Go!!!

Wolny dzień i wielkie biegowe plany, które niestety poszły na boczny plan. Wczoraj miała być wyprawa w Bromowskie Skały ze znajomymi, którą odpuściłem z powodu tzw. nieprzewidzianych okoliczności. I przełożyłem na dzisiejszą, samotną wycieczkę biegową w te same okolice. Niestety ból lewej łydki po wczorajszym treningu, który musiałem przerwać –  pokrzyżował moje plany. Może nadwyrężyłem ją biegając po schodach dzień wcześniej, gdy robiłem pierwszy trening rozpoczynający przygotowania do zawodów w Katowicach? Być może przedobrzyłem. 600 schodów na początek, to mogło być za wiele dla organizmu. Zwłaszcza, że tempo było niezłe. Trzy serie po 11 kondygnacji, każda poniżej minuty. Jak na moje możliwości całkiem przyzwoicie. Również ostatnie kłopoty z organizmem dały mi w kość. Zaczęło się od nieudanego startu w MGS-ie i tak ciągnie się od kilku dni. Dlatego dopadło mnie biegowe zniechęcenie, ale od czego są inni ludzie? Ci wszyscy których warto naśladować. Nawet jeśli robią coś tylko dla siebie, lecz my to widzimy. Pomyślałem; skoro wielu ludzi robi coś złego, bo widzi zło u innych, tak samo może być przecież w drugą stronę! Dlaczego nie? Za trudne? Niewykonalne? Często – mógłbym powiedzieć, coraz częściej, gdy jadę do pracy lub z pracy, kiedy jadę gdziekolwiek. Widzę biegających ludzi, albo jeżdżących na rowerze. Ludzi idących z kijkami lub po prostu spacerujących. I myślę sobie: tak trzymać! To jest to! Tak powinno być! Ruch potrzebny jest nam tak samo jak powietrze, woda, czy jedzenie. Wielu ludzi to zrozumiało. Wielu jeszcze nie. Wielu nigdy tego nie pojmie. Może powstrzymuje ich przed tym ludzka, ukryta w genach niechęć do wysiłku? Stąd wynalezione samochody, samoloty, pociągi i wszelkie urządzenia służące do tego żebyśmy coraz mniej się męczyli. Po prostu coraz mniej robili. Ale jeść i tak się chce! I wielu ludzie je. Większość ponad miarę. Zredukować do minimum wysiłek owszem, ale ograniczyć jedzenie; tego już nie. Ha! Ha!

Po raz kolejny obejrzę filmik do którego link przesłał mi Michał Zieliński z Ultra Running Team Szczyrk i podładuję akumulatory. Napełnię mojego kamelbaka do samego wężyka i w drogę! Za oknem skromne 47 stopni na słońcu. W cieniu pewnie dziesięć stopni mniej. Dwie dyszki przez okoliczne lasy w łatwym terenie ze względu na bolącą łydkę, dwie godzinki biegu i może przejdzie mi biegowa apatia, albo łydka zacznie bardziej boleć.

[youtube 7N1lWjkj6Rw nolink]

Spadam. Bo się rozmyślę!

Slavo 65

Może Ci się również spodoba