Bieg zamiast pomnika ze spiżu!

01.Bieg Niezłomnych

Nasza ekipa – od prawej: Radek, Ewelina, Małgorzata i ja

Na „BIEG NIEZŁOMNYCH – PAMIĘCI ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH” do Sobótki pojechałem z Małgorzatą, Eweliną i Radem. Oprócz mnie – wszyscy dzień później startowali w Wałbrzychu > http://polmaraton.walbrzych.pl Dziewczyny w biegu na dystansie 7 km, a Radek w półmaratonie, ale postanowili zajrzeć ze mną do Sobótki. Szczególnie Radkowi spodobał się bieg zorganizowany dla uczczenia pamięci Żołnierzy Wyklętych. Od kilku lat bierze udział w „Biegu Powstania Warszawskiego” i uważa, że w dzisiejszych czasach, sportowe podkreślenie narodowej tożsamości jest lepsze od różnego rodzaju wieców i manifestacji. A taki bieg bardziej przemawia do ludzi niż pomnik z granitu, czy spiżu obok którego ludzie z czasem przechodzą obojętnie. Ja też tak myślę. Pamięć, tradycja i sport są bardziej wartościowe od pustego gadania i kamiennych obelisków.

Stąd nasza obecność na biegu. Dodatkowo impreza była za darmo, a z tym pierwszy raz się spotkałem. W pakiecie startowym koszulka techniczna, pamiątkowy medal po zawodach oraz napoje i przekąska na mecie. To z pewnością przyciągnęło wielu ludzi, lecz myślę, że intencja biegu też była dla wielu z nich ważna. Poza tym, w Sobótce jest klimat do biegania. Startowałem tam kilka razy w półmaratonie oraz w Biegu na Ślężę i widziałem zaangażowanie organizatorów – to każdy docenia. Około 1500 osób widniało na liście startowej. Kalkulowałem, że na pewno przyjedzie ponad tysiąc, bo nigdy nie ma tylu uczestników ilu się zgłosi. Przeważnie jest mniej, ale zdarza się również więcej. Trudno mieć o to pretensje. Zawody, zawodami, a życie życiem – zawsze coś może „wyskoczyć.” Ja na przykład przeziębiłem się porządnie i jeszcze mi nie przeszło, ale nie chciałem odpuścić imprezy. Pewnie to był błąd, bo teraz, kiedy to piszę, nadal nie jest w porządku i musiałem zrezygnować z planowanego długiego wybiegania. Jutro być może też trening odpuszczę. Zupełnie nic w tym miesiącu mi się nie układa, a w planach za miesiąc – 63 kilometrowy ultramaraton w Czechach. Nigdy tak długiego dystansu nie biegłem. Będzie ciężko! Wiem, wiem. Narzekam, bo naprawdę ciężko jest dopiero wtedy, gdy chce się napisać smsa w zimowych rękawicach. Ha! Ha! Takie coś słyszałem (od debeściaków z Neonówki), ale bieg ultra bez porządnego przygotowania z pewnością też do łatwych przeżyć nie można zaliczyć. Najwyżej zrobię go marszobiegiem. Może osiem godzin wystarczy.

02.Bieg Niezłomnych - Radek z Koszulką

Radek z pamiątkową koszulką „Biegu Niezłomnych”

