Bieg na Śnieżnik – ostatni bieg D.F.B.G.!

ja na trasie

Zdjęcie na najszybszym kilometrze podczas niedzielnego startu

Do Siennej, w której mieści się Ośrodek Narciarski „Czarna Góra”, dotarłem przed godziną dziewiątą wraz z małżonką i dwiema koleżankami. Ja miałem wystartować w 10 kilometrowym „Biegu na Śnieżnik,” a one wjechać wyciągiem na Czarną Górę i stamtąd udać się na szczyt Śnieżnika. Mogły wjechać za darmo, bo dla kibiców, którzy przyjechali z biegaczami, bilet na wjazd wyciągiem do góry był darmowy. W biurze zawodów mieszczącym się w namiocie załatwiłem formalności, a kobiety pojechały do góry. W pakiecie startowym miła niespodzianka. Wspaniała koszulka techniczna firmy Salomon, w kolorze dla faceta trudnym do określenia. Na pewno nie była niebieska, czerwona, czarna, biała, zielona ani żółta. Po prostu była innego koloru. W pakiecie znalazłem jeszcze wafelki energetyczne firmy Nutrend, smycz z logo imprezy, pakiet zniżek na wstępy do różnych pobliskich atrakcji turystycznych oraz mapę okolic z naniesionymi trasami biegów D.F.B.G. Nie robiłem mocnej rozgrzewki, bo upał był już znaczny. Rozciąganie, zwłaszcza łydek i kilkanaście krótkich podbiegów – to powinno wystarczyć.

niesamowity zawodnik DH

Niesamowity zawodnik podczas zjazdu na Mistrzostwach Polski DH w Siennej

W ośrodku sportowym w Siennej, w dzień naszych biegowych zawodów było również wielu rowerzystów, bo odbywały się Mistrzostwa Polski w Downhillu. Wracając ze Śnieżnika miałem przyjemność oglądać niesamowite zjazdy uczestników mistrzostw. Szkoda, że o takich imprezach nie mówi się w mediach. Z pewnością na zawody przyjechałoby więcej kibiców, bo w wielu miejscach na trasie zjazdu, można było obserwować zmagania zawodników z trudną trasą i zrobić naprawdę interesujące zdjęcia. Zapewniam was, szalone zjazdy z niezwykłą prędkością, bardzo odważnych i sprawnych zawodników robią ogromne wrażenie. Ja o imprezie dowiedziałem się dopiero z afiszu wiszącego na ogrodzeniu przy wyciągu.

DSCN4730

Kolejni zawodnicy 10 – kilometrowej wspinaczki na szczyt

Według wykresu trasy „Biegu na Śnieżnik”, mieliśmy biec od razu pod górę, a już na samym początku czekał na nas najbardziej stromy odcinek biegu. Później mniej stromo, następnie około 2km lekko z góry i mozolna kilku kilometrowa wspinaczka do mety. Nie miałem specjalnego planu na ten bieg. Chciałem zrobić go w czasie między godziną,  a godziną i dziesięć minut. Zawsze staram się, aby plany pokrywały się z moimi aktualnymi możliwościami i tak jest w porządku. Tuż przed zawodami, na linii startu przywitał nas Piotrek Hercog i o 10:00 ruszyliśmy. Biegacze ustawieni z przodu nie narzucili ostrego tempa, bo od początku trasa wiodła do góry. Pierwszy kilometr był łagodniejszy niż się spodziewałem i biegłem poniżej 5:30. Ale wkrótce wybiegliśmy z lasu na bardzo stromy stok narciarski i zaczęła się mozolna wspinaczka do góry. To był ten odcinek, na którym spodziewałem się największej straty czasowej, bo tak strome podbiegi (podejścia) są dla mnie niezwykle trudne. Stąd ostatnie treningi robione marszobiegiem na trudnych zboczach Gór Suchych. Może przyniosą w końcu spodziewane efekty, ale pewnie nie tym razem. Od czasu do czasu podbiegałem, bo kilku zawodników wyprzedziło mnie szybkim marszem i trochę zmusiło mnie to do szybszej wspinaczki. Jedna zawodniczka biegła od miejsca w którym zaczęliśmy wspinać się na stok. Wiedziałem że jest z czołówki polskich biegaczek górskich i nie byłem zdziwiony z jaką wprawą, nieco pochylona do przodu, drobnymi kroczkami wbiega pod strome zbocze. Patrzyłem z zazdrością jak mija kolejnego zawodnika. Wyglądała jakby robiła to bez wysiłku, ale wiedziałem, że w swoją mozolną wspinaczkę do góry wkłada ogrom pracy. Byłem coraz bardziej zły na siebie, że nie potrafię przyspieszyć, a  raczej, że tak łatwo się poddaję. Dla wytchnienia i zebrania myśli obejrzałem się za siebie. Wspaniały widok rozciągał się z trawiastego zbocza na okolice.

