Black Diamond Trail – test sprzętu

Black Diamond - kijiki

Kijki trekkingowe były tematem, od jakiegoś czasu natrętnie pojawiającym się w moich biegowych rozmyślaniach. Dokładnie od momentu, gdy kolega Jarek Łuczkiewicz z Oławy, podczas wspólnej rywalizacji w Maratonie Zielone Sudety 2013 pokazał jak sprawnie można się tym sprzętem posługiwać. Na około 35-38 km biegu zaczęło się nasze mozolne wspinanie, najbardziej stromym podejściem na szczyt Waligóry. Jarek przy pomocy kijków, bardzo szybko wędrował do góry. Z każdym krokiem oddalając się ode mnie. Byłem bezradny. Uzyskał tak dużą przewagę, że dogoniłem go dopiero po 2-3 kilometrach. Stąd moje zainteresowanie kijkami trekingowymi, które można stosować w biegach długodystansowych.

01.Ruprecht

Podejście na Ruprechticky Spicak od polskiej strony.

Na parking obok Schroniska Andrzejówka, leżącego w centrum Gór Suchych przybyłem w niedzielny poranek, kilka minut po godzinie siódmej. Trening musiałem zacząć wcześnie, ponieważ tego dnia pracowałem na drugą zmianę. Byłem pierwszy. Kiepska pogoda, dlatego nikomu nie spieszyło się na spacer w górach. Widoczność słaba, temperatura nieco poniżej zera. Nie wiało. Bardzo mnie to ucieszyło, po mocnych porywistych wiatrach jakie szalały w okolicach dzień wcześniej. Taka odmiana była bardzo oczekiwana, z pewnością nie tylko przeze mnie. Ruszyłem szeroką, leśną drogą ciągnącą się u podnóża Waligóry. Śnieg, był zbity i biegło się dobrze, ale dyszałem ciężko. Tempo zaledwie 6min/km nie było imponujące. Płuca pracowały na najwyższych obrotach, jak silnik mocno obciążonej ciężarówki w drodze pod stromą górę. Ogromna wilgotność nie pozwalała swobodnie oddychać i nawet na zbiegach tempo było mizerne. Kije rozłożyłem już na początku treningu i postanowiłem biec z nimi cały czas, żeby sprawdzić, czy nie będą utrudniać szybszego przemieszczania się w terenie. Po około 3km dotarłem do podnóża Ruprechta rozpoczynając wspinaczkę na szczyt. Było ślisko, a przede mną kilkaset metrów stromego podejścia. Dzięki kijkom mogłem w miarę szybko i bezpiecznie wchodzić na szczyt. Pierwszy raz posługiwałem się tym sprzętem i dopiero uczyłem się jak z niego korzystać.  Jak na początek było nieźle. Wieża na szczycie była ukryta w chmurach – widoczność nie przekraczała kilku metrów. Na pierwszym bardzo stromym zbiegu również posługiwałem się kijkami, skutecznie broniąc się przed upadkiem. Jak posługiwać się nimi na stromych zejściach dowiedziałem się kilka dni wcześniej w Tatrach, gdzie byłem na „II Pikniku Zimowym – Spotkanie Ludzi Gór” (szkolenie, prezentacja sprzętu turystycznego i dobra zabawa) organizowanym przez Agencję Górską Sport Events z Żywca >> http://www.sport-events.pl

03.butki w Górach Suchych

Stuptuty z robakiem, to jedyne co pozostało mi po kontakcie z firmą Icebog.

