Moje Ćwierćultra w Bieszczadach

01.Ultra Bieszcz

I bądź tu mądry. Dwa pakiety – tylko gdzie pobiec? (fot. Ladislav Maras)

Z powodu nie wyleczonej kontuzji zamierzałem zrezygnować z Ultramaratonu Bieszczadzkiego. Bieg był opłacony, nocleg zarezerwowany, ale treningi od kilku tygodni mocno ograniczone i czułem, że start na tak długim dystansie bez przygotowania w trudnym bieszczadzkim terenie, może się dla mnie źle skończyć. Koledzy nalegali jednak na mój wyjazd. Krzysiek, kiedy do niego dzwoniłem nie mówił: „szkoda, że nie możesz jechać…” itd. Tylko powiedział, żebym pojechał dla nich. Mówił szczerze. Dla nich – oznaczało kilka dni w towarzystwie kolegów. Dlatego postanowiłem pojechać, bo to oprócz rywalizacji rzadka okazja do spotkania, zwłaszcza jeśli mieszka się daleko od siebie. Zdecydowałem, że wystartuję w Ćwierćultramaratonie Bieszczadzkim. 14-to kilometrowy dystans – na to mogłem sobie pozwolić.

02.Ultra Bieszcz

MARAS Team – wspaniała ekipa ze Słowacji.

W piątek ruszyłem do Wrocławia. Jarek odebrał mnie z dworca PKP i pojechaliśmy do Oławy. Było sporo czasu na rozmowę, posiłek i saunę na którą kolega mnie zaprosił. Kiedy byłem ostatni raz w saunie? Dziesięć lat temu? Może więcej. Trzeba będzie częściej korzystać z dobrodziejstw tego wynalazku. Nigdy wcześniej nie byłem w Oławie i pierwszy raz jadłem soljankę – zupę rosyjskiego pochodzenia, przygotowaną dla nas przez Żonę kolegi. Pychota! Rano przyjechał po nas Krzysiek z koleżanką Justyną, którą miałem przyjemność poznać i ruszyliśmy w drogę. Ponad 500km przez kraj i byliśmy w Bieszczadach. Na miejsce dotarliśmy sprawnie i bezpiecznie dzięki Krzyśkowi oraz nawigacji prowadzonej przez Jarka.

03.Ultra Bieszcz

Biuro zawodów na pełnych obrotach (fot. Ladislav Maras)

Cisna i nasza baza; Pokoje Gościnne „Magellan” – kilometr od biura, miejsca startu i mety zawodów mieszczącej się tuż przy miejscowym „Orliku” W Magellanie załapaliśmy się na apartament. Pokój na poddaszu, aneks kuchenny i łazienka na parterze. Do otwarcia biura zawodów było sporo czasu. Poszliśmy na obiad do słynnej „Siekierezady” > http://www.siekierezada.pl Wystrój lokalu zrobił na mnie wrażenie, bo lubię takie oryginalne miejsca. Wszystko co zrobione jest ludzką ręką, bez użycia maszyn w dzisiejszym zmechanizowanym świecie wygląda naprawdę efektownie. Wielkie menu na łańcuchu w księdze z okładką z grubych desek. Zamiast tradycyjnych numerków, czy banalnych kwitków z kasy – siekierka z numerem zamówienia. Liczne rękodzieła, płaskorzeźby diabłów, a tych było co nie miara, zdjęcia i inne ciekawe dekoracje. Oraz pani krzycząca ile sił: „Zamówienie numer 44!!!” Zafundowałem sobie kwaśnicę oraz pierogi z kaszą gryczaną i serem. Przed ultra maratonem pewnie nic bym tutaj nie zjadł, ale przed czternastką mogłem sobie pozwolić. Tylko raz jadłem takie pierogi w Pasterce u Piotrka Hercoga – były pyszne, ale nie wiem, czy jeszcze tam je robią. Te w Siekierezadzie zrobione były inaczej, więc nie będę ich porównywał – smakowały.

