Kilka treningów w pięknych Dolomitach

01.Dolomity

TRE CIME DI LAVAREDO

Kilka dni przerwy jeszcze nikomu nie zaszkodziło, wobec tego bez obaw udałem się na wyprawę trekkingowią w Dolomity – piękne góry położone w całości we Włoszech, na terenie Południowych Alp Wapiennych. Jak wspaniałe są te góry miałem się dopiero przekonać. Zdjęcia pokazujące je na stronie organizatora wyprawy, firmy Sport Events z Żywca robiły wrażenie. Ale fotograficzne miniaturki, nawet te najlepiej wykonane, nie są w stanie oddać w stu procentach rzeczywistego obrazu. W ubiegły piątek dotarliśmy do włoskiego miasteczka Pieve di Cadore. Niewielka turystyczna, zadbana miejscowość, nie wyróżniała się niczym od innych które poznaliśmy później. Ale jest to miejsce narodzin Tycjana – czołowego przedstawiciela  szkoły weneckiej włoskiego malarstwa renesansowego. Miasteczko jest  z tego dumne, bo na każdym kroku widniały plakaty i różne informacje na których grubym drukiem widniało: Tiziano! Tiziano! Tiziano!  Tycjan malarzem był wielkim i za swą twórczość zasługuje na największe uznanie.  Od 1533 malarz nadworny Karola V w Bolonii. 1545-1546 przebywał w Rzymie, pracując dla papieża Pawła III. 1550-1551 na dworze cesarskim w Augsburgu. Niektóre jego prace: Miłość niebiańska i miłość ziemska (ok. 1515), Flora (ok. 1515), Grosz czynszowy (ok. 1517), Assunta (1517), Madonna rodziny Pesaro (ok. 1520), Bachanalia oraz Bachus i Ariadna (oba 1522), Prezentacja Marii w świątyni (1534-1538), Danae (1544), Św. Małgorzata (1550-1552), Wenus z lustrem (ok. 1555), Cierniem koronowanie (ok. 1570). Portrety: papieża Pawła III, cesarza Karola V (1533-1538), P. Aretina (1545) i konny Karola V (1548).

02.Dolomity

Oznaczenie 17,5km biegu – „16th Südtirol Drei Zinnen Alpine Run”

Zakwaterowano nas w hotelu „Albergo Al Pelmo” znajdującego się kilkaset metrów od niewielkiego rynku na którym stoi pomnik Tycjana. Hotel przeciętny, położony przy głównej ulicy miasta. Sprzed niego rozpościerał się piękny widok na najbliższe wzniesienia i liczne domy rozłożone poniżej drogi. Pierwszy trening zrobiłem w porze sjesty. Ruch uliczny ustał prawie zupełnie, a w bocznych uliczkach, którymi biegłem nikogo nie było. Temperatura na elektronicznym termometrze umocowanym na jednym z budynków w centrum wskazywała 27 stopni. Było gorąco, ale to mi nie przeszkadzało. Biegłem w dół miejscowości, docierając do asfaltowej drogi przeznaczonej dla rowerzystów w lecie, a dla narciarzy biegowych zimą. O takiej drodze ciągnącej się na uboczu, od miejscowości do miejscowości można u nas tylko pomarzyć. Zbiegałem w dół docierając do innego miasteczka. Minąłem stację kolejową i postanowiłem zawrócić, bo czekało mnie kilka kilometrów biegu pod górę. Mniej więcej w połowie drogi dotarłem do mijanego wcześniej cmentarza. Zajrzałem tam z ciekawości, bo chciałem zobaczyć, jak Włosi czczą swoich zmarłych. Wracając biegłem ciągle pod górę, nadal było gorąco, ale pierwszy trening wypadł całkiem przyzwoicie.

Podczas kilkudniowego pobytu w Dolomitach zwiedziliśmy m.in. TRE CIME DI LAVAREDO (2999m) – masyw górski składający się z trzech szczytów. Nasza droga wiodła wokół niego, skąd mogliśmy podziwiać najbliższe okolice, odpoczywając przy schroniskach znajdujących się nieopodal.

03.Dolomity

Chwila odpoczynku nad pięknym jeziorkiem Sorapis

GRUPPO DEL SORAPIS – JEZIORO SORAPIS (KLEJNOT DOLOMITÓW) Do jeziorka dotarliśmy z przełęczy położonej na wysokości 1805m Większość trasy wiodła przez las. Dopiero później zaczęły roztaczać się wspaniałe widoki. Od schroniska położonego przy Sorapis ruszyliśmy do góry około 500 metrów wyżej. Pogoda była kiepska, ale od czasu do czasu mogliśmy zobaczyć okoliczne szczyty. Momentami padał deszcz, lecz nie było to zbyt dokuczliwe, bo opady były niewielkie. Kolejny dzień miał być naszą wyprawą nad malowniczy wodospad i jego okolice. Ale ćwiczenia włoskich żołnierzy pokrzyżowały nam plany. Teren był zamknięty i ostatecznie wylądowaliśmy w innym miejscu. Dotarliśmy również w rejon Cinque Torri z najwyższym szczytem Torre Grande (2361m) Popularny rejon wspinaczkowy. W pobliżu skał znajdują się zrekonstruowane umocnienia upamiętniające walki z okresu I Wojny Światowej.

