Półmaraton Ślężański – 1:42:50 :)

„Chciałbym mieć wolność i taką swobodę, jak wiatr, który wieje w twarz komu zechce”

William Shakespeare

Tym razem nie było małej czarnej przed zawodami. Posłuchałem rady starszych kolegów (stażem biegowym oczywiście) którzy twierdzą, że kawa zamula organizm. Nie wypiłem więc tego napoju i nie czułem jakiegoś braku kofeiny w organizmie. Na śniadanie gotowany makaron z cukrem, bo wszystkie inne potrawy przed biegiem, na wyniku którego mi zależy, prowadzą do rozstroju żołądka. Denerwuję się tak samo jak Andrzej Gołota przed walką, chociaż moje zmagania są o wiele mniej bolesne. Nikt mnie przecież w szczękę walił nie będzie. O godzinie 8:25 wyszedłem z domu, po drodze dołączył do mnie Radek i poszliśmy na parking, na którym czekał już na nas Bogdan. Ruszyliśmy. W Wałbrzychu termometr wskazywał  minus 7 stopni. Zakładałem, że w Sobótce będzie tyle samo, chociaż jest niżej położona od Wałbrzycha. Minęło kilkadziesiąt minut i dotarliśmy na miejsce. Był mróz, ale zapowiadało się na piękny, bezwietrzny, słoneczny, ale chłodny dzień. Poszliśmy się zarejestrować, a później zrobiliśmy małą rozgrzewkę. Nie szukałem znajomych, bo mroźne powietrze nie skłaniało do chodzenia po okolicach. Mimo wszystko w olbrzymim gąszczu biegaczy spotkałem kilka znajomych, w tym Grześka ze Strzegomia z którym byłem umówiony. Czas mijał szybko i udaliśmy się do rynku w Sobótce. Biegaczy było sporo. Wiedziałem, że prawie nikt nie wymięknie z powodu kilku stopni poniżej zera. Trenujemy w tych warunkach, dlaczego więc nie mielibyśmy w takich samych startować? Ustawiliśmy się z Radkiem w połowie  zgromadzonych uczestników biegu.

01. pół śl - sobótka

Moja nowa skromna życiówka w półmaratonie – 1:42:50 i piękny medal na pamiątkę

Celowaliśmy mniej więcej w ten sam wynik 1:45:00 Dlatego postanowiliśmy biec razem tyle, ile się da. Start z tak odległej pozycji okazał się z pozoru nie najlepszym rozwiązaniem. Biegliśmy wolniej od zakładanego tempa 5:00min/km, ponieważ musieliśmy wyprzedzać wolniejszych biegaczy, którzy na starcie ustawili się przed nami. Kalkulowałem, że wolniejsze tempo, wyjdzie nam jednak na dobre, bo zwykle startuję  za ostro i do mety docieram na spalinach. Dzisiaj zapowiadał się inny scenariusz. Pierwsze dwa kilometry przebiegliśmy wolniej, ale na kolejnych trzech nadrobiliśmy stratę i piąty pokonywałem w czasie o 1 sekundę lepszym od planowanego. Wkrótce rozstałem się z Radkiem, któremu zbyt szybkie tempo trochę zaszkodziło i postanowił na jakiś czas zwolnić. Na Przełęcz Tąpadła wspinałem się w niezłym tempie, w granicach 5:00. Z przełęczy biegło się znacznie szybciej. Ten newralgiczny punkt trasy, był bardzo dobrze przygotowany przez organizatorów, którzy zapowiadali, że zrobią wszystko, aby trasa była bezpieczna i dotrzymali słowa. Biegłem poniżej 5min/km, ale nie chciałem zbyt mocno przyspieszać, bo to mogło się później na mnie zemścić. Nawet na tak krótkim dystansie trzeba kalkulować. Wielu zawodników wyprzedzało mnie na zbiegu, ale nie dałem ponieść się emocjom. Biegłem swoim tempem, średnio o 15 sekund szybciej od zakładanego. Po minięciu przełęczy ukrytej między drzewami, wybiegliśmy na otwartą przestrzeń. Z prawej strony, w pełnym słońcu widniała ośnieżona góra Ślęża, z lewej rozciągały się przysypane śniegiem łąki oraz pola. Wkrótce z tamtej strony, coraz mocniej zaczął dmuchać mroźny wiatr. Byłem w transie i wcale mi to nie przeszkadzało. Biegłem przed siebie i przestałem zastanawiać się nad tym; na którym miejscu dotrę na metę, czy zrobię życiówkę, czy dam radę, którzy będą moi koledzy, czy ból łydki da mi dobiegnąć do mety itd. Jeśli przestajesz myśleć o tym wszystkim, możesz tak biec w nieskończoność. Kilka pagórków dzielących mnie od mety pokonałem, prawie nie zwalniając. Ćwiczenie podbiegów na treningach, daje w takim terenie pozytywne efekty.  Kilkaset metrów przed metą przyspieszyłem, wyprzedzając kilkunastu biegaczy i dotarłem w niezłym tempie do celu. Pogoda była piękna, ale mróz nie odpuszczał. Stałem w kolejce po herbatę, kiedy wkrótce do mety dotarł Radek. Pozbierał się najwyraźniej, bo był gorszy ode mnie zaledwie o dwie minuty.

