Sky Tower – 1242 schody w 0:07:45 i już!

01.Sky

Sky Tower – Wrocław

Stało się. Debiut w biegu po schodach zaliczony. O imprezie dowiedziałem się przypadkowo, bo jeden z kolegów umieścił na FB link do zawodów. Nigdy nie biegłem po schodach i postanowiłem spróbować, startując w pierwszej edycji biegu na szczyt najwyższego budynku w Polsce. Pomyślałem że będzie to ciekawa przygoda. 212 metrów wysokości. 49 pięter. Do pokonania było 1142 schodów, co w przeliczeniu na kondygnacje wieżowca w którym mieszkam daje 63 piętra. Nieźle! Do startu namówiłem Radka, któremu spodobał się ten pomysł. Wcześniej planowałem udział w „Biegu na Ślężę” w którym startowałem już dwa razy, ale zrezygnowałem. Nie chciałem odpuścić pierwszej edycji biegu we Wrocławiu. Ślęży szkoda oczywiście, bo lubię ten bieg, ze względu na wymagającą ale krótką trasę oraz dobrą organizację zawodów. W życiu nie można mieć wszystkiego i cały czas musimy wybierać. Dlatego wybrałem bieg po schodach. Szkoda, że termin biegów się pokrywał, ale mówi się trudno.

02.Sky - biuro

Radek w kolejce po bilet na szczyt – piechotą!

Do zawodów zacząłem przygotowania dzień po tym jak zapisałem się na imprezę. Trzy tygodnie to za mało do porządnego przygotowania się. Wiedziałem o tym, ale chciałem przez ten czas zapoznać się ze specyfiką takiego biegu, bo uważałem, że znacznie pomoże mi to we wspinaczce na Sky Tower. W moim treningu zmieniłem niewiele, zamieniając jedynie krótkie akcenty; przebieżki i podbiegi na bieg po schodach wieżowca w którym mieszkam. W ciągu trzech tygodni pokonałem około 10.000 schodów. Nie starałem się wbiegać coraz szybciej, ale bardziej technicznie podszedłem do tematu. Skupiłem się na krokach, pracy rąk na poręczach i utrzymaniu rytmu.

04.Sky Tower

Sky Tower robi wrażenie

Dzień zawodów nadszedł szybko. Powiedziałem Radkowi, że jadę tam walczyć o miejsce na podium w kategorii, ale on tylko się uśmiechnął traktując to jako żart. Tym razem nie żartowałem. Przeglądałem listę startową, wyniki z Biegu na Szczyt Ronda, filmiki na YouTube z innych zawodów, gdzie podglądałem technikę osób biegnących po schodach i doszedłem do wniosku, że mam szansę znaleźć się wysoko w klasyfikacji. Zabawa, zabawą, ale miejsce na pudle to byłaby prawdziwa frajda!

Bieg po schodach był dla nas wielką niewiadomą. Mogłem myśleć o pudle, ale równie dobrze mogłem ugrzęznąć gdzieś między dziesiątym, a czterdziestym dziewiątym piętrem. Wszystko było możliwe. Radek zakładał, że nie będzie spinał się i wbiegnie ile się da, a resztę schodów pokona wchodząc do góry, od czasu do czasu podbiegając po kilka schodków jeśli się da i już. Ja planowałem podobną strategię. Miałem jednak bardziej precyzyjny plan. Chciałem dostać się na ostatnią kondygnację, pokonując kolejne każde dziesięć pięter w ciągu 90 sekund. 0:07:30 – tak wychodziło z moich wyliczeń. Radek zawiózł rodzinę do centrum handlowego we Wrocławiu. Po drodze mijaliśmy wieżę. Jadąc w pobliżu budynku zrobiłem zdjęcie. Z daleka obiekt robił wrażenie. Wkrótce zaparkowaliśmy tuż obok Sky Tower, nie chciało nam się szukać miejsca na podziemnym parkingu, gdzie organizator zapewnił miejsca dla zawodników na czas zawodów. Tutaj też było nieźle. To był taki „dziki” parking obok monstrualnego obiektu. W brudnych butach wszedłem do środka, bo przez nieuwagę wdepnąłem w błoto. Czułem się jak chłop ze wsi, który w ubłoconych gumowcach wlazł na salony. Głupio było chodzić po marmurach w takich butach, ale błotko nie chciało się odlepić. Radek miał za to niezły ubaw. Tego dnia taki drobiazg nie był w stanie popsuć mi dobrego nastroju. W biurze zawodów mieszczącym się w centrum handlowym załatwiliśmy formalności. W pakiecie startowym, pamiątkowa, techniczna koszulka oraz izotonik i dwa numery startowe. Jeden z chipem do zwrotu, drugi pamiątkowy z talonem na kawę do kawiarni Starbucks mieszczącej się w centrum i drugi do Lifestyle Cafe 212 również na kawę, a właściwie na kawę za mniejsze pieniądze. W sumie można było wypić jedną przed startem, drugą po. Czemu nie. Nie liczyliśmy na spotkanie wielu znajomych tak jak w biegach górskich. Radek zauważył kolegów z naszej facebookowej grupy Blogacze, zrzeszającej ludzi biegających i piszących o tym. Są wśród nas ci, co lepiej piszą niż biegają i odwrotnie oraz prawdziwe orły w tym dwuboju. Ja spotkałem Anię Płońską z Wrocławia (6 miejsce wśród kobiet w Sky Tower RUN – gratki Aniu!), którą poznałem w ubiegłym roku na „Chojnik Maratonie” oraz Janusza Łopusiewicza, też z Wrocławia. Porozmawialiśmy z Grześkiem Kalinowskim, który startował, ale nie planował ostrego startu, bo dzień później jechał na maraton do Görlitz. Był też Artur Socha z Wałbrzycha i jeszcze kilka osób które znaliśmy.

