Wrzesień i 205km wybiegane ;)

00-marciszow-2016

Na zdjęciu jestem z Chocholskim Remigiuszem ze Strzegomia, którego miałem przyjemność poznać podczas zawodów: „Rozbiegana Gmina Marciszów…” – 10.09.2016r.

Skromnie, ale zawsze. Wrzesień był drugim miesiącem ze zmniejszonym kilometrażem. To nowe doświadczenie – biegać mniej, jak można więcej. Ale remont, biegowy dołek i urlop, te czynniki nieco pokrzyżowały mi plany. Czas by się znalazł na wybieganie większej ilości kilometrów, ale po prostu mi się nie chciało. Nie ma sponsorów, trenera, nikomu oprócz mnie, na tym jak szybko będę biegał nie zależy. Dlatego nie ma powodu żeby się spinać. LUZIK! Niektórzy koledzy weszli na wyższy stopień biegowego wtajemniczenia i muszą kombinować. Nawet pogoda już im przeszkadza do realizacji ich celów. Tak to już jest. Jeśli dojdziemy do wysokiego poziomu, to szukamy co by tu jeszcze poprawić żeby było jeszcze lepiej. Ja na razie nie muszę o tym myśleć. Robię swoje, po swojemu, a to że nie osiągam spektakularnych wyników już dawno przestało mnie martwić. Kolejny kierat: lepiej, szybciej, dalej! Za wszelką cenę! Nie spinam się – przestałem. Co nie znaczy, że nie cieszą mnie postępy będące efektem dobrych treningów lub nie martwi ich brak.

00-ja-w-beskidach

Zdjęcia zrobione podczas podejścia na Małą Babią. W tle masyw Babiej Góry.

We wrześniu miałem zaplanowane dwa starty. Jeden na początku miesiąca w Marciszowie – terenowa dyszka, a drugi pod koniec w Zbąszyniu – atestowany półmaraton. W Marciszowie załapałem się na trzecie miejsce w kategorii, ale wiem, że pobiegłem poniżej swoich możliwości. I to mnie martwi. Taki ze mnie biegowy Fajdek. Psychika siada, dlatego pewność siebie podczas zawodów gdzieś ucieka.

babia-1

Masyw Babiej Góry.

Po starcie w Marciszowie wyjazd w Beskid Żywiecki na urlop i kilka dni górskich wędrówek z wyjątkowo dopieszczoną Babią Górą, bo zdobywaną trzykrotnie. Raz od Zawoi, drugi raz od Przełęczy Krowiarki, a trzeci podczas 26km treningu. Cały tydzień w Beskidach, codzienne wycieczki z Małżonką i kilka krótkich lecz wymagających treningów. Dłuższe wybiegania odpuściłem. Nie chciałem przedobrzyć. Wielogodzinne wędrówki dały znać o sobie. Odwykłem od chodzenia po górach i bieganie po nich mniej mnie męczy od trekkingu. Organizm przestawiony jest na innego rodzaju wysiłek.

Po powrocie kilka treningów i decyzja o rezygnacji z półmaratonu. Nie było sensu jechać do Zbąszynia, bo jedynym celem zawodów było poprawienie wyniku na tym dystansie. Popełniłem błąd planując tak ważny dla mnie start poprzedzony urlopem na którym nie mogłem trenować pod te zawody. Nie planujcie ważnych startów przypadających nawet kilka tygodni po urlopie jeśli na nim nie będziecie mogli się przygotowywać do nich. Taki urlop kompletnie rozwala przygotowania. Na początku miesiąca biegałem mniej i do wyjazdu w góry wszystko dobrze się układało, ale … Nie ma co się roztkliwiać. Kolejny miesiąc przed nami.

Ps. Nocowaliśmy w Zawoji Czatoża u pani Doroty Miśkowiec. Gorąco polecam. Nie drogo, czyściutko i elegancko. Z pensjonatu na szczyt Babiej tylko 9km Dobra baza wypadowa na najwyższe pasmo Beskidu Żywieckiego. Zerknijcie >>> www.miskowiec.nocowanie.pl

Slavo 65

Może Ci się również spodoba