WB w Górach Czarnych

WB-Góry Czarne 1

Przygotowania do biegu przez najdłuższy tunel kolejowy w Polsce.

Pierwszy dzień biegowego miesiąca zapowiadał się na bogato. Razem z Radkiem pojechaliśmy na drugi koniec miasta, gdzie byliśmy umówieni z organizatorem niedzielnej wycieczki biegowej – Arturem. Kilka dni wcześniej zauważyłem na FB – jego zaproszenie na bieg w Górach Czarnych, przylegających do granic miasta. Do końca nie byłem zdecydowany na wyprawę, bo tego dnia pracowałem na drugą zmianę. Trasa miała mieć około 24 kaemy, ale zwykle bywa nieco dłuższa i bałem się, że nie zdążę do pracy. Poza tym „regeneracja” po biegu, przez osiem godzin w pracy na stojąco, trochę mi nie pasowała. Ostatecznie zwyciężył „zdrowy rozsądek” i skorzystałem z zaproszenia licząc na to, że zdążę do mojej faktorii! Pracowałem na drugą zmianę, a dodatkowo dzień wcześniej po zmianie popołudniowej miałem zajrzeć do znajomych na imprezę imieninową. Musiałem wpaść chociaż na chwilę i złożyć życzenia solenizantce. Tak właśnie zrobiłem. Fajnie było. Prawie nic nie jadłem i może dwa kieliszki wódki wypiłem.

WB - Góry Czarne 2

Początek naszej niedzielnej wędrówki.

Znajomy był troszkę zniesmaczony, że chce polewać, a ja ciągle mam pełen kieliszek. Trudno się mówi – wolałem być w formie na górską wyprawę. O drugiej nad ranem pozwolono mi opuścić imprezę. Łóżko i już trzeba było wstawać. Dwie kromeczki chleba z masłem oraz cukrem, herbata i w drogę. Na Dworzec Główny w Wałbrzychu dotarliśmy kilka minut przed czasem. Było 1-2 stopnie powyżej zera, ale wszystko wskazywało na to, że będzie całkiem przyzwoita pogoda, jak na pierwszy grudniowy dzień w tym roku. Wkrótce nadbiegł Artur, a za nim Magda, co bardzo mnie ucieszyło, bo jej również oczekiwałem. Ona też po biegu musiała iść do pracy, lecz nie chciała odpuścić takiej wspaniałej okazji jaką jest wspólny bieg w górach. Razem z Arturem czekaliśmy jeszcze chwilę na osoby deklarujące udział w wyprawie. Oczywiście nikt więcej nie przyjechał i wcale nie byliśmy tym faktem zdziwieni. A niech w domu siedzą, oglądają Eurosport, albo Carton Network, czy coś w tym stylu. My biegamy!

WB-Góry Czarne 4

Słońce z trudem przebijało się przez chmury i wkrótce zabłysło na niebie.

Ruszyliśmy z dworca, kilkaset metrów w dół asfaltem na dzielnicę Podgórze. Pod wiaduktem kolejowym i szutrem, a częściowo gruntową drogą do najdłuższego tunelu kolejowego w Polsce. Chwila przerwy na pamiątkowe zdjęcia. Lampki na czoła i ruszamy w ciemności, nieczynnym tunelem kolejowym obok którego prowadzi równoległy, nadal wykorzystywany bliźniaczy tunel pod górą zwaną Małym Wołowcem. Długość dłuższego tunelu wynosi 1600m, ale nikt z nas nie wiedział, czy biegniemy tym dłuższym, czy nie. To różnica zaledwie kilkunastu metrów, więc nie miało to dla nas znaczenia. Zniknęliśmy w ciemnościach. Nikłe światło lampek oświetlało ciemności. Magda biegła tuż przede mną, od czasu do czasu potykając się na nierównościach. Ja również potknąłem się na niewygodnych kamieniach, na których kiedyś leżały tory kolejowe. Dobrze, że nikt nie upadł. Wybiegliśmy na zewnątrz i ruszyliśmy błotnistą ścieżką przed siebie. Później ostro w górę, wydostając się z kolejowego wąwozu na łąki. Słabe opady śniegu przywitały nas na otwartej przestrzeni i piękny widok okolicznych szczytów. Góry Czarne są niewielkie, ale bardzo malownicze. Do biegania górskiego i jazdy na rowerze idealne. Długie zbiegi i podbiegi co chwilę, jeśli komuś będzie mało, może wdrapywać się na bardziej strome szczyty. Wspaniałe okolice! Dobiegliśmy do lasu i prowadzeni przez Artura leśnymi ścieżkami biegliśmy przed siebie.

