Złota nie było, lecz warto było!

01.BPZ 2013- z markiem

Kolejne miłe spotkanie z Markiem Lewandowskim z Lewina Brzeskiego

Nawet nie myślałem, że wczorajszy wyjazd do Złotego Stoku na „Bieg po Złoto” będzie dla mnie jednym z najlepszych dni w tym roku. Nie nastawiałem się na dobry wynik, bo po kilku dniach przerwy w treningach, spowodowanych przeziębieniem nie wiedziałem, czy będę w formie. Do pracy musiałem chodzić, bo nie było tak źle, ale z treningów wolałem zrezygnować. Dzień przed startem zrobiłem 4,5 km tempówkę wokół dzielnicy na której mieszkam. Wyszło po 4:29 na kilometr, a to był dobry znak, że dzień później nie powinno być tak źle. Na zawody pojechałem z Kamilem, bo Radek po kontuzji nie mógł z nami jechać, a innych chętnych nie było. Do Złotego Stoku dotarliśmy ponad godzinę przed startem.

02.BPZ 2013 - kamil

Kamil Pernej rusza do boju (nieoficjalny wynik: 0:28:01 – M20/6 Open miejsce 12)

Pobraliśmy pakiety startowe i zaczęliśmy rozgrzewkę na trasie zawodów. Ja byłem tutaj po raz trzeci. Wiedziałem więc co mnie czeka, a Kamil po raz pierwszy. Dlatego objaśniłem mu jak tylko umiałem przebieg trasy i problemy na niej, jakie mogą go spotkać. Zrobiliśmy kilka podbiegów, rozciąganie i jeszcze 2-3 km truchtu. Było ciepło. Wspaniała pogoda – odpowiednia do biegania. Przed startem spotkałem Marka Lewandowskiego z Lewina Brzeskiego, który razem z ekipą przyjechał na zawody. Łukasz Beczkowski z Anią Baranowską z Nowej Rudy już byli na miejscu.

04.BPZ 2013 - krzysiek

Startuje Krzysiek Wajerowski z Oleśnicy (nieoficjalny wynik: 0:28:49; M30/5 Open: 17)

Wkrótce dojechał Krzysiek Wajerowski i czekał na decyzję organizatora w sprawie swojego startu, bo dotarł chwilę po zamknięciu weryfikacji zawodników. Na szczęście nie robili problemów i mógł wystartować. Widziałem jeszcze kilka znajomych osób, ale nie było czasu porozmawiać, bo już zaczynaliśmy. Startowaliśmy w interwałach – co 30 sekund do boju ruszał kolejny uczestnik zawodów. Wszystko przebiegało sprawnie i kilka minut po jedenastej ruszyłem w trasę. Kilkadziesiąt metrów po starcie wbiegaliśmy do kopalni. Było wilgotno. Początek biegu po mokrych i śliskich drewnianych deskach leżących w podziemnym tunelu. Później zakręt w lewo lub w prawo – nie pamiętam. Było ciemno. Lampy nie zabrałem, bo w ubiegłym roku niewiele mi pomogła. Wkrótce nic nie widziałem, ale mijany przeze mnie jakiś człowiek nieco oświetlał podziemia. Nie było chwili na zastanowienie się kim on jest? Zaczął biec za mną, więc doszedłem do wniosku, że to jakiś zbłąkany w ciemnościach uczestnik biegu. Kolejne zakręty mijałem w półmroku bez problemu. Prawie na każdym ktoś informował o kierunku biegu.

07.BPZ 2013-chłopaki z Nowej ROd lewej Kamil Pernej, Maciek Cieciuch z Polanicy Zdrój (0:28:46 M30/4 Open: 15) ja i Łukasz Beczkowski z Nowej Rudy (0:28:41 M30/3 Open:14)

Wkrótce wybiegłem na zewnątrz. Rzuciłem kluczyki od samochodu Kamilowi, krzycząc, że ma zabrać latarkę, bo będzie mu potrzebna i ruszyłem leśną ścieżką prowadzącą w górę wąskiego jaru. Na deskach, zanurzonych wśród liści wyprzedziłem jakiegoś zawodnika, a na stromym podbiegu kolejnego. Nie było tak źle jak przypuszczałem. Musiałem zwolnić, ale truchtem piąłem się pod górę. Minąłem punkt kontrolny obok którego umundurowani mężczyźni przygotowywali się do „podróży” tyrolką prowadzącą przez stary kamieniołom obok którego biegła trasa biegu. Dotarłem do leśnego, kamiennego traktu, dalej do łąki i w dół gruntową drogą przez las na stromą hałdę. Bardzo stromo w dół, kamienną ścieżyną i w lewo do „łamacza złota” – budynku starej kopalni. Drewnianymi schodami w górę i wzdłuż torowiska ponownie do kopalni. Było nieźle lecz nie wiedziałem, czy dobrze, bo Gremlin nie namierzył odcinka w kopalni – on nie lubi podziemi! Wbiegłem do drugiej części kopalni złota i między torami podążałem przed siebie. Nikogo nie było. Jedynie strzałki na ścianach informowały o kierunku biegu. Dotarłem do stalowych schodów. Trzydzieści metrów do góry. Nie biegłem lecz pokonywałem po dwa stopnie, dla ułatwienia wciągając się rękoma do góry. Słyszałem jak kolejni zawodnicy tuż nade mną kończyli wspinaczkę, bo jakaś luźna blacha dudniła, gdy na nią stawali. Trzy takie same odgłosy co kilka sekund. Było więc ich trzech i wszyscy w moim zasięgu.

