Konkurencja nie śpi!!!

01.Sowa

Nieoczekiwane spotkanie kolegów. Od lewej Darek Kalisz i Józek Brandenburg

W domu swoje obowiązki wykonałem. Tym razem przed treningiem, na który pojechaliśmy dopiero, gdy kolega zakończył swoją pracę. Nasza biegowa uczta trwała około trzech godzin plus transport. Razem cztery godziny biegania oraz rozmów na ten temat. Z Darkiem widziałem się po raz pierwszy, chociaż od kilku miesięcy byliśmy kumplami na FB. Nie pamiętam, kto kogo zaprosił do grona znajomych, ale to mało istotne.

02.SowaDarek na końcu pierwszego podbiegu

Dojechaliśmy do Przełęczy Sokolej z której nastąpi start Półmaratonu Sowiogórskiego. Planowaliśmy przebiec trasę zawodów i jeszcze coś dokręcić. Obydwaj z ciekawości. Ja dla uzupełnienia mojej wiedzy na temat trasy, o brakujące jej fragmenty których nie znałem. Darek chciał zobaczyć okolice, bo biega już od wielu lat, ale z biegami terenowymi dopiero się zapoznaje.

03.Sowa

Droga prowadząca w kierunku Koziego Siodła

Na przełęczy spotkaliśmy Józka Brandenburga, z którym Darek zna się od dawna, ale nie widują się od kiedy kolega wyprowadził się w głąb kraju. Dlatego ucieszył się, bo takiego spotkania się nie spodziewał. Konkurencja nie śpi – pomyślałem, kiedy Józek wspomniał, że przyjechał tutaj zapoznać się z trasą zawodów. Józek jest biegowym wymiataczem. W kat. M55 był piąty na tegorocznych Mistrzostwach Europy Weteranów w Biegach Górskich rozgrywających się w Ludwikowicach Kłodzkich. Na tych samych zawodach został Mistrzem Polski w swojej kategorii. Jest o osiem lat ode mnie starszy, ale na Wielką Sowę wdrapał się w czasie o siedem minut lepszym. Co na dystansie niespełna 10km daje ponad kilometr przewagi. Chłopak ma moc! I będzie to kolejny twardy zawodnik w kat. M50 w której od przyszłego roku będę rywalizował. A miało być tak pięknie!

04.Sowa

Najtrudniejszy fragment podbiegu na Wielką Sowę

Porozmawialiśmy chwilę. Zrobiłem pamiątkowe zdjęcia i rozstaliśmy się z kolegą, bo on był już po treningu, a my ruszaliśmy na trasę. Na przełęczy zawodników przywita bardzo stromy, kilkusetmetrowy, szutrowy podbieg w kierunku Schroniska „Orzeł” >>>> http://www.orzel.info.pl – przy którym będzie meta zawodów. Mocnym akcentem zaczyna się półmaraton! Słabsi biegacze już na początku zawodów zostaną zmuszeni do marszu. Średniacy – tacy jak ja, będą starali się pokonywać ten odcinek marszobiegiem. Tylko nieliczni, ci najlepsi pokonają go truchtem w całości. Najważniejsze żeby wdrapać się do góry i biec dalej. Nie ma się co zniechęcać, to tylko kilkaset metrów. Za schroniskiem jest jeszcze nieco pod górę, ale łatwiej. Oczywiście, żeby nie było za łatwo, droga z szutrowej przechodzi w kamienną niewygodną ścieżkę. Później krótki odcinek w dół do Schroniska „Sowa” i w prawo na wygodny leśny trakt w kierunku Koziego Siodła. Wcześniej należy pokonać niewielką pętlę. Początkowo w dół, gdzie na ok. 5km będzie pierwszy punkt z wodą, a następnie w górę do Koziego Siodła i dalej na szczyt Wielkiej Sowy. To będzie mozolna, pięciokilometrowa wspinaczka na Sowę.

