Krkonošský půlmaraton :)

1.zacler półmaraton

Zacler – rynek

Do czeskiego Zaclerza przyjechaliśmy w sobotę popołudniu. Start biegu rozpoczynał się o godzinie 16:00 Z Wałbrzycha miała być 6 osobowa ekipa, ze Strzegomia – Grzesiek Sulima i Zbyszek Twaróg oraz kilku zawodników z innych miejscowości Dolnego Śląska. Artur Żak od dawna pozytywnie wypowiadał się o organizowanym  biegu w Zaclerzu. Startował w ubiegłorocznej, pierwszej edycji i górski półmaraton bardzo mu się spodobał. On lubi czeskie klimaty, czyli luzik bez spinu, kameralny klimacik, niewielkie opłaty startowe i mocne bieganie, bo Czesi szybcy są niesamowicie. Dlatego często namawia nas na wspólne wyjazdy do Czech i biegamy coraz większą grupą u naszych sąsiadów z południa. Ja również polubiłem czeskie bieganie i w tym roku planuję zaliczyć jeszcze trzy górskie biegi. Okolice w których miały odbywać się zawody, znałem z kilku turystycznych wypadów.

2.Arek Kochman na mecie

Arek Kochman na mecie

Wiedziałem, że trasa na pewno będzie charakteryzowała się długimi, mozolnymi podbiegami i zbiegami, o podłożu szutrowo – gruntowym i taka była. Samochody zaparkowaliśmy na małym parkingu mieszczącym się tuż obok niewielkiego zaclerskiego ryneczku. Biuro biegu mieściło się na stoliku pod drzewami, przy deptaku obok głównej drogi przecinającej centrum tej niewielkiej miejscowości. Uczestników było niewielu, ale nie spodziewałem się tłumów, bo przeglądałem listę startową dzień przed zawodami. Zapłaciliśmy po stówce wpisowego i rozgrzewaliśmy się truchtając. Około godziny 16:00 ruszyliśmy. Trasa od samego początku (wbrew wykresowi na stronie biegu) prowadziła ostro do góry. Najpierw brukiem, później asfaltem. Po kilkuset metrach wbiegaliśmy do lasu i gruntową drogą zbiegaliśmy w dół. Tam należało przyspieszyć, bo szkoda takiej okazji marnować. Wkrótce zaczęła się mozolna, kilku kilometrowa wspinaczka do góry, częściowo lasem lub jego skrajem.

3.Magda Toczyłowska na mecie

Magda Toczyłowska na finiszu

Po prawej stronie rozciągały się soczyste łąki, mocno nawilżone przez ostatnie długotrwałe deszcze. W oddali widniały graniczne, zalesione wzniesienia z dużym, widocznym z bardzo daleka kamieniołomem na jednym z nich. Było bardzo ciepło i roiło się od uciążliwych owadów. Natomiast brakowało tlenu – zawsze mi go brakuje na początku biegu. Wchłaniałem więc go łapczywie, razem z drobnymi muchami natrętnie krążącymi wokół. Czołówki wyścigu już dawno nie było widać. Za plecami miałem kilku zawodników, w tym Grześka ze Strzegomia, którego chciałem koniecznie zgubić i odkuć się za bieg w Jedlinie, który przegrałem z nim na ostatnich kilkuset metrach. Wiedziałem, że muszę odskoczyć co najmniej na kilometr. Bo przy małej przewadze, na tak długim dystansie może mnie dogonić. Na podbiegach jest słabszy ode mnie, ale na zbiegach i w płaskim terenie potrafi nieźle przycisnąć. Na bardziej stromych odcinkach tego długiego podbiegu, przechodziłem co jakiś czas do marszu, by po chwili powracać do biegu. Powtarzałem swoją prymitywną, ale skuteczną, biegową mantrę: „raz, dwa, trzy, cztery … i tak do dziesięciu.” Co najmniej do pięciu dziesiątek. A później przechodząc do marszu, liczyłem do dwóch dziesiątek i tak w kółko. Bez tego mózg wmawia mi, że jestem słaby, że nie dam rady i w ogóle jestem do niczego. To pozwala zapomnieć o tym co robię i dzięki temu biegnę szybciej, nawet na trudnych podbiegach. Marszobieg jest dobrym rozwiązaniem, pod warunkiem, że nie zwalniasz. Ciągły bieg pod górę może być bardziej męczący – nieustanne podchodzenie również.

4.Ekipa z Polski

Ekipa z Polski po wyścigu

Minąłem duży bunkier ukryty wśród roślinności,  później rowerzystę mozolnie wjeżdżającego do góry i jakiegoś biegacza. Około 5 kaema, zacząłem doganiać Artura. Widziałem, że coś z nim jest nie tak, bo co jakiś czas w biegu rozmasowywał udo. Minąłem zawodniczkę biegnącą tuż za nim i przyszła kolej na niego. Wyprzedziłem Artura,  ale wiedziałem, że jak dojdzie do siebie, to mi nie odpuści. Starałem się zrobić  jak największą przewagę. Wkrótce skończył się podbieg. Dotarłem na grzbiet Rychorów,  biegłem kilkadziesiąt metrów wzdłuż ogrodzenia  i do punktu żywieniowego który się tutaj znajdował. Chwyciłem kubek z wodą, podany przez obsługę. Zrobiłem dwa łyki, resztę wylewając na twarz. Nie zatrzymywałem się ani na moment. Dzisiaj po raz pierwszy udało mi się prawidłowo nawodnić i energetycznie zasilić przed zawodami. Bo po 9 km biegu nie czułem odpływu energii, ani potrzeby picia, chociaż było ponad 20 stopni w cieniu. Wokół rozciągały się górskie łąki zza których w oddali widniały liczne wzniesienia, ale trasa biegu prowadziła do lasu, by ponownie odsłonić piękne widoki, tym razem odległych Karkonoszy. Dotarłem do granicy wyprzedzając kolejnego zawodnika, który próbował ze mną trochę powalczyć, ale zrezygnował, a ja przyspieszyłem. Szutrowa droga coraz mocniej opadała w dół. Zaczął się bardzo stromy zbieg. Trzeba było patrzeć pod nogi, ale ryzykując potknięcie grożące upadkiem, nie mogłem oprzeć się pokusie i spoglądałem co chwilę na odległe góry.