09.Sky- ja na szczycie

Piękny widok, ciekawy medal i niezwykła przygoda

O 14:00 ruszył w górę pierwszy zawodnik. Początek biegu był przy zewnętrznym wejściu prowadzącym do klatki schodowej, którą można było dostać się na szczyt. Startowaliśmy co 20 sekund. Pogoda była piękna. Teoretycznie nie miało to znaczenia, ale gdyby padało musielibyśmy stać w hallu centrum handlowego, aby później wychodzić na zewnątrz, udając się na miejsce startu. Wszystko przebiegało sprawnie. Pierwszych pięćdziesięciu zawodników wśród których był Grzesiek, Janusz i Artur pobiegło do góry. Wkrótce przyszła nasza kolej. Radek startował z numerem 55, ja 57, ale zawodnika z nr 56 nie było i wyglądało na to, że będę deptał Radkowi po piętach. Jeśli go dogonię, bo wyliczyliśmy, że powinien mieć 6-7 pięter przewagi. W dodatku był przeziębiony i obawiał się, czy jest w stanie biec do góry. Nie pękał jednak i ruszył w górę! 20 sekund później wystartowałem ja!

[youtube ZGT4QFy0LjA nolink]

Radek biega, filmuje i pisze o bieganiu > http://www.radekbiega.pl

 Biegnę, biegnę, biegnę. Tchu brakuje i widzę magiczną cyfrę na ścianie – 3. Katastrofa pomyślałem. W moim wieżowcu wysiadałem dopiero na 7-8 piętrze, a tutaj na trzecim??? Zapytałem pań z obsługi siedzących na półpiętrze czy to trójka, czy trzydziestka. Zaśmiały się tylko i nic nie powiedziały. Może coś mówiły, ale ja byłem już piętro wyżej. Po biegu dowiedziałem się, że na pierwszych trzech piętrach znajdowały się biura i były dwa razy wyższe. Do góry pozostało jeszcze 45 pięter! Biegłem dalej, po dwa stopnie. Poręcz, chwyt, krok, dwa stopnie, raz, dwa, trzy. Półpiętro dwa kroki i ponownie podbieg. Dłużyło się niesamowicie. Na trasie byłem zaledwie, dwie, trzy minuty, a czułem się jakbym biegł co najmniej godzinę. 12-13 piętro i Radek przede mną. Nie pamiętam, czy coś do niego mówiłem, ale razem dotarliśmy do punktu z wodą z którego skorzystaliśmy. Łyk wody i już byłem piętro wyżej, a Radek został w tyle. Biegłem nadal. Schody, bieg, dwa kroki na półpiętrze i ponownie bieg. Nie na darmo pokonałem kilka tysięcy schodów na treningu. Widziałem, że biegacze których wyprzedzałem w większości nie trzymali się poręczy. Po prostu brakowało im sił, ale brnęli do przodu! 30-te piętro. Jeszcze dziewiętnaście!!! Może trochę zwolniłem, może nie, ale biegłem nadal. Nie musiałem przy wyprzedzaniu krzyczeć hasła zalecanego przez organizatora zawodów: Hop! Hop! Zawodnicy sami ustępowali mi widząc jak biegnę. Nie wiem jak mieli inni szybsi zawodnicy, ale mnie trafiła się uczciwa konkurencja. Nie było problemu z wyprzedzaniem, za co szczerze dziękuję. 40-te!!! Jeszcze dziewięć! Biegnę nadal. Po dwa kroki na półpiętrach, oddech, podbiegi itd. Jest moc. Płuc jeszcze nie rozerwało, a tego najbardziej się obawiałem. 49! I jestem na szczycie! W nagrodę kubek wody, albo dwa, bo tego nikt nie wydzielał. Obsługa medyczna na miejscu i Bożydar Iwanow, prowadzący imprezę na szczycie. Kilkadziesiąt pięter niżej Maciej Kurzajewski komentował to, co działo się na zawodach. Przy oszklonych witrynach, na tarasie widokowym materace, na których odpoczywali niektórzy zawodnicy. Ja wolałem spacerować, bo czułem się coraz gorzej. Organizm zareagował z kilkuminutowym opóźnieniem na ten krótkotrwały, ale niesamowicie obciążający organizm wysiłek. Oddychałem z trudem, jakbym nawdychał się dymu z ogniska. Z tym problem miał prawie każdy, nawet 20-30 lat młodszy ode mnie zawodnik.

