Śnieżna czterdziestka

„Czasem droga którą zmierzamy, ważniejsza jest od celu, jaki sobie obraliśmy”

Taką, mniej więcej złotą myśl słyszałem. To podejście jest znakomitym pocieszeniem dla tych, którzy nigdy nie dotrą do celu lub nie przybędą tam w czasie jaki planowali. Nie ma w tym nic  złego. Zwycięzca może być tylko jeden, bo takie jest życie, ale on również kiedyś zostanie pokonany. Na szczęście wielu z nas ma ogromną satysfakcję z tego, że wygrywa z własnymi słabościami i to jest najpiękniejsze w tym co robimy, bo inaczej nasze działanie nie miałoby sensu. Bez względu na to, jak daleko dojdziemy, ważne jest, że dokądś zmierzamy.

01.Wb-tchełmiec

Najcięższy kilometr podczas dzisiejszego treningu

Na takie refleksje zebrało mi się po dzisiejszym biegu, na który wybrałem się z Jarkiem. Obudziłem się o piątej rano, jakby przeczuwając, że dzisiejszy trening będzie dla mnie niezwykle ciężki i nie mogłem zasnąć. Jarek przyjechał z Oławy do Wałbrzycha punktualnie. Przebierał się u mnie, kiedy usłyszeliśmy jak w radio popychają pierdoły o tym, że na kultowym „Biegu Rzeźnika” biega się boso. Dzisiejszy bieg był dla Jarka jednym z długich treningów przygotowujących go właśnie do tych zawodów. Ale nie „łyknął” tego tekstu, bo żadnych butów mi po treningu nie zostawił. Szkoda, bo buty miał całkiem nowe i rozmiar też by na mnie pasował. Pogoda była znakomita, przynajmniej według mojej oceny, bo od wielu dni słyszę narzekania, że jest źle, nie ma wiosny, a śnieg jest uciążliwy – koniec świata. Ruszyliśmy na trasę. Biegliśmy obwodnicą okrążającą dzielnicę na której mieszkam, skręciliśmy na drogę prowadzącą przez Ogrody Działkowe i dotarliśmy do wioski Struga. Minęliśmy pałac i po kilkuset metrach asfaltowej drogi skręciliśmy i biegnąc pod górę przez ośnieżone pola dotarliśmy do lasu.  Śniegu było coraz więcej, a jedyne ślady na leśnej drodze świadczyły o tym, że kilka dni temu, ktoś tędy przejeżdżał. Zaczął się mozolny podbieg.

02.Wb-tchełmiec

Na niedostępnym zboczu Trójgarbu

Dotarliśmy do drogi, którą pewnie tylko ja i może ktoś jeszcze czasami przemierza, ale śnieg był tak głęboki, że zaproponowałem bieg inną drogą. Wilgotność powietrza dawała mi się coraz bardziej we znaki. Biegłem za  Jarkiem i w końcu musiałem przejść do marszobiegu, bo nie mogłem oddychać. Zaskoczyło mnie to ogromnie, bo tego się nie spodziewałem. Wiem, że nad wydolnością muszę jeszcze sporo popracować, ale ta reakcja organizmu była zaskakująca. Po kilkuset metrach doszedłem do siebie. Na Skrzyżowaniu Siedmiu Dróg zrobiliśmy chwilę przerwy i biegliśmy dalej pod górę. Następne skrzyżowanie i na zboczu Trójgarbu zaczęła się prawdziwa walka ze śniegiem którego było po kolana.  Po kilkudniowych opadach śniegu nikt tędy nie szedł. Było tak głęboko, że nawet leśne zwierzęta nie korzystały z tej drogi. Przeszliśmy do marszu, bo bieg nie miał sensu. Przejście jednego kilometra zajęło nam ponad dwadzieścia minut. Dotarliśmy na górę, zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcia i ruszyliśmy w dół, bo zaczęliśmy marznąć. Wokół wisiała mgła i widoczność była niewielka. Ale ośnieżone drzewa, śnieg, miejscami sięgający do pasa i ogromne zaspy tworzyły przepiękny baśniowy krajobraz. Ten widok, to była najwspanialsza nagroda jaka mogła nas spotkać za wysiłek jaki włożyliśmy żeby tutaj dotrzeć. Zbiegaliśmy na dół. Wywróciłem się dwa razy, zanurzając się niemal cały w śniegu. Od wielu dni nikt tędy nie przechodził. Nie było żadnych śladów, dlatego biegło się ciężko, a o wypadek nie było trudno.

03.Wb-tchełmiec

Drugie w tym roku zdobycie Trójgarbu było dla mnie o wiele trudniejsze

Na szczęście gruba warstwa śniegu, skutecznie chroniła przed urazami.  Ostatnie kilkadziesiąt metrów, kończyliśmy bardzo stromym zbiegiem tuż obok zrujnowanej Bacówki pod Trójgarbem. Biegliśmy w dół przez wioskę do głównej drogi. Następnie zakręciliśmy w prawo i kilkaset metrów asfaltem podbiegliśmy do góry. Sielanka wkrótce się skończyła, bo ponownie nasza trasa prowadziła przez pola do lasu. Przeszliśmy do marszobiegu, bo tutaj śnieg również był bardzo głęboki. Mgła i ogromna wilgotność towarzyszyła nam przez całą trasę. Śnieg na drodze przykrywała warstwa lodowych odłamków, które oderwane z oblodzonych gałęzi spadły na dół tworząc lodową mozaikę. Do szczytu Chełmca było jeszcze kilka kilometrów. Biegliśmy trasą „Sudeckiej Setki” i „Nocnego Górskiego Maratonu” który był moim udanym debiutem na tym dystansie. Jarek biegł nadal z taką lekkością jakby przyciąganie ziemskie było mu potrzebne tylko do tego, żeby nie oderwać się od ziemi. Ja robiłem wszystko, by nad nim nadążyć. Kiedy dotarliśmy do kilkukilometrowego podbiegu na szczyt, droga tam prowadząca była ubita i biegło się nico lżej. Tym razem musiałem przejść do marszobiegu. Nie udało mi się dobiec na szczyt bez robienia przerw. Jarek tak daleko oddalił się ode mnie, że wkrótce zniknął w chmurach. Starałem się podążać na szczyt jak najszybciej, żeby nie musiał za długo na mnie czekać. Wkrótce i ja tam dotarłem. Zrobiliśmy krótką przerwę na kilka łyków napoju, pamiątkowe zdjęcia i ruszyliśmy w dół tą samą trasą.

04.Wb-tchełmiec

Jarek podczas powrotu z Chełmca

Biegło się szybciej po ubitym śniegu i wkrótce byliśmy na dole. Dotarliśmy do wałbrzyskiej dzielnicy Konradów, dobiegliśmy do uzdrowiska Szczawno Zdrój skąd ścieżką rowerową udaliśmy się do Wałbrzycha. Czterdziestokilometrową trasę pokonaliśmy w czasie 4:49:32 w średnim tempie 7:14 min/km Mimo takiego czasu, prędkość była niezła, bo na wynik miało wpływ kilka kilometrów, które musieliśmy pokonać marszem lub marszobiegiem.  Dzisiejszy bardzo długi bieg uważam za udany, bo obnażył moje słabości nad którymi muszę popracować. Dziękuję Jarkowi za to, że przyjechał do Wałbrzycha i mam nadzieję, że bieganie po moich ścieżkach w tak trudnych warunkach również i jemu przyniosło korzyści.

Slavo 65

Może Ci się również spodoba