Jesienne LSD w Górach Suchych!

1.LSD-Góry Suche

Magda na najbardziej stromym podejściu Ruprechtickiego Spicaka.

Od kilku dni, nie mogłem  doczekać się planowanej wycieczki biegowej w Górach Suchych – z dwóch powodów. Po pierwsze uwielbiam te niewielkie góry, położone nieopodal Wałbrzycha i chciałem tam być ponownie, jeszcze przed pierwszymi opadami śniegu. Po drugie – tym razem miałem nie być sam. Dowiedziałem się, że Magda również miała wolny piątek. Wspomniałem o moich planach, a ona zdecydowała się na wspólną wyprawę. Przeważnie biegam sam, czasem z Arturem (ostatnio nasze biegowe plany, nie zbiegają się niestety), a dzisiaj miałem biec z Magdą. O dziewiątej rano ruszyłem samochodem na drugi koniec miasta.

2.LSD - Góry Suche

Słońce bezskutecznie usiłowało przedrzeć się przez chmury na szczyt Spicaka, a nam się udało!

O mało nie spóźniłem się na umówioną godzinę, bo jeszcze przed wyjściem zerknąłem na FB, aby poprawić wiersz, który tam dzień wcześniej umieściłem. Często coś zmieniam w mojej skromnej, chałupniczej poezji. Dlatego żadnego własnego wiersza nie potrafię na pamięć. Porażka! Nigdy, nikomu nie prezentowałem wytworów mojej wyobraźni, ale ostatnio coś mnie naszło i wrzuciłem na „fejsa” dwa skromne utwory. Dorzuciłem kilka słów do „Rubikonu” i ruszyłem w drogę. Radiowa „Trójka” towarzyszyła mi podczas przedzierania się przez miasto. Charyzmatyczny Niedźwiedziu zapowiedział porcję „żużlu” i z głośników usłyszałem ulubiony Black Sabbath. Wspaniała drużyna! Później kolejna porcja mocnego rocka, tym razem po polsku. Było nieźle, ale nigdy wcześniej nie słyszałem tej kapeli. Kiedy dojeżdżałem do dzielnicy z której miałem zabrać Magdę, rozległo się INXS – „Never Tear Us Apart” – kompletny obłęd! Jak dawno tego nie słyszałem! Wspaniała melodia.

3.LSD - Góry Suche

Oznaczenia „Maratonu Zielone Sudety” na trasie naszego biegu.

Właśnie dzisiaj była kolejna rocznica samobójczej śmierci lidera  tego australijskiego zespołu – Michaela Hutchence’a (22 listopada 1997r.). Szkoda, że nie znalazł innej metody na rozwiązanie problemów jakie go trapiły i postanowił zrobić to w ten sposób. Ta melodia która właśnie brzmiała z głośników, nie pozwoli nigdy o nim zapomnieć! Dziesiątki razy ją słyszałem i nadal nie miałem dosyć. Magda czekała już na mnie, kiedy wsiadła natychmiast ruszyliśmy. Kilkanaście minut jazdy za miasto. Minęliśmy kamieniołomy, kilkaset metrów pod górę i zaparkowałem obok Schroniska „Andrzejówka” Wierzchołki gór zakryte były chmurami, w których i my po kilkunastu minutach biegu zniknęliśmy. Dotarliśmy do granicy i zaczęła się mozolna wspinaczka na Ruprechticky Spicak. Podbiegałem. Pragnąłem dotrzeć do drugiego słupka granicznego na stoku Spicaka, to byłby mój rekord w biegu na tą górę. Dobiegłem, ale tych słupków jest jeszcze kilka do pokonania. Kolejnym razem będę próbował dobiec do następnego. Magda wspinała się za mną do góry, a ja od czasu do czasu podbiegałem. Niewiele, zaledwie po kilka metrów – ta góra już mnie tak nie onieśmiela jak dawniej. Kiedyś na nią wbiegnę, bez robienia przerw na podchodzenie. To tylko kwestia czasu!

5.LSD - Góry Suche

Chmury towarzyszyły nam prawie do końca naszej wyprawy.

Chmury robiły się coraz bardziej gęste. Słońce usiłowało przedzierać się przez nie, ale nic z tego nie wyszło. Z przyjemnością spoglądałem jak Magda wspina się do góry i wkrótce byliśmy na szczycie. Wieża stojąca kilkanaście metrów od nas była ledwo widoczna. Zbiegaliśmy w dół, w kierunku przejścia granicznego: Głuszyca – Janovicky. Było mokro i ślisko. Podążaliśmy trasą „Maratonu Zielone Sudety” Objaśniałem Magdzie przebieg tego odcinka zawodów i pokazywałem miejsca w których pomylili trasę niektórzy zawodnicy w tegorocznej edycji biegu. Wspominała o ewentualnej możliwości udziału w zawodach, stąd moje skrupulatne wyjaśnienia.  To był najbardziej newralgiczny odcinek maratonu. Ponieważ zawodnicy, którzy wcześniej dotarli do punktu kontrolnego na przejściu granicznym, biegli w przeciwnym kierunku do tych, którzy tam dopiero zmierzali. Dlatego można się było pomylić i widząc kogoś przed sobą mimowolnie skrócić trasę. Tak też stało się podczas zawodów. Wkrótce przygraniczną ścieżką dotarliśmy do wiaty na przejściu granicznym, ostro skręcając w lewo i ponownie w lewo zawróciliśmy podążając tym razem szerokim trawersem, od czasu do czasu prowadzącym równolegle ze ścieżką, którą biegliśmy kilka minut wcześniej. Tak właśnie przebiegała trasa maratonu. Wkrótce odbiliśmy w prawo. Od czasu do czasu przyspieszałem zostawiając moją towarzyszkę za sobą i zatrzymywałem się spoglądając do tyłu, by zobaczyć jak nadbiega.

