Mocny GWiNT!!!

01.Gwint 2015

Stary Rynek w Grodzisku Wielkopolskim

Wyjazd na zawody zaplanowany miałem od dawna. Niestety, (a może na szczęście) człowiek nie jest w stanie przewidzieć co zdarzy się za sekundę lub dwie, a co dopiero za kilka miesięcy. Wymóg biegowego rynku zmusza nas do tego, że na zawody cieszące się uznaniem biegaczy, należy zapisywać się, gdy tylko rozpocznie się rejestracja. GWiNT miał dobre recenzje po pierwszej edycji, stąd duże zainteresowanie biegiem i konieczność wczesnego zapisu.

02.Gwint 2015

Brakuje mi biegania. Nigdy bym nie przypuszczał, że tego mi będzie brak.

Niestety z powodu kontuzji kolana jakiej nabawiłem się w lutym, musiałem zaprzestać treningów. Próbowałem co kilka dni zrobić kilka kilometrów, łudząc się, że już przeszło, ale nic z tego. Na rezonans udałem się dzisiaj (po powrocie z zawodów) – wyniki dopiero za dwa tygodnie, ale liczę na to, że będzie wiadomo co mi dolega. Ból jest, lecz tylko podczas wysiłku spowodowanego biegiem i nie od razu, ale po kilku kilometrach. Istnieje nadzieja, że wyjdę z tego za miesiąc lub dwa. Treningi ograniczyłem do ćwiczeń ogólnorozwojowych, jazdy na rowerze i schodów, bo wbiegać schodami do góry mogę bez problemu. Tylko tyłek znacznie urósł i wynik w Sky Tower RUN może nie spełnić moich oczekiwań.

03.Gwint 2015

Odprawa przed dystansem Małego GWiNT-a

Do Grodziska Wielkopolskiego, gdzie mieściła się baza zawodów pojechałem z Radkiem Mękalem > http://biegaczpolski.pl oraz Grześkiem Sulimą ze Strzegomia  http://www.strzegomska12.eu Radek wpadł na pomysł zabrania roweru. Dzięki temu byłbym bardziej mobilny i mógłbym zrobić sporo ciekawych zdjęć. Z Wałbrzycha wyjechaliśmy dzień wcześniej. Dotarliśmy na miejsce. Rejestracja. Zaklepanie miejsc do spania w Grodziskiej Hali Sportowej. Tłoku na szczęście nie było. Później pizza w miejscowej restauracji Pepino. Była niezła, ale trochę się na nią naczekaliśmy. Gdybym miał startować, pewnie wcinałbym tylko banany, popijając herbatą. Na szczęście chłopaki mają lepsze organizmy, dlatego mogliśmy sobie na pizzę pozwolić. Po kolacji krótki spacer po mieście i byłem pod wrażeniem schludności tego niewielkiego, wielkopolskiego miasteczka.

04.Gwint 2015

Krzysztof Tumko dwa kilometry przed metą 161km dystansu (II m-ce / 17:22:43)

Biuro zawodów mieszczące się na hali sportowej było otwarte do późnych godzin wieczornych. Dlatego co jakiś czas meldowali się kolejni uczestnicy biegu. Żałowałem, że nie załapaliśmy się na start najdłuższego dystansu, ale obowiązki rodzinne i służbowe kolegów, nie pozwoliły wyjechać wcześniej. Przed północą dojechali na miejsce Radka znajomi. On poszedł z nimi pogadać, a ja zasnąłem jak nigdy. Może dlatego, że nie byłem spięty oczekiwaniem na start, bo to już miałem z głowy niestety. Nie obudziło mnie nawet krzątanie się zawodników, wstających nad ranem, aby udać się na linię startu – 110km dystansu. O 5:30 byłem już wyspany. Golenie, mycie ząbków i coś tam jeszcze, a później w teren. Chciałem zrobić trochę zdjęć, bo wiedziałem, że po zawodach może nie być takiej możliwości.

