Na niczym mi nie zależy, na niczym …

Slavo-małeNa niczym mi nie zależy, na niczym mi nie zależy… itd. Powinienem powtarzać to jak mantrę, aby Wszechmogący uwierzył i dał mi święty spokój. Wtedy powie:  „skoro mu nie zależy, to nie będę go gnębił i znajdę sobie inną osobę do poniewierania. Znajdę sobie kogoś, komu udowodnię, że nic mu się nie uda, bo ja tak Wszechwładny chcę!”. Tak tylko narzekam, ponieważ gdy tylko chcę coś osiągnąć, (a jak czegoś chcę – to mi na tym zależy), wówczas wiatr w oczy i pod górkę. Wiem, że Wam również nie jest lekko. Przynajmniej niektórym, albo wszystkim, ale na szczęście tylko od czasu do czasu.  Wcale mnie to nie pociesza. Jeden z moich kolegów, któremu zależało – ciężko zachorował. Drugiemu żona poważnie zachorowała i nie ma czasu, ani ochoty do biegania, a kolejny nabawił się poważnej kontuzji. Takie czarne myśli naszły mnie w ten piękny słoneczny dzień, na który zaplanowałem trening rytmów. Po nocnej zmianie ciężko wygramolić się z łóżka, zwłaszcza gdy człowiek czuje się nie specjalnie. Trzy godziny zajęła mi psychiczna mobilizacja. Czterdzieści stopni na termometrze nie robiło na mnie wrażenia. Taki kiepski miałem nastrój, że nawet sześćdziesiąt stopni by mnie nie ruszyło. W końcu postanowiłem; biegnę na „stadion”, a jeśli będzie kiepsko – wracam, piję piwo, włączam Eurosport i będę oglądał jak inni się męczą. Ruszyłem, to tylko trzy i pół kilometra. Dzisiaj byłem pewny tylko jednego; na stadionie tłoku nie będzie. Radek rusza jutro na maraton do Krakowa i zrobił sobie przerwę, Ania pewnie będzie w domu, bo jej dziecko zachorowało na ospę, a innych biegaczy korzystających z „bieżni” (bieżnia, to brzmi dumnie) nie znam. Nie myliłem się – tłoku nie było. Tylko ja i bieżnia w pełnym słońcu, która trochę nie wyszła naszym budowniczym, bo okrążenie nie ma 400m. Szerokość daleka jest od wszelkich światowych wymogów, a szlaka którą jest wysypana, pewnie pochodzi z wałbrzyskiej ciepłowni i jest rakotwórcza. Zawiało optymizmem 🙂 Na szczęście się nie kurzyło. Upał panował niesamowity (po treningu sprawdzałem – w cieniu było 27 stopni). Pierwsze 400 metrów zrobiłem w 93 sekundy. Kolejne między 93-96′ – plan wykonany. Było tak upalnie, że nawet kaszel mi nie dokuczał. Na koniec moich krótkich refleksji powiem Wam dwie rzeczy. Pierwsza: biegając rytmy nie patrzcie tylko na szybkość. Zwracajcie również uwagę na technikę biegu. Starajcie się biec jak najbardziej ekonomicznie. Do tego nie potrzebny jest Wam trener. Po prostu starajcie się biec tak, żeby było Wam jak najlżej. Emil Zatopek biegał brzydko, ale był zabójczo skuteczny. Może gdyby biegał według światowych standardów byłby szybszy, ale mógłby być również wolniejszy. W moim przypadku, gdy kontroluję technikę, zyskuję od 2 do 5 sekund na 400 metrów – to wcale nie jest mało.  Biegniesz szybciej, mniej się męczysz, a pozytywny efekt – to kilka minut mniej na pokonanie dystansu. Opłaca się. Druga sprawa: nie rezygnujcie z treningu bez ważnego powodu, a kiepski nastrój i  beznadziejne samopoczucie do ważnych powodów nie należy.  Tym może być tylko kontuzja, trzęsienie ziemi, huragan lub tsunami. Jeśli czujecie się wyjątkowo kiepsko, to zakładajcie buty i ruszajcie przed siebie, bez pulsometru, zegarka, GPS-a itd. Zróbcie po prostu kilka kilometrów dla siebie.

Slavo65

Może Ci się również spodoba