6.LSD - Góry Suche

Magda na tajemniczej drodze w środku lasu.

Dalej biegliśmy razem. Wąską ścieżką, prowadzącą wśród zarośli przedarliśmy się do góry. Na niej zostały jeszcze znaki oznaczające trasę maratonu. Pewnie bez nich przeoczyłbym to miejsce. Dostaliśmy się na szeroki, wygodny trakt przechodzący powyżej drogi którą wcześniej biegliśmy. Teraz w dół, coraz bardziej stromo, do kilku domków ukrytych w dolinie. Tam podczas wrześniowych zawodów spotkałem znajomych chłopaków, którzy pomylili trasę maratonu. Wracali, aby zaliczyć punkt kontrolny. Prowadziła ich Agnieszka. Dowiedziałem się, że bez niej pewnie by zrezygnowali. Słaba płeć! Co za brednie! Kobiety są naprawdę mocne. Jeśli ktoś twierdzi inaczej, to pewnie naczytał się jakichś pierdołów w tandetnych romansidłach o słabej płci kobiecej. Może nie udźwigną tyle złomu co my faceci, ale psychicznie są niesamowicie wytrzymałe! A na długich dystansach często psychika wysiada, nie mięśnie! Dzięki niej dokręcili jeszcze 14 km, zaliczając punkt kontrolny, w sumie pokonując 60km biegu! Zakręciliśmy w prawo, podążając kilkaset metrów asfaltem i w lewo, podmokłą łąką do lasu. Nie czułem kilkunastu kilometrów jakie mieliśmy za sobą. Mógłbym biec o wiele szybciej, ale nie było takiej potrzeby. Nie zerkałem na Garmina, którego włączyłem jedynie do zapisania trasy. Dotarliśmy do lasu i w dół. Zbiegałem bardzo szybko, błotnistą drogą z koleinami głębokimi do połowy łydki. Było ślisko, błotniście i niebezpiecznie. Przyspieszałem. Chciałem sprawdzić jak szybko mogę biec w takich warunkach. Nie bałem się bolesnego upadku, bo to miałem wkalkulowane w swój biegowy eksperyment. Dotarłem do krawędzi lasu i czekałem na Magdę. Soczyście zielona łąka i kilka domów było pod nami. Jej zieleń o tej porze roku zupełnie nas zaskoczyła. Miejscowe psy dały nam do zrozumienia kto tutaj rządzi, ale wkrótce bez problemu ponownie wbiegliśmy do lasu.

7.LSD - Góry Suche

Road to Perdition! – kto biega na długim dystansie w terenie, ten wie o czym mówię

Pamiętałem to miejsce, bo tutaj podczas maratonu miałem pierwsze oznaki nadciągającego kryzysu. Nagle w samym środku lasu wbiegliśmy na znaną mi brukowaną drogę, która zaczynała się gwałtownie i tak samo niespodziewanie kończyła. Nie wiadomo kto i w jakim celu zrobił ten kilkusetmetrowy fragment drogi. Nie było tutaj żadnych zabudowań, a wykonanie jej było znakomite. Chwila przerwy na łyk wody, którą Magda dzieliła się ze mną od jakiegoś czasu, widząc że nic ze sobą nie zabrałem. Przed nami była szeroka, gruntowa droga, którą wbiegliśmy na piękną, jesienną łąkę, bez kwiatów i zieleni również wyglądała ciekawie. Chmury zasłaniały widok na okolice. Po cichu liczyłem na to, że wbiegniemy tutaj, gdy ich już nie będzie. Przed nami był ostatni fragment trasy. Pasmo z najwyższym Jeleńcem, na którego nie mieliśmy dzisiaj wbiegać. Trawersem rozciągającym się poniżej, biegliśmy w kierunku schroniska. Nie mogłem nacieszyć się biegiem i tym, że tym razem nie byłem sam. Wkrótce byliśmy na łące, rozciągającej się na stoku nieopodal schroniska. Zrobiliśmy przerwę na pamiątkowe zdjęcia. Budynek „Andrzejówki” był widoczny z daleka, a położny obok szczyt Waligóry – najwyższego wzniesienia Gór Suchych nie zakrywały już chmury. Zbiegaliśmy w dół. 24 kaemy wspaniałej trasy w pięknych górach minęło niepostrzeżenie. Niestety, to co piękne bardzo szybko przemija. Zrobiliśmy chwilę odpoczynku, pijąc herbatę jaką mogłem zrewanżować się Magdzie, za wodę którą się wcześniej ze mną dzieliła.

Slavo 65

Może Ci się również spodoba