02. pół śl - sobótka

 Od lewej: Bogdan (1:40:10), ja (1:42:50), Grzesiek (1:39:40) i Radek (1:45:21)

Weszliśmy do hali na posiłek. Tam spotkaliśmy Kazika Kordzińskiego z Lublińca. Zamieniliśmy kilka zdań, bo każdy szedł w swoją stronę, ale to wystarczyło. Spotkanie Kazika, to wielka przyjemność, bo emanuje od niego optymizm i chęć do życia. Szkoda, że trwało to tylko chwilę. W hali panował ogromny gwar. Na zewnątrz, świeciło słońce, ale mróz pchał wszystkich do środka. Zjedliśmy posiłek i udaliśmy się do samochodu. Przebraliśmy się, a po krótkim spotkaniu z Grześkiem i pamiątkowych zdjęciach ruszyliśmy do domu. Nie chciało nam się czekać na dekorację zwycięzców. Mróz mocno dał nam się we znaki. Wyjeżdżaliśmy z Sobótki powoli, bo wciąż nadciągali do mety niestrudzeni biegacze. Swoją życiówkę poprawiłem o ponad 8 minut i czułem, że mogłem biec jeszcze szybciej. Radek również poprawił swój wynik o kilka minut. Grzesiek wypadł nieco słabiej, ale jak chce się zawstydzić Kenijczyków i ma się wyżyłowany wynik, to o poprawę bardzo trudno. Jarek i Krzysiek również poprawili swoje rekordy. Co jest dowodem na to, że nie przespali zimy jak brunatne misie, tylko ostro trenowali. Kasia z którą niedawno treningowo przebiegliśmy trasę półmaratonu, pobiegła wolniej niż myślałem, ale to był jej debiut i pewnie tłum ją zgubił. Po tym co pokazała na treningu spodziewałem się, że zrobi dystans w czasie poniżej dwóch godzin. Bogdan przybiegł na metę tylko o nie całe trzy minuty przede mną. Grubo poniżej swoich możliwości, ale od początku roku mu się nie układa.  Kontuzje i choroba na początku roku mocno go przystopowały. Natomiast debiutujący Łukasz z Nowej Rudy, którego miałem przyjemność poznać niedawno, wcale mnie nie zaskoczył. Na ostatnim treningu było widać, że ma moc i pokonując półmaraton w czasie 1:29:19 tylko to potwierdził. Biega z taką lekkością jakby pozbył się czterdziestu kilogramów nadwagi. Marcin pobiegł wolniej ode mnie, czego się nie spodziewałem. Ale na starcie ustawił się jeszcze dalej i stracił mnóstwo czasu, zanim przedarł się do przodu, gdzie można było biec znacznie szybciej. Nasz lokalny champion – Patryk Łazarski wylądował na 20 pozycji z czasem 1:16:46, co bardzo cieszy, że na naszym wałbrzyskim podwórku rośnie nowa gwiazda. W sumie było nieźle, nikt się nie przegrzał tak jak w ubiegłym roku, kiedy o tej porze panował upał i karetki kursowały co chwilę. Martwiłem się, że wypadnę gorzej, bo trening w ostatnich tygodniach nie układał się po mojej myśli, ale poprawienie czasu o ponad 8 minut, to najlepszy dowód, że przez ostatnie miesiące się nie obijałem. W końcu to nie piłka nożna za ciężkie pieniądze, tylko bieganie za darmo!!!

03. pół śl - sobótka

 Każdy daje z siebie wszystko, bez względu na to, na którym miejscu przybiegnie

Nie wchodzę na żadne forum biegowe, żeby zapoznać się z opinią innych osób na temat zawodów, bo pewnie będzie wielu, którym w Sobótce coś się nie podobało. Od siebie mogę dodać tylko, że trasa była dobrze przygotowana i zabezpieczona, pomiar czasu i informacje na temat wyników również. W pakiecie startowym znalazła się ładna koszulka techniczna, doskonały napój energetyczny „Zamkowe” i próbka suplementu Artresan, wystarczająca na kilka dni.  Do tego piękny pamiątkowy medal na mecie i dobra pogoda. Nie ma jeszcze oficjalnego komunikatu podsumowującego imprezę, ale wg listy wyników bieg ukończyło 2659 zawodniczek i zawodników. Do następnej edycji jest jeszcze sporo czasu, ale warto udać się do Sobótki, jeszcze w tym roku na „Bieg Górski na Ślężę”. Ja tam się wybieram i szczerze polecam ten bieg na krótkiej, ale bardzo wymagającej trasie.

Slavo65 😛

Może Ci się również spodoba