DSCN4714

Ostatnie metry pierwszej edycji „Biegu na Śnieżnik”

Poniżej widziałem wielu uczestników zawodów i kalkulowałem, że jestem co najmniej w drugiej dziesiątce. Szkoda, że po raz kolejny tak szybko odpuściłem. Na refleksje było już za późno – to były ostatnie metry podbiegu, który powinienem pokonać o wiele szybciej. Dziesięć metrów straty na takim podejściu daje kilkadziesiąt metrów straty na płaskim. A kilkadziesiąt  – kilkaset metrów straty, a to może być już nie do odrobienia, zwłaszcza na krótkiej trasie jaką mieliśmy do pokonania. Zbiegliśmy ze stoku na leśną drogę. Niemal od początku zacząłem biec szybciej i minąłem jednego zawodnika, potem kolejnego, a za zakrętem następnych uczestników biegu. Wygodny leśny trakt wiódł łagodnie, ale ciągle pod górę. Nie zwalniałem. Zerkałem na mojego najlepszego doradcę „Gremlina” Biegłem pod górę w granicach 5:05 – 5:30 Zwalniałem tylko z przyzwyczajenia i musiałem co jakiś czas kontrolować tempo spoglądając na zegarek. Mój wewnętrzny mechanizm automatycznego spowalniania działa niezawodnie i bez kontroli biegnę poniżej swoich możliwości. Od dłuższego czasu miałem przed sobą dwóch zawodników. Widziałem, że jeden z nich słabnie. Bo kilka razy przechodził do marszu. Czekałem na dogodny moment do ataku, bo wkrótce miał nastąpić łagodny zbieg. Tylko tam byłem w stanie ich wyprzedzić. W oddali ukazał się oddalony masyw Śnieżnika na tle błękitnego nieba. Piękna pogoda, wspaniały widok, mocne słońce i chłodny wiatr. Przyspieszyłem, oczekiwany zbieg właśnie się zaczął. Wyprzedziłem ich bez problemu, to był mój najszybszy kilometr – 4:30 min/km, ale wiedziałem, że to nie wszystko. Musiałem zrobić jeszcze co najmniej kilkaset metrów przewagi, żeby nie dogonili mnie na stromym podejściu pod Śnieżnik. Wkrótce minąłem żonę z koleżankami zmierzającymi na szczyt Śnieżnika. Ona była zaskoczona, bo nie spodziewała się mnie tak szybko, ale zdążyła zrobić zdjęcie.

Ławka z widokiem na Świat

Ławka z widokiem na Świat – warto było się trochę pomęczyć, żeby to zobaczyć!

Po kilkuset metrach nastąpił kolejny trudniejszy odcinek podbiegu. Przeszedłem kilka razy do marszu dla złapania oddechu i znacznie zwolniłem tempo. Ale w końcu zauważyłem, że przesadzam z tym odpoczynkiem i zacząłem wmawiać sobie w myślach budujące pierdoły o wielkości, niezniszczalności i swojej niesamowitości. Chwyciło i mogłem biec szybciej. Minąłem „Schronisko pod Śnieżnikiem”, gdzie znajdował się punkt z napojami. Zrobiłem łyk wody, a resztę wylałem na głowę i zaczęła się wspinaczka na szczyt. Marszobiegiem pokonywałem stromy fragment trasy obserwując napierających zawodników. Oni nie odpuszczali. Jak zaczynali bieg, ja również biegłem. Kiedy przechodzili do marszu, ja również. Doganiałem jakiegoś zawodnika, ale on pilnował żebym się do niego nie zbliżył. Dla postronnego obserwatora może nic się szczególnego nie działo. Ale gdyby umiał czytać w myślach, to wiedziałby o naszych kalkulacjach i czuł nasz wysiłek. Zrozumiałby wówczas, że na stromym zboczu Śnieżnika, kilkaset metrów przed szczytem toczy się zawzięta walka.

