Tylko 201 kaemów, ale trzeba zwolnić :(

Slavo 65 - małe bardzo

Mała refleksja pod koniec miesiąca. Być może spowodowana lekturą, z którą dzięki uprzejmości Radka > http://biegaczpolski.pl mogłem się zapoznać. Napierać? Czy dać sobie spokój? Oto jest pytanie. Chodzi mi głównie o kilometraż i uparte dążenie do startów ultradystansowych. Na początku „biegowej kariery” spodobało mi się ultra bieganie, ale mojemu organizmowi raczej nie. Najdłuższym dystansem jaki przebiegłem, był Brnensky Masakr wynoszący 63km, co było przedsmakiem ultra biegania. Dłuższych biegów nie zdążyłem nawet liznąć, bo niestety z regeneracją były problemy. Ciągle jakieś dolegliwości i przerwy w treningach. Nie piszę o tym żeby narzekać, ale gdy rozmawiam z innymi mocno zawziętymi biegaczami, pomyślałem sobie, że do mnie w końcu pewne sprawy docierają – do innych nie dotrą nigdy. Kilku znajomych z powodu poważnych kontuzji, spowodowanych bezmyślnością już nie biega. Mój organizm również nie wyrabia, ale ja  niedawno zrezygnowałem – nie będę się zajeżdżał. Inni tego nie robią. Ja bez problemu mogę to zrobić – ponieważ chcę i nastawiłem się na wieloletnie bieganie, a nie na zajeżdżanie organizmu dla lajka na facebooku, czy pochwały i klepania po plecach. Stąd zaledwie 201km w tym miesiącu. Jakbym się uparł, byłoby już 300-ta, ale to bez sensu, skoro noga nawala. Na razie Joe Friel w swojej książce „Szybkość i siła po 50-tce” rozjaśnił mi nieco umysł i pomyślałem o treningu krzyżowym jaki zaleca. Dzięki któremu będzie dużo treningu, ale mniejsze ryzyko na przeciążenia i kontuzje.

Dzisiaj z ciężkim sercem przyznam się, że co najmniej dwa lata temu Iza Zatorska doradzała mi, bym robił maksymalnie 80km tygodniowo i nastawił się na krótkie starty. Ponieważ swoje lata mam, a przygodę z bieganiem rozpocząłem dosyć późno. Ale przecież głupi chłop, doświadczonej Kobiety nie posłucha i swoje musi wycierpieć zanim w końcu to co mówiła do niego dotrze.

Tak naprawdę dzisiejsza refleksja nasunęła mi się po wczorajszej rozmowie z kolegą, który postanowił przez miesiąc biegać  po 30km dziennie. Zupełnie nie wiem po co. Kolega mógłby walczyć w kraju z najlepszymi zawodnikami w biegach górskich. Co robił do tej pory z niezłym skutkiem, często stając na podium i mógłby być w tym jeszcze lepszy! Ale postanowił zajeżdżać swój organizm. Tak jakoś przykro mi się zrobiło, bo widzę w nim ogromny potencjał i szkoda by było żeby się zmarnował. Żebyście widzieli jak szybko potrafi ze stromego zbocza zbiegać!..

Slavo 65

Może Ci się również spodoba