05.Gwint 2015

Grodzisk Wielkopolski to ponad 10-cio tysięczne miasteczko. Ale w jego centrum jest kilka zabytkowych kościołów i innych obiektów oraz niewielkie kamieniczki tworzące dwa rynki. Większych, interesujących obiektów, na przykład Sądu i Ratusza nie powstydziło by się nawet duże, zabytkowe miasto. Długa uliczka, przypominająca ul. Piotrkowską w Łodzi, wyglądała bardzo ciekawie. Bowiem wzdłuż szerokiego deptaka ciągnęły się jedno, co najwyżej dwupiętrowe kamieniczki, a nie olbrzymie wielopiętrowe kamienice. To miało swój urok. Poza tym zadbane klomby, mnóstwo zieleni i kilka interesujących pomników. Wszystko zrobiło na mnie pozytywne wrażenie. Grodzisk to wspaniałe miejsce i myślę, że wielu mieszkających tutaj ludzi to docenia. Zrobiłem nieco zdjęć i wróciłem do hali na śniadanie. Nie spieszyliśmy się. Start zawodów był dopiero o 12:00 Pół godziny wcześniej zawodnicy wsiadali do podstawianych autobusów, aby podjechać na linię startu w Nowym Tomyślu, a przed wyjazdem miała być odprawa.

06.Gwint 2015

Grzesiek ze Strzegomia nie pęka!

Uczestnicy wyścigu odjechali do Nowego Tomyśla, a ja nie spiesząc się pojechałem rowerem na metę zawodów i od niej chciałem rozpocząć wędrówkę po trasie zawodów. Przejechałem przez park z licznymi drzewami, w koronach których zagnieździło się wiele ptaków dających znać o sobie nie tylko werbalnie. Był też staw, albo dwa z licznymi ptakami wodnymi, a na końcu łąka i wiatrak. Tam spotkałem pierwszego zawodnika ultra maratonu, ale nie zdążyłem zerknąć z jakiego był dystansu. Przejechałem przez ruchliwą ulicę i ok. 2km przed metą zobaczyłem Krzysztofa Tumko. „Było ciężko” – powiedział. A jeśli tak o trasie biegu mówi człowiek, który w ciągu siedmiu dni przebiegł na bieżni mechanicznej 822km i 320m – to znaczy, że nie przesadza. Końcówka trasy trzech dystansów, które wiele kilometrów wcześniej łączyły się była bardzo nieciekawa, ale nic nie jest doskonałe. Prawie dwa kilometry betonowej kostki – bardzo długa prosta.

07.Gwint 2015

Radek Mękal (Wałbrzych) w natarciu!

To musi być męczące, po przebyciu wielu kilometrów. Dalej jechałem szutrową drogą wśród pól. Kilkaset metrów zaledwie i las. To lubię. Długo nie spotkałem nikogo. Pomimo wolnej jazdy, dwa razy pomyliłem trasę. Jechałem pod prąd, stąd niektórych znaków nie widziałem, ponieważ znajdowały się z przeciwnej strony drzew. Nie spieszyłem się, bo chciałem dojechać do 20-25km trasy wyścigu. Nie dalej, ponieważ powrót, plus to co przebyłem dawało 50km jazdy rowerem. Nie chciałem przesadzać. W tym roku najdłuższy dystans jaki przebyłem wynosił zaledwie 20km Trasa była ciekawa. Od czasu do czasu, na leśnych drogach którymi prowadziła było dużo piachu. Wiedziałem, że to nic dobrego dla ludzi mających w nogach sporo kilometrów! Ale taki jest kros, to trzeba wkalkulować w koszt wyścigu. Mimo wolnej jazdy, przerywanej na prowadzenie roweru, spociłem się nieźle. Nie biegłem, ale przeczuwałem, że pogoda może mieć wpływ na tempo wyścigu. Było duszno, co z pewnością odczują uczestnicy zawodów.

08.Gwint 2015

Co do tego nie miałem wątpliwości. Zaczęły się pagórki. Podobno jedna z trudniejszych części trasy. Dla biegacza górskiego to nic wielkiego, ale tylko pozornie! Większość z nich, to niewielkie wzniesienia lecz bardzo strome, a w wielu miejscach nawierzchnia była piaszczysta, co mocno utrudniało podbieganie pod nie. Ja musiałem rower prowadzić, nie było mowy o podjeżdżaniu. Po około 150, 100, czy chociażby 45km trasy, będzie to bardzo trudny odcinek dla większości GWiNT-owych twardzieli!!! Z fotograficznego punktu widzenia było bardzo atrakcyjne. Jechałem, szedłem, jechałem bez pośpiechu od czasu do czasu mijając kolejnych zawodników. Dotarłem do Lasówki – ostatniego punktu kontrolnego i dożywiania ultra maratonu. Dla poszczególnych dystansów był to 144, 93 i 38km biegu. Zrobiłem kilka zdjęć i postanowiłem pojechać dalej. Chwilę później byłem przy bardzo ruchliwej drodze którą przecinała trasa zawodów.