W Sobótce była piękna pogoda. Sierpień, niby jeszcze lato, a ranki już chłodne. Dlatego wielu mniej doświadczonych biegaczy zbyt grubo ubrało się na zawody. Rejestracja w biurze zawodów przebiegła błyskawicznie. Jak zwykle organizatorzy mieli tyle stanowisk, że nie trzeba było czekać w długich kolejkach. Nie rozgrzewałem się, bo czułem się nie najlepiej. Nie wiedziałem, czy z powodu braku snu po nocnej zmianie, czy z przeziębienia. Im bliżej biegu, tym gorzej. W głowie huczało jak w ulu, ślinę przełykałem z trudem, a mięśnie po ostatnim treningu bolały jakbym przebiegł maraton. Kilkanaście minut przed startem zrobiłem z Radkiem lekki truchcik, a lało się ze mnie jakbym przebiegł kilkukilometrową tempówkę. Wyglądało to fatalnie, ale nie skarżyłem się, tylko martwiłem żeby nie było katastrofy, bo nie ukończenie tak krótkiego biegu, można by było śmiało katastrofą nazwać. Radka zgubiłem w tłumie biegaczy kilka minut przed startem. Koleżanki też się gdzieś zapodziały. Chwilę porozmawiałem z Bartkiem Durmajem z Wrocławia. Od czasu do czasu widujemy się na zawodach i oczywiście rozmawiamy o bieganiu i naszych planach. Kolega za tydzień startuje w półmaratonie, na który jedzie do Piły. Później w planie ma ultramaraton w Beskidach > http://www.ultralemkowyna.pl na dystansie 150km! Trochę mnie tym zaskoczył, bo nie myślałem, że porwie się tak szybko na tak długi bieg. Przynajmniej jeszcze nie teraz. Biegi powyżej 50km to całkiem inna bajka. Dlatego wielu ludzi chce tego spróbować i On również postanowił.

04.Bieg Niezłomnych - Gośka na trasie

Małgorzata Raducka (Biegaj – Zapobiegaj) – 20-ta na mecie wśród 185 kobiet. Nieźle!

Zawody zostały otwarte. Kilka krótkich, uroczystych przemówień i w blasku słońca grzejącego coraz mocniej ruszyliśmy na trasę biegu. Upał to był dla mnie kolejny powód do zmartwienia, bo czapki nie miałem. Oglądałem ją przed wyjściem z domu, miętoliłem w dłoniach, przymierzałem i nie zabrałem. A moja łysina nie cierpi słońca, oj nie cierpi. Rynek szybko pustoszał. Ja również pobiegłem w „nieznane.” Nie obejrzałem trasy na stronie zawodów, Radek też tego nie zrobił – koleżanki tym bardziej. Zupełnie nie wiedzieliśmy, po jakiej nawierzchni będziemy biegać, jaki jest profil trasy, ile podbiegów i zbiegów. Wiedzieliśmy jedynie, że na szczyt Ślęży nie biegniemy. Zawsze to jakaś wiedza. Było tłoczno. Kilkaset metrów asfaltem i wbiegliśmy na kamienny trakt zagłębiający się w lesie. Pierwszy podbieg i już wielu biegaczy przechodziło do marszobiegu. Ja nie musiałem. Zaskoczyło mnie to, że jeszcze kilka minut temu czułem się beznadziejnie, a teraz biegło mi się nadzwyczaj dobrze. Żałowałem, że przed startem jeszcze bardziej nie przesunąłem się do przodu, bo teraz musiałem mijać wielu biegaczy. W takim tłoku traci się dużo czasu i sił na kombinowanie jakby tu wyprzedzić konkurencję. Dodatkowo narażamy się na kontuzje, ponieważ często trzeba wyprzedzać w niewygodnych miejscach. Podbieg wydawał się nie mieć końca. Momentami zwalniałem, ale nadal biegłem.