04.Ultra Bieszcz

O dzieciach nie zapomniano. One również mogły powalczyć o wspaniałe medale. (fot. Ladislav Maras)

W biurze zawodów spotkałem Ladislava Marasa – sympatycznego zawodnika ze Słowacji. Oczywiście nie był sam, ale ze swoją drużyną – MARAS team. Za dwa tygodnie ponownie się zobaczymy – tym razem w Katowicach. Odebrałem dwa pakiety startowe i do następnego dnia mogłem zastanawiać się w którym biegu uczestniczyć. Zdrowy rozsądek podpowiadał, żeby ultramaraton odpuścić! Mam jeszcze jeden ważny start w tym sezonie, a biegiem na dystansie ponad 50km mógłbym załatwić się co najmniej na dwa, trzy tygodnie. Rozcięgno podeszwowe – z tym da się biegać, ale trzeba wyleczyć. Innej rady nie ma. Znam ludzi którzy nie odpuszczają, a później mają kilkumiesięczne przerwy. Tylko tyle, o ile szczęście im dopisze. Radek i ja uważamy, że nasze bieganie musi być na trzecim miejscu, po rodzinie i pracy. Nie odwrotnie, bo z tego nie żyjemy. Ale powinno być ważnym uzupełnieniem życia. Dla nas bardzo ważnym. Takie podejście skutkuje tym, że czasem trzeba odpuścić, aby nie komplikować sobie życia. Liczyłem na to, że 14km nie będzie dla mnie problemem i mimo dolegliwości postanowiłem wystartować. To było silniejsze ode mnie.

 05.Ultra Bieszcz - asfalt

16km asfaltu na trasie biegu ultra, na których szybsi biegacze mogli podkręcić tempo (fot. Ladislav Maras)

Formalności w biurze zawodów załatwiliśmy tuż po jego otwarciu. Pakiet startowy na bogato: koszulka techniczna Newline z logo imprezy. Sól do kąpieli dla sportowców, dwie karty rabatowe sklepu > www.zabiegani.com.pl i kupon na 30 procent rabatu w sklepie www.alenergy.eu oraz próbki maści rozgrzewającej i chłodzącej firmy HiGeen > http://www.higeen.pl A na dokładkę płyta CD – „Cała Naprzód” z nagraniami kapeli Wiewiórka na Drzewie > http://www.wiewiorkanadrzewie.art.pl i innymi zespołami.

 06.Ultra Bieszcz

Na trasie (fot. Ladislav Maras)

Popołudniowa drzemka ekipy odbyła się beze mnie, bo nie mógłbym spać w nocy. Wolałem poczytać książkę – „Prawo Koloseum” Daniela Levina. To debiut literacki tego pisarza – thriller historyczny. Wystarczyło kilka stron, aby przekonać się, że będzie to niezła lektura. Po dwóch godzinach wypoczynku Jarek zaproponował wspólny trening. Nigdy nie biegam dzień przed zawodami, ale po tak długiej podróży lekki truchcik lepszy jest niż leżenie na łóżku. Krzysiek został, a my z Justyną pobiegliśmy zobaczyć jak wyglądają ostatnie kilometry trasy ultra maratonu. Pamiętam, że trasą naszego treningu wspinałem się kiedyś do góry, ale kiedy to było? Dwadzieścia, dwadzieścia pięć lat temu? Wówczas pierwszy raz byłem w Bieszczadach. Niewielkie, ale malownicze góry z tym „czymś” co trudno określić, ale czuje się wokoło. Wdrapując się do góry spotkaliśmy osoby znaczące trasę zawodów. Trening nie był zbyt długi, ponieważ musieliśmy wracać. Zmierzchało. Zbiegaliśmy, gdy prawie nic nie było widać. Około sześć kilometrów spokojnego biegu – trzy do góry, trzy w dół. A później mecz naszych Orłów w TV, którego wynik był dla wszystkich zaskoczeniem. Nasi wygrali z Niemcami! I oczywiście komentarz na FB: „Po 604 latach znowu pokonaliśmy Niemców!” Ale warto było trochę poczekać na to zwycięstwo.

 07.Ultra Bieszcz - GOPR

GOPR na posterunku. Lepiej żeby byli, ale nie mieli co robić! (fot. Ladislav Maras)

O biegu w którym miałem startować następnego dnia prawie nie myślałem. Byłem wyluzowany jak nigdy. Bo przeważnie spinam się, nawet przed biegami, które są dla mnie mniejszego znaczenia. 14km – w przybliżeniu: siedem km do góry i siedem w dół, a później kąpiel i marsz na trasę ultramaratonu dopingować oraz zrobić trochę zdjęć uczestnikom zawodów. Taki miałem plan na niedzielę.

