytnio mnie nie zaskoczyło, bo w końcu jeśli codziennie zbiega się szybko 1300m odcinek z ponad 200 metrami przewyższenia, a później biegnie się pod górę, nie wspominając o krótszych, równie stromych kawałkach asfaltu – o przesilenie organizmu nie trudno. Odpuściłem, ponieważ nie należę do grona biegaczy wyznających zasadę: „posraj się, a nie daj się” Dlatego wolałem zrezygnować z dodatkowych kilkudziesięciu kilometrów, które zrobię u siebie i nie narażać się na kontuzję. Co zrobić. Myślałem, że pobiegam po fiordach, mało uczęszczanych ścieżkach Madery, tamtejszych lasach i nacieszę się egzotyczną przyrodą w samotności. Korzystając z wolnych chwil jakie zostaną mi po codziennym zwiedzaniu wyspy, lecz nic z tego nie wyszło.

03.Madera na BG

Ostatecznie wybiegałem tylko 30km, ale codzienne wyjazdy w znacznym stopniu pozwoliły zwiedzić bardzo interesującą wyspę. W końcu przyjechałem poznać ten kawałek lądu leżący kilkaset kilometrów od brzegów Europy i Afryki. Po codziennych objazdach na stole pojawiało się niesamowite wino Madera lub poncha – kultowy napój alkoholowy (podobno dobry na wszelkie dolegliwości), Espada – ryba głębinowa będąca tutejszym przysmakiem, owoce, m.in. wspaniałe, miejscowe banany, szwedzki stół i waga w górę! No cóż. Urlopowanie też ma swoje skutki uboczne!

[youtube Q9xHK2ylHSA nolink]

Warto było zajrzeć na Maderę, chociaż pozostał niedosyt. Zabrakło czasu na odwiedzenie najwyższego pasma tamtejszych gór. I jeszcze jedno.!Dopiero kilka dni przed wyjazdem dowiedziałem się, że na wyspie organizowana jest ciekawa impreza > http://www.madeiraultratrail.com, lecz w drugiej połowie kwietnia. Może ten bieg stanie się dla mnie motywacją do ponownego zajrzenia na Maderę?  Nie będę opisywał tego co zobaczyłem, ponieważ byłoby dużo do napisania. Zorganizowane wyjazdy mają swoje plusy i minusy. Plusem jest to, że nie trzeba załatwiać noclegów, posiłków oraz to, że zostaniemy zabrani w wiele ciekawych miejsc, do których sami, w tak krótkim czasie byśmy nie dotarli. Minusem to, że czasami plan wycieczek rozmija się z naszymi oczekiwaniami. Zwiedza się dużo, lecz szybko, a w „biegu” poznajemy wszystko powierzchownie, ale nic nie jest idealne.

Slavo 65

Ps. Kilkadziesiąt zdjęć z naszej wyprawy wrzuciłem na fanpage.

Może Ci się również spodoba