Mała Fatra 80 / 20 ;)

01.Mała Fatra - Krywań

Pierwszego dnia zafundowaliśmy sobie wyprawę na najwyższy szczyt Małej Fatry – Wielki Krywań (1709m) Około 1000m wspinaczki na szczyt oraz kilka podejść i zejść w dalszej części trasy przy mega upale.

Nie będę ukrywał, że w Małą Fatrę na Słowacji udałem się pochodzić, a nie pobiegać. Ze skromnej 3-osobowej ekipy (Żona, Syn i ja) – tylko ja trudnię się bieganiem po górach, dlatego nie targowałem się o pozwolenie na wycieczki biegowe w ciągu dnia, bo wiedziałem że to nie przejdzie. W końcu człowiek ma nogi do biegania i do chodzenia. Niektórzy na nich klęczą w Kościele lub wspinają się po skałach, albo używają do innych dziwnych zachowań, na przykład do tańca. Wszystko zależy od ludzkiej fantazji.

02.Mała Fatra - roślinka

Na zdjęciu jedna z wielu ciekawych roślinek Małej Fatry.

Przed wyjazdem na Słowację spytałem dietetyczkę, czy siedem dni w pensjonacie z pizzerią na parterze to lekkomyślność, czy masochizm? Zapytałem bo wiedziałem, że źle robię, ale nocleg załatwiałem w ostatniej chwili i taka oferta wpadła mi w ręce. M.A.S.O.C.H.I.Z.M. – taka była odpowiedź pani Mai. No cóż, myślałem że to tylko lekkomyślność. Ruszyliśmy w kierunku Małej Fatry z Pizzerią Alżbetka na celowniku. Po kilku godzinach dotarliśmy do Strecna – miejscowości położonej obok Żyliny i wciśniętej między szeroką rzekę, a ruchliwą drogę.

Nocleg przeciętny, ale pizza wspaniała. Pierwszy i ostatni raz jadłem taką w rzymskiej pizzerii znajdującej się niedaleko Watykanu. Były pewne różnice między tą rzymską, a słowacką – rzymska na pewno nie była z grubo pokrojonym szczypiorem i nie nazywała się Janosik, ale ciasto! Ten sam wspaniały smak!

04.Mała Fatra - pizza

Wspaniała pizza Janosik po całodziennej wyprawie, nie gościła zbyt długo na talerzu.

Na drugi dzień po przyjeździe zafundowaliśmy sobie najwyższy szczyt Małej Fatry – Wielki Krywań (1709m) Ambitne podejście, od parkingu we Vratnej, około 1000m przewyższenia. Takich jak my zapaleńców było niewielu. Upał nie zachęcał do mozolnej wędrówki. Vratna, Krywań oraz okoliczne wierzchołki i powrót. Było mocno – ponad 8 godzin wędrówki w niesamowitym skwarze. Tego dnia trening odpuściłem – upał dał się mocno we znaki.

Drugiego dnia luzik – Żylina oraz miejscowy Zamek Budatin, a po południu trening w Strecznie z wizytą na Zamku Strecno. Upał taki jak w Polsce – grubo ponad 30 stopni w cieniu! Dlatego nawet na krótkie, kilkukilometrowe treningi zabierałem butelkę wody, a na górskie wyprawy braliśmy za sobą po 2,5-3,0L wody na osobę.

05.Mała Fatra - trening

Zdjęcie wykonane przed Schroniskiem pod Suchym (1080m). To była połowa wyczerpującego, zaledwie 14km treningu.

Następne dni to kolejne wycieczki w Małą Fatrę z najpiękniejszą wyprawą na Wielki Rozsutiec (1610m) To była kolejna bardzo długa wyprawa. Wspaniały postrzępiony szczyt dominujący nad okolicą i wymagająca wspinaczka na jego wierzchołek, a właściwie grzbiet ciągnący się przez ponad sto metrów.

07.Mała Fatra - Rozsutec

Wielki Rozsutec (1610m) – najwspanialszy szczyt Małej Fatry. Wspinaczka na górę nie jest łatwa, ale warto tam się wdrapać.

Z powodu upału nie zrealizowaliśmy w pełni swoich turystycznych planów. Niektóre trasy musieliśmy skrócić, bo w końcu przyjechaliśmy aktywnie wypoczywać, a nie zawzięcie się męczyć. Treningi robiłem prawie co dziennie i wyszło z tego kilkadziesiąt kilometrów biegu. Najdłuższy trening do Schroniska pod Suchym wynosił zaledwie 14km – do schroniska i powrót. Podbieg zaczynał się po ok. 2km i z każdym metrem robiło się coraz bardziej stromo. Najbardziej wymagający odcinek wynosił ok. 2km z 400 metrowym przewyższeniem. Nie było mowy o wbieganiu. Biegowy apetyt miałem na zdobycie szczytu Suchego (1468m), ale zbyt późno wybrałem się w trasę, a podczas wspinaczki wypiłem prawie wszystką wodę. Żałowałem lecz odpuściłem – nie chciałem zostać bohaterem słowackiej telewizji. Podczas dwóch treningów zaliczyłem Stary Hrad – ciekawe ruiny położone nad rzeką z których roztaczał się widok na jej przełom i drogę ciągnącą się po drugiej stronie. W wolnych chwilach między górskimi wędrówkami, a treningami znalazł się czas na Matta Fitzgeralda i jego książkę „Bieganie 80/20” Niby nic odkrywczego, ale czy na pewno? W każdym razie nie rozczarowałem się. Wcześniej czytałem „Wagę startową” Fitzgeralda i spodziewałem się ciekawych wniosków dotyczących biegania. Krótko mówiąc, autor radzi zwolnić na treningach, by przyspieszyć na zawodach. Niby proste, lecz nie dla wszystkich. Dla mnie również. Ja także na treningach biegam stanowczo za szybko, a później na zawodach brak mocy, bo zamulony organizm nie pozwala na wiele.

08.Mała Fatra 80-20

Obserwuję wielu znajomych biegaczy oraz ich drogę do szybszego i bardziej efektywnego biegania, która podobna jest do mojej, bo zawiera mnóstwo błędów popełnianych podczas dochodzenia do celu. Matt Fotzgerald nie mówi nic odkrywczego, ale pokazuje inne podejście do biegania, które niby jest nam znane, ale chęć poprawienia wyników skłania nas coraz bardziej do zarzynania organizmu. Dlatego warto zajrzeć do książki, aby odświeżyć swoje podejście do biegania.

Po kilkudniowej wyprawie na Słowację czuję mały niedosyt, ponieważ dwie trasy w Wielkiej Fatrze musieliśmy odpuścić. Przynajmniej będzie pretekst do kolejnej wizyty w tym pięknym kraju. A 80/20 – Matta Fitzgeralda to temat do przemyślenia, albo lepiej do wdrożenia w życie i przetrenowania. Pomimo żywieniowej niefrasobliwości oraz piwa i dużych ilości Kofoli nie przytyłem, bo wyczerpujące wędrówki i bieganie pochłonęły więcej energii niż dostarczałem do zasilania mojego wątłego organizmu.

Slavo65

Przeczytaj też...