Bieg WOP-isty zaliczony :)

01.Ja i Jarek przed startem

Cieszę się że ponownie mogłem spotkać się z Jarkiem Łuczkiewiczem z Oławy. Jarek jest przykładem profesjonalnego podejścia do tego co robi, dlatego wierzę w jego udany debiut w „Biegu 7 Dolin”

Długo nie mogłem doczekać się pierwszej edycji „Biegu WOP-isty” organizowanego przez Edka Dudka na Dolnym Śląsku w Opawie. Wioska położona jest tuż przy granicy z Czechami niedaleko zalewu Bukówka i miasteczka Lubawka, gdzie dawniej było przejście graniczne. Wiedziałem, że to piękne okolice, bo kilka razy byłem tutaj na turystycznych wyprawach przechodząc Rychory. Stanowiące graniczną, najbardziej wysuniętą na wschód część Karkonoszy, przez którą częściowo miała przebiegać trasa zawodów. Kilka miesięcy wcześniej biegałem po czeskiej stronie w „Karkonossovym Półmaratonie” i czeska trasa zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Tego samego spodziewałem się po naszej stronie gór. Na zawody wybrałem się z Radkiem Mękalem i Adamem Cajzerem. Cieszyło mnie to, że namówiłem Adama na zawody. Od kilku lat nigdzie nie startował z różnych powodów. Potencjał tkwi w nim ogromny i postanowiłem namówić go do powrotu do startów. W 2003 roku był dwunasty w kategorii open na Mistrzostwach Europy w Biegu po Schodach we Wrocławiu. W 2006 wygrał „Nocny Maraton Górski” (w 2003 – zajął III miejsce) Odniósł jeszcze kilka sukcesów na lokalnym rynku biegowym i ze skutkiem biegowo się rozwijał. Szkoda by było aby gnuśniał w domu, mając predyspozycje do mocnego biegania. Do Opawy dotarliśmy dwie godziny przed startem. Po drodze, tuż przed wioską koparka kruszyła asfalt. Zaczepiony przeze mnie operator sprzętu pocieszył nas, że jest inna droga którą możemy wrócić do domu. Ja musiałem zrobić to tego samego dnia, bo moja regeneracja miała przebiegać w pracy na nocnej zmianie, lecz nie narzekam, bo taki jest los biegacza amatora.