 08.Ultra Bieszcz

Na trasie Ultramaratonu Bieszczadzkiego (fot. Ladislav Maras)

Od samego rana zanosiło się na wspaniały, słoneczny dzień. Bieszczady jesienią są przepiękne. Lasy przystrojone kolorowymi liśćmi. Pożółkła trawa. Ostatnie kwiaty. Grzyby, resztki jagód i kiście jarzębiny na drzewach. Turystów było sporo. Najwyraźniej tutaj jest jeszcze sezon, albo pogoda zachęciła ich do przyjazdu w te strony. Magia tych gór przyciąga jak magnes, jakąś nieziemską pozytywną energią. Pomyślałem, że dla ultrasów będzie z pewnością trochę za ciepło. Co nie znaczy, że niektórzy zawodnicy nie ubrali się, jakby miało być bardzo chłodno. Tak robią niedoświadczeni biegacze, a później przegrzewają się na trasie. I często mają problemy – nie z powodu słabego przygotowania, ale przegrzania organizmu i związanego z tym odwodnienia. Na starcie zawodów stawiło się około 500 miłośników długich dystansów. Ruszyli! Kilkaset metrów asfaltem, później przez remontowany most, aby zniknąć w lesie. Kilkanaście minut za nimi pobiegliśmy my – uczestnicy „bieszczadzkiej ćwiartki” w której brałem udział. Pierwsze trzy kilometry podążaliśmy tą samą trasą – asfaltem i do lasu pod górę, wygodnym, szerokim traktem. Tuż przed startem, stałem prawie na końcu stuosobowej grupy, gotowej do wyścigu. Od samego początku musiałem wyprzedzać, bo tempo nie było zbyt mocne. Zauważyłem, że jedynie kilkunastu zawodników będzie zawzięcie walczyć o zwycięstwo.

 09.Ultra Bieszcz - najszybsza dziew

Agnieszka Łęcka – najszybsza kobieta na mecie.

Wśród nich byli tacy jak ja, którzy przygotowywali się do biegu ultra, ale z różnych powodów biegli krótszy dystans. Po trzech kilometrach, tylko czterech zawodników znajdowało się przede mną. Cały czas biegliśmy wygodną szutrowo – gruntową drogą wspinającą się do góry. Na około czwartym kilometrze drogę zagradzały podwójne taśmy. Dlatego prowadzący zawodnicy skręcili w prawo i mało używaną drogą zaczęli wspinać się do góry. Pobiegłem za nimi. Pierwszych dwóch zawodników miało ok. 100m przewagi, ale drugą dwójkę doganiałem. Pięliśmy się pod górę. Droga stawała się coraz bardziej stroma i uciążliwa. Wyglądało na to, że od dawna nikt z niej nie korzystał. Coraz więcej paproci, krzaków i różnego bieszczadzkiego zielska. To stawało się coraz bardziej podejrzanie. Czułem, że miejsce na podium, które tego dnia miałem w zasięgu ręki, już przepadło. Ponieważ będzie dyskwalifikacja za skrócenie trasy, albo zrobione dodatkowe kilometry i odległa pozycja w wyścigu. Nie wiem, dlaczego nie kląłem, nie byłem zły. Nawet rozżalony zbytnio nie byłem. Magia tego lasu? A może świadomość, że mój czas jeszcze nie nadszedł? Za mało pracy, potu, bólu oraz łez i pragnienie sięgnięcia po to, co mi się jeszcze nie należy? A może zbyt mało było we mnie pokory, za co przez los miałem być ukarany?

09.Ultra Bieszcz - zaw

Ostatnie kilometry ultramaratonu to błotnista przeprawa.

Prowadząca dwójka co jakiś czas pojawiała się między drzewami, brnąc przez bezdroża, bardzo stromym zboczem kilkadziesiąt metrów nad nami. Po krótkiej rozmowie, kiedy dotarło do nas dwóch kolejnych zawodników, doszliśmy do wniosku, że to nie jest trasa wyścigu. Postanowiliśmy wspinać się dalej, bo jeden z nich znał nieco teren i stwierdził, że wspinamy się w kierunku trasy zawodów, która według niego powinna przecinać drogę naszej wędrówki. Klucząc między drzewami rosnącymi na bardzo stromym zboczu dotarliśmy na grzbiet góry i rzeczywiście znaleźliśmy się na trasie ultramaratonu. Prowadzącej dwójki już dawno nie widzieliśmy. Ja razem z Krzysztofem Horodeckim i Michałem Ciesielskim postanowiliśmy wrócić trasą „ćwiartki” do punktu kontrolnego, bo zależało nam na zaliczeniu zawodów. Pozostali pobiegli z nami na Jasło, ale rozmyślili się i zawracając pognali w stronę mety. We trójką zbiegaliśmy w dół, cały czas mijając zdziwionych uczestników zawodów. Okazało się że punktu kontrolnego nie było, tylko punkt z wodą. Zrobiliśmy dodatkowe dwa kilometry gratis. Jeden stromo w dół, drugi tą samą drogą do góry. Z pierwszej dziesiątki spadliśmy na sam koniec wyścigu. Za nami już nikogo nie było! Ponownie wspinaliśmy się do góry, po raz drugi wyprzedzając innych uczestników zawodów.