05.Sowa

Wieża na Wielkiej Sowie (1015m)

Pętli, którą będą przebiegały zawody nie udało nam się zrobić, bo ten odcinek trasy przebiega częściowo drogą, którą nie prowadzi żaden szlak turystyczny, ani rowerowy. Dlatego nie wiedzieliśmy, czy biegniemy dobrze. Po kilometrażu wyszło nam, że zrobiliśmy kilometr mniej. O ile trasa półmaratonu ma równe 21km. Podobna pętla jednak została zrobiona i od Koziego Siodła zaczął się najtrudniejszy fragment biegu na szczyt. W większości kamienna droga, z nieco trudniejszymi fragmentami, ale nie było tak stromo jak przypuszczałem. Można podbiegać. Ostatnie kilkaset metrów jest niemal płaskim odcinkiem prowadzącym gruntową drogą. Kamieni prawie nie było, ale za to musieliśmy omijać olbrzymie kałuże, od czasu do czasu klucząc między drzewami.

06.Sowa

Widok na okolice z trawersu prowadzącego do Przełęczy Sokolej

Dotarliśmy na szczyt. Pogoda była piękna. Temperatura ok. 10 stopni, bezwietrznie, ale duża wilgotność powietrza. Dla mnie za duża. Ciężko biega mi się w takich warunkach. Pokonaliśmy zaledwie 10km trasy, a ja czułem się jakbym przebiegł trzydzieści! Pamiątkowa fotka. Kilka łyków glukozowej mikstury (mój patent), woda i na dół w kierunku Przełęczy Walimskiej. Około 3 km zbiegu. Nie za stromo, ale będzie kilka kamiennych, trudnych technicznie odcinków do pokonania oraz miejsca z których ujrzycie wspaniałą panoramę okolic. Taki widok na pewno da Wam nieco dodatkowej mocy do pokonywania dalszej trasy. Na Przełęczy Walimskiej skręcamy w lewo i mozolnym gruntowo – szutrowym trawersem zaczynamy pięciokilometrowy docinek. Według wykresu – niecałe 200m przewyższenia. Po około 3km podbiegu mijając wiatę, skręcamy ostro w lewo i mocno do góry, ale tylko około 100m Dalej ponownie łagodnie, ale ciągle pod górę.

07.Sowa

Kania – Sową również zwana. Piękny okaz rosnący tuż przy „Ścianie Płaczu”

Darek biegł nadal jak górska kozica, a ja poruszałem się za nim ociężale jak wóz z węglem. Najwyraźniej to nie był mój dzień, ale cieszyłem się ze wspólnego treningu. Końcówka trawersu (ok. 2km) zaczyna coraz mocniej opadać w kierunku Przełęczy Sokolej. Tuż przed nią kończy się las, po kilkuset metrach mocno skręcamy w lewo. Wbiegamy na ten sam podbieg, którym zaczynaliśmy trasę półmaratonu. „Ściana Płaczu” – tak słusznie organizator nazwał ten odcinek! Po ponad 20km mocnego biegu ciężka wspinaczka. Do mety jest jednak zbyt blisko żeby się poddawać!

Półmaraton Sowiogórski - profil

Profil Półmaratonu Sowiogórskiego

Strona zawodów: http://superbieg.pl/index.php?page=strona-glowna-2

Dokręciliśmy jeszcze kilka kilometrów. Darek wyglądał jakby dopiero zaczął trening, a ja niestety nie najlepiej. Od 15km stopa ponownie zaczęła boleć, a skromne treningi z powodu tego nawracającego przy większym kilometrażu bólu, też mają wpływ na spadek formy. Martwi mnie to bardzo, bo za kilka dni, ultra maraton w Czechach – Brnensky Masakr (63km) > http://www.brnenskymasakr.cz I wiem, że będzie ciężko, bo nigdy na tak długim dystansie nie biegłem, a przygotowany jestem słabo. To będzie mój pierwszy start którego celem jest jedynie zaliczenie trasy. Kilka miesięcy wcześniej miałem nieco ambitniejsze plany, ale nie ma co rozpaczać – nie wszystko układa się tak jak chcemy.

08.Sowa

Kilkadziesiąt ostatnich metrów półmaratonu. Pięknie!

Wspólny trening z Darkiem w samym środku tygodnia, to była prawdziwa biegowa uczta. Mimo dolegliwości, nie mogłem nacieszyć się piękną pogodą, ciekawą trasą, wspaniałymi górami i towarzystwem kolegi. Wy to przyjemne uczucie znacie, lecz ludzie zamknięci w Trójkącie Bermudzkim nie wiedzą co tracą. Bo ich świat toczy się między lodówką, kanapą i kiblem. Ja wolę to moje bieganie, nawet z bolącą stopą.

Slavo 65

Może Ci się również spodoba