02.magda kami i ania

Magda, Kamil i Ania przed startem

Dojechaliśmy do miejscowego boiska, gdzie miał nastąpić start biegu. Tam też, pod namiotem mieściło się biuro zawodów, stał drugi wielki namiot dla uczestników biegu i gotowała się zupa w ogromnym wojskowym kotle. Stał też duży, drewniany stojak, na którym prezentowano na FB, gotowego do usmażenia, wypasionego świniaka. Ale po nim nie było śladu, co trochę nas zmartwiło. Przywitaliśmy się z Komandorem biegu i załatwiliśmy formalności. Było dużo czasu i mogliśmy porozmawiać z Edkiem Dudkiem o bieganiu, przygotowaniach do pierwszej edycji „Biegu WOP-isty” i zrobić pamiątkowe zdjęcia. Wkrótce do Opawy dotarli nasi znajomi; Magda, Ania i Kamil. Przyjechali również głodni sukcesu zawodnicy z „Wałbrzyskiej Grupy Biegowej” Jak zwykle mocna ekipa z Jaszkowej. Moi koledzy Jarek Łuczkiewicz z Oławy i Krzysiek Wajerowski z Oleśnicy, dla których ten start miał być ostatnim mocnym treningiem przed startem w 100km „Biegu 7 Dolin” Ten 100 km bieg, to ich debiut na tym dystansie i liczę na to, że będzie udany, bo wiem że się solidnie do tego przygotowywali. Dojechać miała również ekipa Temmpo Wałbrzych i inni biegacze z całej Polski. Minuty do startu minęły niepostrzeżenie na rozmowach ze znajomymi i rozgrzewce. Słońce mocno przygrzewało, ale chmury na niebie zwiastowały nadchodzącą zmianę pogody. O jedenastej ruszyliśmy z miejscowego boiska. Od samego początku postanowiłem biec mocno. Pierwszy kilometr około 5:00, drugi i trzeci wolniejszy, bo było coraz bardziej pod górę. Ale starałem się jak najmniej stracić na podbiegu. Tuż przed granicą z Czechami wyprzedziłem Kamila Perneja. Liczyłem na to, że mnie nie zauważy i przemknę tuż obok niego. Ale tłoku nie było i to nie mogło się udać. Kamil był po nocnej zmianie i trochę brakowało mu mocy. W przeciwnym razie nie dałby się tak łatwo wyprzedzić. Od turystycznego przejścia granicznego, trasa biegu skręcała w prawo i biegliśmy wzdłuż granicy. Wyprzedziłem kolejnego zawodnika, a następnego udało mi się minąć dopiero przy trzecim podejściu, bo nie chciał odpuścić. Z wąskiej ścieżki prowadzącej wzdłuż granicy ujrzałem odległe Karkonosze z wyraźnym masywem Śnieżki. Ale skręcaliśmy w prawo i nasza droga znikała między drzewami. Zaczęło się mocne zbieganie. Kamienną ścieżką rwałem do przodu, nie przejmując się tym że mogę upaść. Nasza mistrzyni Iza Zatorska wspominała w jakimś wywiadzie, że biegi górskie wygrywa się na zbiegach i to najwyraźniej mocno utkwiło mi w pamięci. Przyspieszałem. Garmin wskazywał 3:50, 3:40:, 3:30, a ja mocniej dokręcałem. Bo zbliżałem się do kolejnego zawodnika. Wiedziałem, że inni również na tym odcinku będą chcieli zniwelować stratę czasową zrobioną na podbiegu.

Biegacze z W-cha na WOP

Biegacze z Wałbrzycha przed startem w Opawie. Było nas więcej, ale nie wszyscy załapali się na zdjęcie.