 10.Ultra Bieszcz - Jaro

Jarek Łuczkiewicz – Oława (TS Regle Szklarska Poręba)

Dystans był zbyt krótki, żeby pokonać wszystkich. Na ostatnim kilkukilometrowym zbiegu ryzykowałem biegnąc coraz szybciej, po stromym zboczu ścieżką wyłożoną liśćmi pod którymi w wielu miejscach kryło się błoto. Byłem zawiedziony, bo kilkadziesiąt minut wcześniej walczyłem o miejsce w pierwszej trójce, a teraz? Po prostu biegłem przed siebie! Do mety dotarłem na 62 pozycji, pokonując 16km Koledzy z którymi błąkałem się po zboczu, poszli do organizatora po wyjaśnienia zaistniałej sytuacji. Okazało się, że robotnicy leśni zagrodzili drogę. Dlatego my, to znaczy pierwszych ośmiu zawodników – skręciliśmy w prawo. Myśląc, że tak przebiega trasa wyścigu. Któż by pomyślał, że trzeba przebiec pod taśmami? Pozostali tego nie zrobili, ponieważ jeden z uczestników zawodów znał trasę biegu i wiedział, że tych taśm nie powinno być w tym miejscu. Dlatego inni podążyli za nim. Gdyby nie on wyścig mógłby skończyć się katastrofą. Szkoda, że organizatorzy zawodów nie wyjaśnili zaistniałej sytuacji umieszczając o tym komunikat na stronie. Wiem, że to nie ich wina, ale takich spraw nie powinno się przemilczać i udawać że wszystko jest w porządku.

14.Ultra Bieszcz - zaw i wod

Strumień na ostatnim kilometrze zawodów.

Dobrze, że zawody miały hojnego sponsora – browar URSA. Dzięki temu mogliśmy ochłodzić emocje znakomitym piwem, bo nic innego nam nie zostało. Ten incydent nie podłamał we mnie chęci do rywalizacji. Takie po prostu jest parszywe życie. Byłem 60-ty na mecie, ale po wyścigu spadłem jeszcze o dwie pozycje niżej, na 62 pozycję. Może dlatego że Ziemia nieustannie się kręci? A my przesuwamy się nawet wówczas, gdy wydaje nam się, że stoimy w miejscu. Pięknie tego dnia było w Bieszczadach!

 16.Ultra Bieszcz - Justyna

Justyna Stafaniak – Lupus Oleśnica.

Wspaniała pogoda przez cały dzień towarzyszyła zmaganiom na trasie. Ultrasi nadal w biegu. Moja stopa (rozcięgno podeszwowe – dokładniej) bolała mocniej. Tak jak przewidziałem, co nie było zresztą trudne, bo kontuzja nie zaleczona, a ja jednak pobiegłem. Udałem się do Magellana wykąpać, przebrać i wróciłem na trasę zawodów. Wiedząc ile błota jest na ostatnich kilometrach zawodów, założyłem na nogi ubłocone buty w których pokonałem trasę krótszego biegu. Wkrótce zaczęli pojawiać się pierwsi zawodnicy. Po jednych było widać ile wysiłku włożyli w ten wyścig, po innych nie. Kolega Jarek Łuczkiewicz Z Oławy wbiegł na metę na 29 pozycji (5:48:32), w kat. M40 był szósty! Chłopak robi ogromne postępy. Zawsze podziwiałem jego profesjonalne podejście do treningów. Efekty są już widoczne. Startowaliśmy z tego samego poziomu, ale jego profesjonalizm z moimi chałupniczymi metodami… Za rok z pewnością będzie jeszcze lepszy. Ja również, ale będzie dzielić nas przepaść. Co nie znaczy, że przestanę go lubić. Ha! Ha! „To tylko interesy” – tak mawiali mafiosi na wspaniałym filmie „Ojciec Chrzestny” po zastrzeleniu kogoś – „to nie były sprawy osobiste” Dlatego myślę, że nadal będziemy się kumplować. Nadbiegali kolejni zawodnicy.

17.Ultra Bieszcz - Garmin

Garmin również do bieszczadzkiej imprezy się dołożył.