12.Sky-ja i radek na szczycie

Radek i ja – zdjęcie wykonał organizator który kazał nam zjeżdżać… Windą na dół  😉

Piękny widok roztaczał się z Wieży. Wrocław, odległa góra Ślęża i wszystko co tylko można było dostrzec. 212 metrów nad ziemią, to robi wrażenie. Kilka minut odpoczynku i musieliśmy windą zjechać na dół, bo robiło się tłoczno. W kabinie nie tylko ja kaszlałem. To przeszło dopiero po kilku godzinach. Organizator wiedział co robi, zapewniając liczną obsługę medyczną, wspomaganą przez Straż Pożarną. Podczas takiego wysiłku, nigdy nic nie wiadomo. Co kilka pięter był punkt z obsługą i kilka kamer obserwujących klatkę schodową, którą wdrapywaliśmy się na szczyt. Mój udział w zawodach jeszcze się nie skończył. Przez kilka minut czekałem na pierwszym miejscu w kategorii na wyniki konkurencji, później przez ponad godzinę na drugiej pozycji i kolejną godzinę na trzeciej. Niestety, pod koniec wyścigu znalazł się ktoś mocniejszy i po raz kolejny czwarte miejsce prześladujące mnie od jakiegoś czasu: Nocny Górski Maraton – czwarty, Chojnik Maraton – czwarty, Bieg na Śnieżnik – czwarty. Były jeszcze inne czwarte miejsca. Pod koniec zawodów wokół pana mierzącego czas, przy monitorze stojącym na stoliku na którym pokazywały się wyniki zawodów, zebrała się spora grupa osób czekających tak jak ja na bieżąco aktualizowane wyniki. Radek pojechał po rodzinę w inną część miasta, a ja spacerowałem po centrum handlowym, od czasu do czasu zaglądając na wyniki. Tuż przed końcem imprezy na starcie stanęła Dominka Wiśniewska – Ulfik, z którą miałem przyjemność ponownie porozmawiać. Obawiała się tylko jednej rywalki, ale dała radę i zaliczyła drugie zwycięstwo tego dnia w kategorii kobiet, bo wcześniej startowała w Biegu na Ślężę. Przyjechał również Piotr Łobodziński, ale nie brał udziału w rywalizacji. To był start promujący bieganie po schodach i Sky Tower, podczas którego Piotrek chciał złamać piątkę w biegu na ten wieżowiec, ale to mu się nie udało.