Dogoniłem go na bardziej stromym odcinku kilkukilometrowego zbiegu. Po tym jak go pokonywał i jak mi odskoczył na wypłaszczeniu wnioskowałem, że pewnie nie biega po górach, ale jest mocny. I jeśli nie wyprzedzę go na zbiegu, to na płaskim już nie dam rady tego zrobić. Usłyszałem hałas na kamiennej drodze i w tym momencie wyprzedzał mnie zawodnik, którego minąłem dwa km wcześniej na podbiegu. Był starszy, co najmniej o kilka lat. Niższy, umięśniony. Sylwetką nie przypominał rasowego biegacza. Ale biegł bardzo mocno. Z zazdrością patrzyłem jak mija mnie i zawodnika z którym od jakiegoś czasu walczyłem. Zrobił to z lekkością Kenijczyka. To był naprawdę wspaniały bieg. Wkrótce obydwaj mi odskoczyli. Wbiegliśmy na asfalt prowadzący przez wioskę. Przebiegliśmy przez nią i dostaliśmy się na gruntową drogę, tym razem ciągnącą między polami i łąkami. Piękne okolice. Góry, łąki i las. Biegłem samotnie. Nikogo już przede mną nie widziałem. Za mną również zrobiła się pustka. Dobiegłem do pola na którym leżały olbrzymie bale słomy, mechanicznie owinięte folią. Na niektórych widniały wielkie strzałki kierunkowe namalowane przez organizatora biegu. Wyglądało to ciekawie. Szkoda, że nie mogłem zrobić zdjęcia. Przebiegłem przez niewygodne rżysko, docierając do gruntowej drogi. Obejrzałem się za siebie. Ujrzałem zbliżających się zawodników. Przyspieszyłem. Kolejny punkt z wodą. Łyk wody i dalej, bo konkurencja napierała. Każda sekunda się liczy. Dotarłem do krawędzi lasu, ponownie wzdłuż pola itd. Trasa biegu była urozmaicona. Na pewno nikt się nie nudził. Nie była trudna w porównaniu z innymi górskimi biegami. Ale charakteryzowała się dużą zmiennością podłoża. Asfalt, kamienna droga, szutr, rżysko, polna droga lub bardzo wąska, niknąca w zaroślach ścieżka. To wszystko czekało na nas na trasie. Cały dystans składał się z mocnego kilku kilometrowego podbiegu na początku wyścigu. Następnie trasa opadała w dół, a na tym spadku znajdowało się kilka długich uciążliwych, ale mniej stromych podbiegów. W drugiej części biegu, dostaliśmy się na czeską stronę, przemieszczając się przez przedmieścia Zaclerza. Przebiegaliśmy przez wioskę Bobr położoną przed miasteczkiem. Asfalt który był wygodny, uśpił moją czujność i trochę za mocno zwolniłem. Pierwszy raz odkąd biegam, nie mogłem doczekać się na twardą nawierzchnię. Mocny ból  lewej stopy pod dużym palcem, coraz bardziej dawał mi się we znaki. Asicsy w których biegłem to lekkie, wygodne obuwie. Niestety nadal biegam trochę za ciężko i za mocno uderzam stopą o podłoże. A w tym terenie to się na mnie zemściło. Ból był dotkliwy i po szutrze biegłem starając się nie dotykać palcami do podłoża. Pewnie z daleka wyglądało to dziwacznie. Ale każde dotknięcie drogi palcami było bardzo nieprzyjemne. Obejrzałem się za siebie i na długiej prostej między budynkami wioski, mignęła mi sylwetka innego biegacza. Nie wiedziałem, kto nim jest. Ale po odbiciu słońca w charakterystycznych okularach, przypuszczałem, że to mógł być Jarek z Oławy. On jak na ultrasa przystało, rozkręca się w miarę biegu i wiedziałem, że jeśli mu nie odskoczę to będzie po mnie. Przyspieszyłem i z 5:30 zszedłem poniżej piątki na kilometr. Ale to było wszystko na co mnie stać. Jarek zbliżał się nieubłaganie. Dopadł mnie na 20km Zamieniliśmy kilka słów i starałem się za nim podążać, bo kolejny zawodnik nas doganiał. To uratowało mnie przed utratą kolejnej pozycji. Końcowy kilometr biegu prowadził przez niewygodne rżysko, na którym jedyny ślad pozostawił prawdopodobnie quad organizatora. Nogi zapadały się w ziemi porośniętej polną roślinnością. Trasa opadał w dół, prowadząc polną drogą do linii mety. Przyspieszyłem na wszelki wypadek, chociaż nie widziałem już zawodnika za sobą. Jarek odskoczył ode mnie i finiszując dotarł do celu około pół minuty przede mną. Ja również wkrótce tam dobiegłem zwiększając o kilkanaście sekund przewagę nad kolejnym zawodnikiem. Bieg w Opawie, to był mój dobry występ. W zasadzie nie mam sobie nic do odrzucenia. Jedynie długi asfaltowy odcinek przez czeskiego „Bobra” mogłem przebiec nieco szybciej. Ale i tak nikogo bym nie dogonił. Może udałoby mi się obronić przed Jarkiem, ale on nie biegł na maksa i pewnie na ostatnim kilometrze mógłby mocniej podkręcić, gdyby zaszła taka konieczność. 21 km trasę „Biegu WOP-isty” pokonałem w czasie 1:47:20 ze średnim tempem 5:06 min/km docierając na metę na 16 pozycji. W kategorii wiekowej ostatecznie byłem piąty. Piszę „ostatecznie” bo ludzie odpowiedzialni za wyniki trochę się pogubili i namieszali w kategoriach wiekowych. W pewnym momencie byłem nawet na pudle, ale wolałem poczekać na ostateczne wyniki – po co być później rozczarowanym.

My medaliści WOP

Na piękne pamiątkowe medale trzeba było zasłużyć i nieźle się napocić.