Dzięki temu co dowidziałem się na temat kijów trekkingowych, postawiłem na sprzęt firmy Black Diamond, bo jej sprzęt spełniał kryteria jakimi się kierowałem. Ze Spicaka biegłem w kierunku przejścia granicznego Głuszyca – Janovicky. Śnieg nie był głęboki, ale wierzchnia warstwa początkowo roztopiona, a później zmrożona utworzyła twardą skorupę w której nogi zapadały się i momentami trzeba był mocno wyszarpywać je spod niego, by zrobić kolejny krok. Dlatego tempo mojego biegu, mimo dużego wysiłku było marne. Przemieszczałem się trasą maratonu, trawersującą niektóre graniczne wierzchołki. Widoczność nadal była bardzo słaba. Wszędzie chmury. Ale ja lubię ten klimat i wcale mi to nie przeszkadza. Na podziwianie widoków przyjdzie czas. Na szerokim, leśnym trakcie którym zbliżałem się do przejścia granicznego, zostałem zaskoczony przez stado psów wyłaniających się z chmur! Bestie biegły prosto na mnie! To był moment. Przystanąłem nie wiedząc co robić. Serce zaczęło mocniej bić, ale na szczęście wkrótce z chmur wyłonili się ludzie na dwukołowcach ciągniętych przez zwierzęta. Odetchnąłem z ulgą. A widok był naprawdę wspaniały. Psy ochoczo ciągnące pojazdy domowej konstrukcji. Dyscyplina w zaprzęgach panowała wzorowa, bo zwierzaki widząc mnie nawet nie zwolniły na moment, tylko gnały dalej przed siebie! Wkrótce dotarłem do przejścia. Planowałem biec dalej do Trójpańskiego Kamienia, ale tempo było zbyt wolne i skróciłem trasę o kilka kilometrów, obawiając się, że nie zdążę do pracy. Początkowo wracałem szerokim traktem, by po kilku kilometrach zacząć wspinaczkę na krótkie, ale bardzo strome stoki. Kije sprawdzały się znakomicie, bez nich moja wspinaczka z pewnością byłaby dłuższa. Ponownie dotarłem na Ruprechticky Spicak z którego nic nie było widać. Ogromna wilgotność skutecznie zniechęcała do podkręcenia tempa biegu, ale ze szczytu ześlizgiwałem się sprawnie korzystając z kijków. Dotarłem do drewnianego szałasu i skręciłem w kierunku Waligóry. Później wygodnym traktem, ciągnącym się poniżej szczytu, zbiegałem w kierunku schroniska. 23 kilometrową trasę pokonałem w żółwim tempie 8:08min/km Test sprzętu został zrobiony, a przy okazji trochę siły biegowej.

02.trasa Góry Suche

Góry Suche – tym razem nie było zbyt wiele widać.

Dlaczego postawiłem na stosunkowo drogie kije Black Diamond Trail? Przede wszystkim dlatego, że kierowałem się uwagami jakie otrzymałem na szkoleniu, od właściciela sklepu z Zakopanego www.climbrock.pl który jest przewodnikiem górskim i współpracuje z biurem Sport Events.  I tak, po pierwsze: postawiłem na sprzęt renomowanej firmy Black Diamond, bo na zawodach powinien być on niezawodny. Po drugie: przedłużone uchwyty z pianki, pozwalają podczas podejść wygodnie chwycić je niżej, bez koniczności skracania kija. Po trzecie: zaciski Dual FlickLock opatentowane przez firmę, pozwalają na szybką zmianę długości kijków, co na zawodach, nawet na bardzo długim dystansie ma ogromne znaczenie. Przy kijkach z gwintem, jest większy problem, bo ustawianie ich długości jest bardziej pracochłonne.  W planach startowych na ten rok mam maratony górskie i biegi nieco dłuższe. Dlatego odciążenie nóg i przerzucenie części wysiłku na górne partie mięśni, uważam za bardzo dobre rozwiązanie.

Kros - Góry Suche - profil

Profil treningu.

Trening zakończyłem przy Andrzejówce. Ciepła herbata w samochodzie, a później szybko do domu i do pracy przy dźwiękach Metalliki. Muzyka tej kapeli towarzyszy mi od kilku dni. Album „Kill Em All” z 1983 roku, to mój pierwszy kontakt ze speed metalem, który nadal uwielbiam, chociaż już tak głośno nie słucham, bo latka nie te. Nie może być! Z ciekawości zerknąłem po ile ten album, z przed trzydziestu lat obecnie chodzi. W empiku można go kupić za 46,99 zeta!

I słuchamy: Jump In the fire, albo Metal Militia lub Seek And Destroy: „Nasze umysły płoną z chęci mordu i to nam nie minie, aż spełnimy te pragnienie. Myślimy tylko o tym jednym. Nie próbuj uciekać. Bo i tak cię znajdziemy”

04.Andrzejówka

Schronisko Andrzejówka >>> http://andrzejowka.com.pl

Muzyka nie zachęca do miłości bliźniego, ale czasem lepsze to niż pierdy typu: Ona tańczy  dla mnie – „Ja uwielbiam ją. Ona tu jest i tańczy dla mnie, bo dobrze to wie, że porwę ją i w sercu schowam na dnie.” Ale szczerze mówiąc, wolałbym pląsać z kobietą przy tej melodii, niż przy dźwiękach Metalliki.

Parametry kijów Black Diamond Trail:
Materiał: aluminium 7075
Długość: 63,5 – 140cm
Waga: 516g
Końcówka: widia
System zacisku: FlickLock
W zestawie talerzyki letnie i zimowe
Cena w sklepie >>> http://outdoorpro.pl  za sprzęt wynosi 289 zł

Dzień później ogromnie zaskoczyło mnie to, że nogi mimo tak ciężkiej trasy i trudnych warunków nie bolały prawie wcale. Może łapię formę? Albo przerzucenie znacznej części obciążenia na górne partie mięśniowe dało pozytywny efekt?

Slavo 65

Może Ci się również spodoba