15.Sky - jeszcze na pudle

Dwie i pół godziny zmagań – wciąż jeszcze byłem na podium

W mojej kategorii była naprawdę zacięta walka. Zwycięzca Tomek Rudnik (Zgorzelec – PGE KWB Turów) jako jedyny pobiegł poniżej siódemki – 0:06:42, ale później ostro było. Drugi: Mariusz Ludkiewicz (Stary Węgliniec – JRG Zgorzelec) dobiegł w czasie: 0:07:22, trzeci był Mariusz Prochot (Kudowa Zdrój – Morsy z Kudowy): 0:07:36, dziewięć sekund później byłem ja: 0:07:45, o 0,07 setnych sekundy za mną był Piotr Chodorski (Wrocław – WKB Piast Wrocław). Nie wiem ile to jest. Jeden ruch butem, jeden krok, czy może mniej. Za nim był Robert Kuriata (Złotoryja – OLAWS Złotoryja) zaledwie o jedną sekundę! 0:07:46 wykręcił. Sekunda, to krok, może dwa. Sami widzicie, że była to zacięta walka! Pięknie było. Spodobało mi się bieganie po schodach. Co prawda nie ma drzew, rozległych widoków i śpiewu ptaków. Ale dwa, trzy starty w roku w takich zawodach można zaliczyć.

17.Sky-Artur Socha po traninigu

Artur Socha z Wałbrzycha pokazał moc: 5 miejsce Open / 3 miejsce M-20 (00:06:35)

Do organizacji zawodów nie mam większych zastrzeżeń, ale w czasie ich przebiegu prowadzący mogliby bardziej skupić się na nich niż na reklamie ciuchów, czy czegoś innego. Sponsorzy, sponsorami, ale w końcu zawody były najważniejsze. Przynajmniej dla uczestników.  Szkoda, że tak naprawdę nie było możliwości kontrolowania wyników na bieżąco. Dobrze, że był ten monitor na stoliku. Nie tylko ja obserwowałem wyniki z niecierpliwością. Zainteresowanych było tak dużo, że czasami nie można było dopchać się do miejsca ich wyświetlania. Znowu czwarty. Troszkę byłem zawiedziony, ale kolega Artur Socha, który swoim wynikiem w tych zawodach zrobił na mnie wrażenie, zalecił mi na tą „czwórkową” dolegliwość znakomite lekarstwo i powiedział: „Wygląda na to, że musisz więcej trenować” I trzeba będzie tak zrobić. Ha! Ha! Artur dał czadu! Piąte miejsce w klasyfikacji generalnej i trzecie w M20 Jego czas – 06:35,05! Zawody ukończyło 479 zawodniczek i zawodników.

18.Sky - przyszły konkurent

Ulatowski Ireneusz z Brzegu Dolnego – drugi w kat. M50 (00:08:48) z którym ustawiłem się na rywalizację w kolejnej edycji. Od następnego roku startujemy w tej samej kategorii wiekowej.

Najszybsi mężczyźni:

1) Ślezak Piotr / Oborniki Śląskie – 06:22,49
2) Moczek Tomasz / Głogów – 06:23,67
3) Gańsko Bartłomiej / Wrocław – 06:28,46
4) Figurski Szymon / Gryfów Śląski – 06:30,91
5) Socha Artur / Wałbrzych – 06:35,05
6) Głód Piotr / Oborniki Śląskie – 06:37,66

Najszybsze kobiety:

1) Wiśniewska – Ulfik Dominika / Zabrze – 06:45,17
2) Ficner Anna / Złotoryja – 06:47,00
3) Machowska Weronika / Góra Kalwaria – 07:17,21
4) Wicha Iwona / Góra Kalwaria – 07:37,95
5) Kowalewska Elżbieta / Zgorzelec – 08:21,12
6) Płońska Ania / Wrocław – 08:30,51

Najszybsi wałbrzyszanie / miejsce open:

05) Socha Artur – 06:35,05
07) Zamielski Paweł – 06:40,80
26) Chomik Michał – 07:15,23
33) Kozłowski Łukasz – 07:21,62
51) Rynia Karol – 07:35,86
64) Szarafin Sławomir – 07:45,33
67) Wybraniec Michał – 07:46,82
75) Łyczkowski Kamil – 07:51,69
104) Chełstowski Rafał – 08:08,98
171) Kasprzyk Marcin – 08:46,53
191) Chomik Tadeusz – 08:56,82
259) Mękal Radek – 09:27,30
277) Adamczyk Mariusz – 09:35,29
402) Kotełko Igor – 11:19,30

Spodobało mi się bieganie po schodach. Za rok trzeba będzie poprawić wynik.

Strona zawodów > http://galeria.skytower.pl/run.html

Slavo 65

Może Ci się również spodoba