Adam Cajzer dotarł do mety na 18 pozycji (1:51:36) i to był jego dobry występ po bardzo długiej przerwie. Radek Mękal zaskoczył mnie pozytywnie docierając do mety na 26 pozycji z czasem 1:54:49 Kamil Pernej odnalazł się na trasie i dotarł razem z żoną Anią szczęśliwie na metę. Magda Toczyłowska dobiegła do mety uzyskując czas 2:11:56 i była pierwsza w swojej kategorii wiekowej. Znakomicie wypadł Michał Rais z Wałbrzyskiej Grupy Biegowej zajmując 3 miejsce w kat. Open (1:33:03) Na oficjalne wyniki biegu w sieci pewnie trzeba będzie poczekać, ale jeśli ktoś chciał znać nieoficjalne to mógł je otrzymać na miejscu. Podsumowując bieg w Opawie. Debiut „Biegu WOP-isty” wypadł nieźle. Za 30zł można było otrzymać pamiątkową, bawełnianą koszulkę, mapę okolic, talon na posiłek na który składały się napoje: piwo, kawa, herbata oraz smażona kiełbasa i grochówka z ogromnego kotła. I świniak pojawił się na ogromnym ruszcie, a mięsa z niego można było się najeść do woli. Grała orkiestra. Deszczu również nie brakowało. Na szczęście był chwilowy i nie miał większego wpływu na przebieg imprezy. Trasa biegu bardzo ciekawa. Mieliśmy do niej pewne zastrzeżenia. Ale chodziło tylko o oznaczenia, co do których zdania były bardzo odmienne. Adam twierdził że trasa była źle odznaczona, bo zgubił się i musiał zawracać tracąc kilkaset metrów, Radek mówił że nie ma zastrzeżeń. Ja byłem po środku, bo uważałem, że mogło być lepiej. Przy znakowaniu trasy należy brać pod uwagę jeszcze jeden czynnik, na który organizatorzy różnych biegów nie zwracają uwagi: LUDZKĄ GŁUPOTĘ I ZŁOŚLIWOŚĆ. I tak było w Opawie. Ktoś na jednym odcinku trasy zerwał taśmę odgradzającego niewłaściwą drogę. W tym miejscu zgubił się Kamil i zrobił dodatkowe 4km. A wracając zauważył, że taśma w miejscu w którym przebiegał, zagradza złą drogę w którą wcześniej wbiegał. Pewnie ktoś z organizatorów poprawił oznaczenie.

Zwycięzcy WOP

Zwycięzcy I Biegu WOP-isty w Opawie – Ewa Hofman i Jerzy Uliasz

W Opawie czuło się zdrową biegową atmosferę, którą stworzyli organizatorzy. Komandor biegu Edward Dudek rozmawiał z każdym kto tylko miał na to ochotę i zachęcał do zabawy. Andrzej Świerad również. Obsługa była miła i czuło się, że to co robią sprawia im przyjemność. Panowie od pomiaru czasu nie zgrywali ważniaków i pewne nieścisłości powstałe w wynikach, po sprawdzeniu korygowali bez problemu. Warto było tutaj przyjechać, bo „Bieg WOP-isty” to była prawdziwa biegowa uczta. W pierwszej edycji brało udział 59 osób startujących w biegu i kilkunastu uczestników Nordic Walking.  Nie mam wątpliwości, że za rok zjawi się większa liczba osób lubiących dobrą zabawę i sportową rywalizację.

Zwycięzcy – open:
1) Uliasz Jerzy – Bystrzyca Kłodzka / LKS Iskra Jaszkowa – 1:31:14
2) Jurczak Tomasz – MUKN pod Stróżą – 1:32:54
3) Rais Michał – Grupa Biegowa Wałbrzych – 1:33:03
Najlepsza kobieta:
Hofman Ewa – Jelenia Góra / Regle Szklarska Poręba – 1:56:02 (Open 27)
 
Oto wyniki zawodów jakie otrzymałem:
Bieg WOP-isty 2013 – wyniki

Slavo 65

Może Ci się również spodoba