00.Ja na szczycie Śnieżnika

Pamiątkowe zdjęcie na Śnieżniku. W oddali góra spod której zaczął się nasz bieg.

Zbliżałem się coraz bardziej do mety i do zawodnika przede mną. On był czujny. Nie dał wyprzedzić się na ostatnich metrach i tak dobiegliśmy do mety. Wspaniała pogoda panowała w dniu zawodów, a widok ze szczytu był imponujący. Dowiedziałem się, że dobiegłem na 15 pozycji. Zrobiłem kilka zdjęć i udałem się w dół, bo żona z koleżankami nie dotarła jeszcze na szczyt, a tutaj mimo upału, wiał zimny wiatr i nie chciałem się wychłodzić. Wróciłem ponownie na górę tym razem z kobietami. Ubrałem się w pożyczoną od żony kurtkę, bo moja odzież do przebrania była w punkcie przy schronisku. Posiedzieliśmy dłuższą chwilę, by podziwiać niesamowite widoki i zaczęliśmy schodzić w dół. Zawody nadal trwały i schodząc zachęcaliśmy zawodniczki i zawodników do biegu. Kilkaset metrów od szczytu widziałem uczestnika zawodów, który biegł w „japonkach”, a właściwie szedł w towarzystwie dziennikarki TV Kłodzko i udzielał wywiadu. Dosłyszałem że mówi o wolności, energii i kosmosie oraz o tym jak to on, dzielny samarytanin uwolnił psa, który później bezradnie błąkał się na szczycie. Dzięki dredom, kapciom i zwierzakowi stał się obiektem zainteresowania telewizji, a pies został bohaterem. Życie!

Zawodnik w kapciach i jego opowieść

Zawodnik w kapciach (japonkach) i jego opowieść o życiu dla lokalnej telewizji

Zrobiliśmy dłuższą przerwę przy schronisku. Tam też dowiedziałem się od obsługi zawodów, że wyniki biegu dostępne będą w Lądku Zdrój. To była kolejna nowość jaka spotyka mnie od czasu do czasu na różnych zawodach. Organizatorzy imprez prześcigają się w pomysłach. Tym razem, aby dowiedzieć się który byłem w kategorii wiekowej, musiałem udać się w miejsce oddalone prawie o trzydzieści kilometrów od trasy zawodów. Dobrze, że nie sto! Pojechałem tam, bo wiedziałem, że jestem wysoko w klasyfikacji i może znajdę się w pierwszej trójce. Niestety, brakowało dwóch minut do pudła, niepotrzebnie straconych na drugim kilometrze. „Bieg na Śnieżnik” pokonałem w czasie 0:59:24 zajmując 15 miejsce w kat. Open i 4 pozycję w kat. M 40 Tempo biegu 5:56min/km Zawody ukończyło 75 osób. Nie mam większych zastrzeżeń do organizacji imprezy oprócz braku możliwości sprawdzenia nieoficjalnych wyników na miejscu zawodów. Co przy dzisiejszej technice nie powinno być niczym nadzwyczajnym. Poza tym wszystko przebiegało sprawnie, a trasa biegu warta jest ponownego udziału w kolejnej edycji zawodów. Śnieżnik to wspaniała góra na którą należy zajrzeć od czasu do czasu.

Najszybsi zawodnicy i zawodniczki w biegu na szczyt Śnieżnika:

1) Chorazy Lucjan (Skawinki) – 46:46
2) Leśniak Kamiel – 48:01
3) Faron Robert (Zalesie) – 48:16
4) Franaszczuk Wojciech – 54:07
5) Zając Grzegorz (Wałbrzych) – 55:05
6) Wiącek Marek (Wrocław) – 55:34
7) Kapyczok Michał (Siemianowice Śl.) – 56:36
8) Słobodzian Jerzy (Dzierżoniów) – 56:42
9) Jakubowski Artur (Chęciny) – 57:04
10) Pękala Krzysztof (Częstochowa) – 57:08
12) Piskorowska Danuta (Wrocław) – 57:54
15) Mój wynik  (Wałbrzych) – 59:24
22) Wilińska Natalia (Wrocław) – 1:02:39
29) Matejczuk Agata (Łódź) – 1:04:55
Bieg ukończyło 75 osób.

Slavo 65

Może Ci się również spodoba