05.BPZ 2013- Agnieszka Malik

Agnieszka Malik z Ząbkowic Śląskich  (druga w kategorii kobiet, pierwsza w swojej i znakomity czas: 0:30:28)

Przyspieszyłem, wybiegając w górnej części kopalni i wkrótce miałem ich w zasięgu wzroku. Kilkaset metrów leśnym traktem do góry. Wyprzedzałem ich po kolei i zaczął się ostatni, najbardziej wymagający, bardzo stromy podbieg.  Liści było tyle, że błoto pod nimi było prawie nieosiągalne. Jakby ktoś się wywrócił i stoczył nieco w dół, to pewnie nie byłoby go widać, zanim by się wydostał. Potknąłem się w tej liściastej otchłani, ale upadek nie był bolesny i nie zsunąłem się ze zbocza. Szybkim krokiem dobrnąłem do kolejnego, mocno wyczerpanego zawodnika i zabrałem się za następnego w miejscu gdzie kończył się podbieg. Ostatni leśny trawers, wysoko nad kopalnią. Goniłem najszybciej jak mogłem, bo wiedziałem, że planowane 29 minut może wkrótce wymknąć mi się z rąk. Na więcej nie liczyłem. 2:54min/km – tempo chwilowe. Nie wiedziałem, czy kłamie mój wierny Garmin, czy niedowidzę.

06.BPZ 2013 - Marta Handzlik - Praha

Marta Handzlik z Pragi na ostatnich metrach w drodze do mety (czas: 0:54:45)

Skurcz zaczął łapać mnie za prawe udo, musiało być jednak bardzo szybko. Mimo bólu starałem się nie zwalniać. Jeszcze kilkaset metrów nadziei. Wyprzedziłem Grześka Czajkę z Nowej Rudy, który wystartował minutę przede mną. Na zbiegu dopadłem kolejnych trzech zawodników i prułem stromym zboczem w dół do ostatniego zakrętu tuż przy parkingu. W lewo i mocno do mety. Dotarłem do niej pokonując ten krótki 5km, ale bardzo wymagający dystans o sumie przewyższeń +/-516m, w czasie 0:29:52 – poprawiając ubiegłoroczny wynik o ponad minutę. Według nieoficjalnych wyników jestem piąty w kat. M40 i 26 w klasyfikacji generalnej. W zawodach wystartowało ponad 200 zawodniczek i zawodników. Tradycyjnie mogło być nieco szybciej. Zgubiłem co najmniej dwie minuty. Jedną w pierwszej części kopalni, gdzie panował półmrok i bałem się zaryzykować biegnąc za wolno. Drugą, a może więcej straciłem na ostatnim podbiegu. Wyprzedziłem tam dwóch biegaczy, ale oni wyruszyli na trasę kilka minut przede mną, a to, że ich dogoniłem oznaczało, że nie są zbyt mocni. Być może to mnie zmyliło i wspinałem się do góry trochę za wolno.

P1120459 na FB

Rozłożone w rzędach dynie na polu zalanym słońcem, zrobiły na nas wrażenie.

Ze startu jestem zadowolony, bo spodziewałem się nieco gorszego wyniku. Wracając z Kamilem do Wałbrzycha zatrzymaliśmy się przy dyniowym polu, które widzieliśmy jadąc na zawody. Musiałem zrobić pamiątkowe zdjęcia, bo dynie leżące w rzędach wyglądały naprawdę imponująco. Kończąc moje sprawozdanie słucham pieśni zalecanej przez mojego psychologa dyżurnego Kamila: R.U.T.A. – „Pieśń robotników leśnych Warmii” i powiem Wam, że jest coś w tej muzyce i tych słowach  😉

[youtube Lw2MI9EDjSE nolink]

I jak Wam się podoba R.U.T.A.?

Oficjalna strona biegu: http://www.biegpozloto.pl

Może Ci się również spodoba