6.Integracja

Czesko – Polska integracja. Artur rozmawia z czeskimi zawodnikami.

Górskie bieganie to wspaniała sprawa. Biegnąc przez ciekawe, urozmaicone okolice, czując zapach kwiatów, trawy i lasu, słysząc ptaki  – zapominasz o bólu i kilometrach dzielących cię od mety. Jeśli o tym zapomnieć nie możesz, to znaczy, że musisz jeszcze trochę potrenować, bo jesteś za słaby. Albo powinieneś robić coś innego, skoro cię to nie kręci. Zbiegając w dół, a następnie zakręcając ostro w lewo, zerknąłem do góry i zobaczyłem Artura, który najwyraźniej kryzys miał już za sobą, bo minął tych biegaczy, których kilka minut wcześniej zostawiłem w tyle. Teraz zaczął się łagodny, ale długi podbieg leśnym traktem. Zerkałem na „Garmiego.” On w najgorszych momentach pokazywał 5:30min/km Było dobrze, biegłem pod górę w niezłym tempie. Wkrótce dotarłem do leśnej chaty, przy której był ostry zakręt w lewo i zaczął się niesamowicie stromy podbieg. Kamienną, zniszczoną przez obfite opady ścieżką, mozolnie piąłem się do góry. Było ciężko. Mokre kamienie obsuwały się spod butów. Artur zbliżał się coraz bardziej, a za nim inni zawodnicy. Próbowałem podbiegać, ale było zbyt stromo. Wykorzystałem to podejście na zasilenie organizmu, wciskając w siebie żel energetyczny – mocno popijając wodą. Planowałem nie robić przerwy przy następnym punkcie żywieniowym, aby odskoczyć Arturowi trochę bardziej. Dotarłem do punktu i mijając go zacząłem zbiegać drogą, przecinającą rozległą łąkę. Ponownie ukazały się niesamowite widoki, tym razem przedgórza Karkonoszy. Artur również się nie zatrzymał – pewnie kalkulował podobnie jak ja, chcąc mnie koniecznie dogonić. Wiedziałem, że 200-300 metrów przewagi nad nim, na 3km przed metą, to będzie zbyt mało, żeby dobiec przed nim do mety. Bo on potrafi biec naprawdę bardzo szybko. A ostatnie kilometry prowadziły leśnym traktem, opadającym w dół do Zaclerza. I dogonił mnie na ostatnim kilometrze. Bez problemu wyprzedził i tak już zostało do końca wyścigu.

5.Najlepsze kobiety

Najlepsze kobiety – od lewej Marie, Lucie i Ania

Bieg ukończyłem na 20 pozycji, pokonując dystans w czasie 1:55:10, ze średnią prędkością 5:27min/km Z wyniku jaki uzyskałem jestem zadowolony – nie spodziewając się takiego rezultatu, bo jeszcze czułem „Chojnik Maraton” w kościach. Muszę pochwalić organizatorów „Karkonoskiego Półmaratonu” za znakomicie oznakowaną trasę. Co kilkaset metrów, w ziemię wbite były słupki z tabliczkami, na których znajdowały się strzałki kierunkowe, a dodatkowo na skrzyżowaniach dróg, namalowano sprejem na drodze, wyraźne znaki wskazujące kierunek biegu. W zawodach brało udział 47 uczestników, w tym kilkunastu z Polski. Grzesiek mnie nie dogonił i dobiegł na metę cztery minuty po mnie. Ale muszę przyznać, że ostatnio z powodu kontuzji mniej biegał i nie był w pełnej dyspozycji. Kamil Pernej i Przemek Mikołajczak z którymi przyjechałem – byli przede mną, co wcale mnie nie zaskoczyło. Młodzi są, moc mają i spore rezerwy do wykorzystania. Niestety z męskiego składu polskiej ekipy, nikt nie zaliczył pudła. Dobrze, że były z nami dziewczyny, bo Ania Pernej zajęła trzecie miejsce w kategorii kobiet, a Magda Toczyłowska była druga w swojej kategorii wiekowej. Zbyszek, który przyjechał z Grześkiem, dobiegł na metę kilka pozycji za mną i nie był zadowolony ze swojego występu. Ale góry nie są jego mocną stroną. Dobrze, że z nami startuje, bo na pewno dzięki temu, będzie jeszcze szybszy na asfalcie, po którym najczęściej biega. Zawody w Zaclerzu uważam za udane. Pozytywnie będę je wspominał i na pewno znajdą się w moich planach startowych w przyszłym roku.

7.ania zacler medal

Oryginalny medal jaki otrzymała Ania za III miejsce w klasyfikacji kobiet

Najszybsi mężczyźni:
1) Kupidlovsky Daniel – 1:32:36
2) Randak Karel – 1:34:43
3) Duch Miroslav – 1:34:50
Najszybsze kobiety:
1) Havlova Marie – 1:49:15
2) Lustincova Lucie – 2:02:43
3) Pernej Anna – 2:10:11
.

Strona zawodów: http://krkonosskypulmaraton.cz

Slavo 65

Może Ci się również spodoba