Dolomity-Cinque Torri

Cinque Torri (2361m)

Zajrzeliśmy również na najwyższy szczyt GRUPA SELLA – PIZ BOE 3152 (znane jako „Zamek Dolomitów”). Wjechaliśmy wyciągiem na wysokość 2900m, ale to wcale nie oznaczało, że dalej będzie lekko. W nocy spadł śnieg i nasza trasa wiodła ścieżką zasypaną grubą warstwą śnieżnego puchu. Droga na szczyt nie była łatwa. Około 200 metrowe podejście, śliską ścieżką, pokrytą śniegiem wielu osobom sprawiało duże trudności. Ale ostrożności nigdy za wiele. Piękna pogoda. Słońce, lekki mróz i prawie bezwietrznie. Pośpiechu nie było i każdy – pod czujnym okiem przewodników, szczęśliwie dotarł na wspaniały zamek stworzony przez nieobliczalną przyrodę.  Na Piz Boe dotarliśmy z przełęczy na której nocowaliśmy w drugiej części trekkingu. W „Albergo Al Pelmo” karmiono nas kluchami i mięsem. Jakby kiedyś królowa Bona powiedziała miejscowym Włochom, że Polacy nie jedzą warzyw.  Ale na przełęczy w Hotelu „Monte Cherz” jedzenie było wspaniałe. Warzywne przystawki na początek i kilka dań do wyboru. Palce lizać. Tam również zrobiłem dwa treningi. Z przełęczy – Passo Campolongo (1875m) jednego dnia zbiegałem do miasteczka Arabba położonego 273 metry niżej. Następnego dnia dotarłem na przeciwną stronę do Corvary, położonej jeszcze niżej, minus 307 metrów od początku treningu. Biegłem asfaltem, ponieważ trening rozpoczynałem w zupełnych ciemnościach o godzinie 5:30 i tylko niebo pełne gwiazd delikatnie oświetlało białe linie namalowane na jego krawędziach. Tak wcześnie jeszcze nie biegałem, ale nie było wyjścia. Trening, kąpiel, śniadanie i w kolejną ciekawą trasę.

Dolomity - Piz Boe

Widok z Piz Boe (3152m)

Przedostatni dzień włoskiej przygody to wjazd na Marmoladę (3343m) najwyższy szczyt Dolomitów ze wspaniałym lodowcem i pięknymi widokami na najbardziej odległa krańce gór. W czasie I Wojny Światowej mieściła się tutaj górska twierdza, której umocnienia częściowo ukryte były na zboczu lodowca. Na środkowej stacji trzyczęściowej kolejki prowadzącej na Marmoladę znajduje się muzeum upamiętniające obecność żołnierzy w czasie wojny. Na lodowiec nie wjeżdżaliśmy wszyscy, bo część turystów naszej wyprawy udała się piękną doliną na Przełęcz Ombreta (2702m) i przechodząc przez nią dotarli do miasteczka skąd mieliśmy zabrać ich w drodze powrotnej. Trasa była ciężka, około 1300m przewyższenia i kilka godzin marszu. Ale chętnych nie brakowało.

Marmolada

Lodowiec na stoku Marmolady (3343m)

Dolomity zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Piękne góry i zwierzyna która w innych rejonach również jest, ale z trudnością można ją wypatrzeć. Świstaki spotkaliśmy kilka razy, a kozice też za mocno się nie ukrywały. Najbardziej oryginalnym zwierzątkiem była świnka górska spotkana podczas wędrówki na Piz Boe. Łagodny zwierzak był oswojonym i łasym na łakocie mieszkańcem tamtejszego schroniska Forcella Pordoi (2840m) Najnowsza, wojenna historia Dolomitów sprzed kilkudziesięciu lat również mocno zapadła mi w pamięci. Pozostałości umocnień z okresu I Wojny Światowej widoczne były w wielu miejscach. Oczyma wyobraźni widziałem wojenne rozgrywki toczone przy kilkudziesięciostopniowym mrozie, na wietrze lub deszczu pod obstrzałem nieprzyjaciela. To była zacięta walka trwająca przez wiele miesięcy. Pierwszy raz w historii wojen, walka toczona była na tak dużych wysokościach i na tak ogromną skalę. Tuż po powrocie do domu szukałem w Internecie informacji na ten temat i trafiłem na film „The Great War on the Dolomites” Znajdziecie go na chomiku. Warto zobaczyć tragiczną, mało przez nas Polaków znaną, ale pełną heroizmu ciekawą historię.

Dolomity -winogrona

Krzewy winorośli przy Muzeum Wina w Caldero

W drodze powrotnej do Polski mieliśmy przyjemność zwiedzić Muzeum Wina w malowniczym Caldero położonym w Regionie Górna Adyga. Miasteczko leży na słynnym szlaku winnic STRADA DI VINO. Zwiedzanie muzeum rozpoczęło się od możliwości posmakowania winogron, których różne gatunki rosły posadzone tuż za budynkiem. Po zwiedzaniu nastąpiła degustacja miejscowych win z możliwością zakupu najpopularniejszych win regionu. Przewodniczka muzeum bardzo ciekawie opowiadała historię winiarstwa tych okolic. Ale wkrótce trzeba było udać się w dalszą drogę powrotną do domu. Wyprawa w Dolomity była moją drugą wycieczką z biurem Sport Events z Żywca. Dzięki niej mogłem poznać bardzo ciekawych ludzi z całej Polski, którzy również się na nią wybrali oraz profesjonalnych, pełnych wiedzy i zaangażowania przewodników: Martę i Witka, a także niebywale sprawnych kierowców, dzielnie kluczących po górskich zakrętach. Pogoda również nam sprzyjała, a śnieg dodał większego uroku naszym wędrówkom. Ten wpis to jedynie namiastka tego co zobaczyłem, bo nawet z tak krótkiego pobytu w Dolomitach można ułożyć niezłą opowieść.

Slavo 65

Strona organizatora trekkingu: http://www.sport-events.pl

Może Ci się również spodoba