09.Gwint 2015

Do końca byłem przekonany że Katarzyna May-Adamek (Rakownia) biegnie na dystansie 55km, wyglądała zbyt dobrze jak na zawodniczkę mającą 145km w nogach! (III m-ce kat kobiet)

Organizatorzy starali się zabezpieczyć ten odcinek jak najlepiej. Stale ktoś czuwał nad bezpieczeństwem nadbiegających ludzi. Porozmawiałem z Panami zabezpieczającymi teren. Widziałem pierwszą nadbiegającą kobietę ze 110km dystansu. Później nadciągnął Pan Banan, a ja jechałem dalej do około 23km wyścigu, licząc od końca. Było ciepło i parno, ta z pozoru niezła poranna pogoda w południe i później stawała się uciążliwa. Zanosiło się na burzę. Coś wisiało w powietrzu. Czekałem na kolegów. Wyglądało na to, że będą mieli lekkie opóźnienie. Radek był dobrze przygotowany do wyścigu – tak przynajmniej ja to oceniałem. Grzesiek wspominał, że ostatnio treningi mu się nie układają i nie wiedział jak pójdzie mu ten bieg. Celowali w czas pomiędzy 5, a 6 godzin. Według mnie nie przesadzali ze swoimi planami.

12.Gwint 2015

Na trasie zawodów nie brakowało wymagających odcinków.

W końcu nadciągnęli. Kolejna fota. Tym razem zrobiona kolegom. Towarzyszyłem im przez kilkaset metrów wypytując o trasę oraz formę. Nie wyglądało to ciekawie. Biegli, ale byli bardziej zmęczeni niż się spodziewałem. Ruszyłem do przodu, żeby poczekać na nich i zrobić kolejne ujęcia. I tak było do końca wyścigu. Widziałem jak dają z siebie wszystko. Grzesiek najwyraźniej nie był w formie. Kilka miesięcy wcześniej biegłem z nim o wiele trudniejszego oraz dłuższego Brneńskiego Masakra i wyglądał lepiej niż podczas tego biegu. Chłopaki brnęli w stronę mety tak jak wszyscy! Było ciężko, ale wolałbym biec z nimi niż kibicować!

10.Gwint 2015

Spośród znajomych najwcześniej na mecie 55 kilometrowego dystansu zameldował się Jędrzej Giełda (Głogów) http://daleko-to.blogspot.com zajmując 8 miejsce z czasem 5:11:20 (3 m-ce w kat. M 30, następnie Marcin Kargol (Głogów) http://marcinkargol.pl na 40 pozycji – 5:56:37, Radek Mękal (Wałbrzych), 42 miejsce – 5:58:05 oraz Grzesiek Sulima (Strzegom) miejsce 47 czas 6:01:43, kolega Marcin Borman (Legnica) http://www.borman.pl nie ukończył zawodów. Szkoda, że organizatorzy nie uwzględnili w tabelach wyników ludzi którym się nie powiodło i nie skończyli zawodów, bądź nie zmieścili się w limicie. To mocno zniekształca klasyfikację i statystyki. Ale było nieźle na dobrze przygotowanych zawodach w Grodzisku Wielkopolskim. Koledzy chwalili organizatorów za dobre oznaczenie trasy i dożywianie na punktach. Grzesiek zgubił się pod koniec wyścigu, ale uczciwie przyznał, że to było z jego winy. Na szczęście wrócił na właściwą trasę i dokończył zawody. Od początku było widać, że imprezę przygotowali i prowadzili pasjonaci, bo starali się aby wszystko przebiegało jak należy i niczego nie brakowało. W pakiecie startowym był buff, pamiątkowa koszulka techniczna, zestaw firmy SQUEEZY (8 żeli i 2 batony) Wspominam o tym, ponieważ dla niektórych osób to ważna sprawa. Na mecie czekało na wszystkich zimne piwko z Browaru Fortuna, gorący posiłek i wspaniały medal. Organizacja takich zawodów to prawdziwe wyzwanie. Zabezpieczenie trasy na dystansie ultra, a właściwie trzech, to naprawdę wielka sprawa! Dlatego jeśli są jakieś małe niedociągnięcia, należy przymknąć oko. Cieszę się, że mogłem uczestniczyć w zawodach jako kibic i żałuję, że nie było mi dane startować. Gratulacje dla organizatorów, uczestników i kolegów. To była niezła jazda!

11.Gwint 2015

Marcin Kargol i Jędrzej Giełda ze wspaniałymi medalami na mecie zawodów.

Strona ultra maratonu na której znajdziecie wyniki > http://ultragwint.pl

Ps. Ponad sto zdjęć znajdziecie na fanpage FB

Slavo 65

Może Ci się również spodoba