Pierwsza wśród kobiet Agnieszka Łęcka (5:30:17) w klasyfikacji generalnej była 15-ta, a za nią wspaniała Ewa Majer (5:34:06) na 18-tej pozycji. To Ewy najbardziej obawiał się jeden z faworytów pewnego ultra maratonu, wielokrotny zwycięzca tego biegu. A to świadczy, że jest niezwykle mocną dziewczyną! Krzysiek Wajerowski (Lupus Oleśnica) dotarł do Cisnej na 79 miejscu (6:16:18) Kilka dni przed zawodami dopadło go przeziębienie i na zawody jechał jeszcze nie w pełni wyleczony. Na pewno byłby wyżej w klasyfikacji. On również bardzo profesjonalnie podchodzi do swoich treningów. Zazdroszczę tego moim kolegom, bo według mnie profesjonalizm trzeba mieć we krwi. Tego nie da się nauczyć, a może jednak można? 83-cia była Justyna Stafaniak – Lupus Oleśnica (6:19:25) Po 50 kilometrach ciężkiej, górskiej trasy, uśmiechnięta zbiegała z góry, a wyglądała jakby zrobiła pięciokilometrowy truchcik. Bez bidonów, plecaka ze zbiornikiem na wodę, czy biodrówki załadowanej żelami. Ona po prostu biegła!!! Krzysiek stwierdził, że tkwi w niej ogromny potencjał, tylko czy będzie chciała z niego skorzystać? Dziewiąta wśród kobiet, III – miejsce w kat. K30 Nie biegła na maksa, bo kilka dni wcześniej mocno potłukła się, upadając na kamiennym zbiegu podczas „Górskiego Półmaratonu Ślężańskiego” i nadal odczuwała skutki tego zdarzenia.

 16.Ultra Bieszcz - medal

Wspaniały medal, na który tego dnia ciężko harowałem.

W ośmiogodzinnym limicie zmieściło się 385 zawodniczek i zawodników biorących udział w II Ultramaratonie Bieszczadzkim. Organizator zakwalifikował niemal wszystkich, co bardzo nas ucieszyło, bo była to znacznie trudniejsza trasa niż wyglądało z opisu na stronie zawodów. Sprzęt Jarka namierzył 2038 przewyższenia pozytywnego i 2016 negatywnego, co znacznie przekraczało cyfry podane w opisie trasy. W sumie zakwalifikowanych zostało 464 zawodników. 12 osób nie ukończyło zawodów, a 4 osoby nie zmieściły się w limicie na 40-tym kilometrze zawodów. „Ultramaratony mają swoją historię” – tak mówi Jarek, co jest prawdą. O czym niezbicie świadczy nawet taki przypadek, jak nie ukończenie bieszczadzkich zawodów przez znakomitego Mariusza Dettlaffa, który niedawno dotarł do mety UTMB CCC na 64 pozycji (15:38:03) Niezłe miejsce, bo 1423 osób z całego świata biegło w tym około 100km wyścigu!

18.Ultra Bieszcz - finiszer

Finisher II Ultramaratonu Bieszczadzkiego 2014!!! (fot. Ladislav Maras)

Ćwierćultramaraton Bieszczadzki ukończyło 95 osób spośród 97 startujących. Ja ostatecznie zostałem sklasyfikowany na 62 miejscu. Czasu nie podaję, bo zrobiłem 16km w tym jeden, pokonując go w 17 minut, kiedy błądziłem z kolegami po zarośniętym górskim stoku. Zawody były nieźle przygotowane. Według opinii znajomych, Bieg Rzeźnika prowadzony przez tą samą ekipę, był znacznie lepiej przygotowany, ale warto było tutaj ponownie przyjechać.

 19.Ultra Bieszcz - Krzysiek

Krzysztof Wajerowski – Lupus Oleśnica. Dzięki niemu przyjechałem w Bieszczady!

Ja cenię sponsorów dzięki którym takie imprezy mogą być kontynuowane. Sponsorami biegów organizowanych w Bieszczadach są m.in. takie firmy jak Marma – Polskie Folie > http://www.marma.com.pl Millenium Hall > http://www.milleniumhall.pl Tiger > http://www.tigerbudzik.pl Spółdzielnia Mleczarska Ryki > http://www.smryki.com.pl serwująca wspaniałe sery podczas zawodów oraz Browar URSA ze swoim niepowtarzalnym piwem, czekającym na nas na mecie > http://ursamaior.pl W większości to niewielkie firmy, ale bez ich wsparcia wiele imprez w naszym kraju mogłoby nie istnieć. Dlatego warto o nich pamiętać.

20.Ultra Bieszcz _ URSA

Browar URSA i jedno ze znakomitych piw jakie warzy.

Wyniki zawodów znajdziecie na stronie: http://maratonbieszczadzki.pl

Slavo 65

Ps. Dziękuję Justynie, Jarkowi oraz Krzyśkowi za to, że mogłem wspólnie z nimi przeżyć kilka wspaniałych chwil w Bieszczadach.

Może Ci się również spodoba