WB-Góry CZarne 5

Ja na wspaniałym punkcie widokowym, a za mną Góry Suche.

Nie znałem zbyt dobrze tych okolic, bo byłem tutaj może dwa, trzy razy. Śniegu było już sporo i biegło się ciężko. Kiedy kończył się śnieg, zaczynało się błoto – tego również tutaj nie brakowało i tak na zmianę. Buty już dawno mieliśmy przemoczone. Dlatego nie robiliśmy długich przerw żeby nie marznąć. Najwyżej 5 minut na zdjęcie, łyk napoju i ruszaliśmy pokonywać kolejne wzniesienie. Od czasu do czasu widać było dalsze okolice. W jednym miejscu zauważyliśmy odległą górę Ślężę. Nie piszę nazw wzniesień wokół lub przez które przebiegaliśmy, bo Artur pewnie by mnie zbeształ, że mu góry mylę. Ale było pięknie, nie ma co wgłębiać się w nazewnictwo. Jeden odcinek szczególnie przypadł mi do gustu. Był to przepiękny trawers, ciągnący się przez kilkaset metrów, może dłużej, wzdłuż jednego ze wzniesień. Biegliśmy wąziutką ścieżką, gdzie należało uważać, żeby się z niej nie ześliznąć.

WB-Góry Czarne 6

Magda na Borowej (854m) – najwyższym szczycie Gór Czarnych

Nad nami prawie pionowo, kilkadziesiąt metrów do wierzchołka, a pod nami również bardzo stromo w dół. Biegliśmy tak wysoko, że gdyby postawić drzewo na drzewie, to i tak bylibyśmy kilkanaście metrów wyżej. Wspaniałe były to stromizny! Nie mogłem się napatrzeć. Bez drzew na zboczach, strach byłoby biegnąć tędy. Bo w razie upadku leciałoby się co najmniej sto metrów w dół! Biegłem zauroczony tym widokiem, od czasu do czasu patrząc za siebie, czy nikt zbytnio nie odstaje. Lubię mieć wszystkich w zasięgu wzroku. Nikt nie ma prawa się zgubić. Artur prowadził. Biega tędy od dawna i pewnie zna każdą ścieżkę na pamięć. Dotarliśmy do miejsca, gdzie musieliśmy się wspinać wśród drzew, do góry na skałę, skąd roztaczał się wspaniały widok na Góry Suche. Warto było się tutaj wdrapać. Na szczęście nie wiało, a grudniowe słońce oświetlało okolice. Mozolnie schodziliśmy w dół, ponownie na ścieżkę, która już była nieco szersza. Później leśnym traktem i znowu do góry na Borową – najwyższy szczyt Gór Czarnych, z którego nic nie widać! Wdrapywaliśmy się ośnieżoną ścieżką, brnąc w śniegu, ale nikt nie narzekał, bo po co. Na szczycie – pamiątkowe zdjęcia przy drewnianej belce, na której ktoś umieścił kartkę z nazwą góry.

WB Góry Czerne - profilProfil naszej 26 km wyprawy w Góry Czarne.

Ruszyliśmy w drogę powrotną do Wałbrzycha. Jeszcze kilka kilometrów. Obok Zamkowej Góry wybiegliśmy na łąkę i w dół do dzielnicy, gdzie kończyła się nasza trasa. Rozstaliśmy się z Magdą i Arturem – oni mieli niedaleko do domu. Ja biegłem z Radkiem do dworca, obok którego zaparkował samochód. Do mojej popołudniowej zmiany zostało trochę mniej niż dwie godziny, a jeszcze droga przez miasto. Pięknie było w górach kolegi Artura i do pracy zdążyłem!

Slavo65

Może Ci się również spodoba