05.Bieg Niezłomnych - dziewczyny na mecie

Dziewczyny po biegu, na stoku w pobliżu mety zawodów

Czułem się mocny – 5min/km to byłoby dla mnie całkiem przyzwoicie. Bez snu z zapchanym nosem, to raczej nie przyzwoicie. Moc jednak była ze mną. Na zbiegach nie biegłem zbyt mocno. Bałem się. Przez cały tydzień zrobiłem jeden skromny trening i czułem, że nie powinienem biec szybciej. Tak przynajmniej mówił mi zdrowy rozsądek. Dlatego na podbiegach kosiłem konkurencję jak kombajn Bizon zboże, ale na zbiegach wyprzedziło mnie kilka osób. Nie próbowałem się z nimi ścigać. Wystarczyło mi to, że biegłem w całkiem przyzwoitym tempie. Zapomniałem o bólu głowy, bo o katarze zapomnieć się nie dało. Musiałem oddychać pełną gębą. Dobrze, że komarów i much nie było. Biegliśmy w masywie góry Ślęży. Osłonięci drzewami. Leśnym traktem, w górę lub w dół. Nie było już takiego tłoku, bo peleton złożony z ponad tysiąca uczestników rozciągnął się znacznie. Jeszcze kilkaset metrów i dotarłem do mety znajdującej się przy Domu Turysty „Pod Wieżycą” Dostałem medal na szyję, butelkę wody mineralnej oraz bułkę z wędliną do ręki i było nieźle. Metę 10km biegu (w/g mojego Garmina 9,7km) przekroczyłem na 160 pozycji wśród 1101 zawodników, w kat. M40 byłem 30-ty na 182 zawodników – mój czas 00:49:07. Cieszyłem się, bo start ze względu na moje dolegliwości i brak snu, był dla mnie wielką niewiadomą, a wypadło całkiem przyzwoicie. Kolega Radek Mękal (http://www.radekbiega.pl) nie spinał się, bo chciał w niedzielę poprawić swój ubiegłoroczny wynik w wałbrzyskim półmaratonie. Podjął się roli pacemakera i towarzyszył Małgosi, zagrzewając ją do walki na trasie. Do mety dotarł na 494 miejscu w kat. M30 – 187/349 z czasem 00:56:00 Małgorzata Raducka (Biegaj – Zapobiegaj) była 499-ta i dobiegła do mety cztery sekundy za nim 00:56:04 zajmując wysoką ósmą pozycję w kat. K30 na 78 zawodniczek. Ewelina Dalecka (Biegaj – Zapobiegaj) również niezły wynik wykręciła, dobiegając do mety w czasie 1:02:25 zajmując 796 miejsce – kat. K30 – 33/78. Był to zaledwie jej drugi start w karierze. Szkoda, że nie otrzymała pamiątkowego medalu, bo brakło „krążków” na mecie. Organizatorzy obiecali, że osoby które nie otrzymały medali dostaną je wkrótce. Tłumaczyli się, że nie spodziewali się tak dużej frekwencji, dlatego musieli zamknąć listę startową, a kolejnej zamówionej partii medali nie otrzymali przed zawodami. Ja ich tłumaczenia jestem w stanie zaakceptować, bo faktycznie pierwsza edycja biegu, a tylu chętnych – to mogło zaskoczyć każdego! Poza tym medalowym zgrzytem zawody oceniam pozytywnie. Pogoda dopisała. Trasa biegu nie była wymagająca, ale ciekawa. Zabezpieczona wzorowo. Podobno dekoracja zwycięzców nieco się przedłużyła, ale jak chce się uhonorować dużą ilość zawodników, to dekoracja czasami trwa dłużej od biegu. My nie czekaliśmy do końca imprezy. Chciałem w końcu przespać się po nocnej zmianie, a Radek z koleżankami planowali po południu odebrać pakiety startowe na jutrzejsze zawody.

Ja z med niezł

Nie wiem czy zawody po nocnej zmianie to dobry pomysł, ale dałem radę.

Zwycięzcy zawodów:

1) Wiśniowski Krzysztof – Nowa Wieś – 00:37:39

2) Kiełczewski Grzegorz – Wrocław – 00:38:46

3) Brynda Marcin – Olecko – 00:39:21

Najlepsze kobiety:

1) Romanowska Justyna – Kąty Wrocławskie – 00:47:55

2) Machowska Weronika – Góra Kalwaria – 00:48:14

3) Waleńska Ewa – Wrocław – 00:48:16

Strona zawodów: http://www.biegniezlomnych.pl

Slavo65

 

Może Ci się również spodoba