Podsumowanie dwuletnich zmagań :)

06.ja z medalem 2

Dokładnie 1 marca 2011 roku rozpoczęła się moja wielka przygoda z bieganiem. Kilka miesięcy wcześniej podjąłem nieśmiałą biegową próbę, ale jeszcze nie byłem zdecydowany i pierwsze opady śniegu zniechęciły mnie na kilka miesięcy do treningów. Czas na krótkie podsumowanie, które muszę zrobić  sam, bo dla TVN-u lub POLSAT-u nie jestem obiektem do zainteresowania. Na mnie nie zarobią kasy  – na razie (taki żarcik) więc się nie interesują.  Podsumowanie będzie krótkie, żeby nie zanudzać.

Dwa lata temu moja waga startowa wynosiła 87,5kg, obecnie 75,5kg Z tkanką tłuszczową też zjechałem z ponad 18% do 13% Jeszcze kilka procent i poproszę o obywatelstwo w Kenii. Dwa lata temu po przebiegnięciu 3km wyglądałem jakbym spadł z dachu na kupę kamieni i musiałem, po tak krótkim treningu godzinę odpoczywać, martwiąc się o to, czy przeżyję. Teraz po 25km zastanawiam się, czy nie biec dalej. Obecnie mam 48 lat i jeszcze do niedawna myślałem, że na bieganie jest już za późno, ale 61 letni Zbyszek ze Strzegomia, z którym miałem przyjemność ostatnio trenować, a którego nie sposób dogonić – udowodnił mi, że mogę jeszcze bardzo długo biegać. Na zdjęciu poniżej –  Józek Żuk, nasz wałbrzyski biegowy Matuzalem – 70 lat z kawałkiem i wielki zapał do biegania.

Na blog 2 - józek żuk

W pierwszym sezonie startowym uczestniczyłem w 4 imprezach. Zadebiutowałem w Mistrzostwach Polski w Długodystansowym Biegu Górskim w Ludwikowicach Kłodzkich, zajmując 78 miejsce na 108 zawodników. 28 kilometrową trasę pokonałem w czasie 3:09:04 ze średnią 6:45 Z występu byłem zadowolony, bo po niecałych trzech miesiącach treningów, postawiłem przed sobą bardzo ambity cel i dałem radę. Okazało się, że za mocno ruszyłem z treningami, bo kontuzje wkrótce dały znać o sobie. Dlatego kilometraż nie jest imponujący, średnio miesięcznie wybiegałem 150km i musiałem odpuścić bardziej wymagające treningi szybkości, interwały, siłę biegową itd. Mój wielomiesięczny trening opierał się głównie na bieganiu w terenie, bez żadnych biegowych akcentów. Stąd niewiele lepszy wynik w „Biegu po Złoto” w Złotym Stoku, odbywającym się w listopadzie. Na bardzo krótkim 5km dystansie  – moje tempo biegu, było zaledwie o kilkanaście sekund lepsze od tego, które uzyskałem w długodystansowym biegu górskim, kilka miesięcy wcześniej. Na trudnej technicznie trasie w Złotym Stoku, szczególnie dał mi się we znaki brak treningów siły biegowej.

Drugi sezon biegowy, to już 18 startów, ze średnią miesięczną 235km wybieganych kilometrów. Poprawa wyników w zawodach, oraz temp biegowych na treningach. Kontuzje niestety mnie nie omijały. Na szczęście w porę reagowałem, co odbiło się na wynikach, bo musiałem odpuszczać,  ale zapobiegło dłuższej absencji treningowej, która byłaby dla mnie jeszcze gorsza. Z przyczyn zdrowotnych, bardziej obciążających treningów specjalistycznych nie było wiele. Ale znacznie wzmocniłem siłę biegową, ćwicząc liczne, długie podbiegi, co pod koniec roku przyniosło pozytywne efekty.

Mój pierwszy debiut na dystansie maratonu odbył się w Boguszowie Gorcach podczas „Nocnego Górskiego Maratonu” Trasę pokonałem w czasie 4:27:09 zajmując 15 miejsce w kategorii open i 3 w kat. M40 Tak było przynajmniej przed snem. Kilka godzin później obudził mnie esemes od organizatora, w którym było wyraźnie napisane, że sklasyfikowany zostałem na 18 pozycji open i 4 w M40 Nie będę tego komentował, bo już o tym wspominałem. Ale powiem, iż byłem bardzo rozgoryczony, że organizator tak potraktował mnie i wielu innych zawodników. Klasyfikując tych, którzy nie ukończyli dystansu 75 km, w maratonie, bo na to nie zasłużyli. Podjęli wyzwanie któremu nie podołali, dlaczego więc mieli zostać nagrodzeni wbrew regulaminowi? To żałosne i głupie, ale organizator powiedział, że może interpretować regulamin jak mu się podoba. Szkoda, że już na początku przygody z bieganiem, takie coś mnie spotkało, ale trzeba się hartować.

Drugi start na długim dystansie maratońskim to – Maraton Gór Stołowych. Byłem bojowo nastawiony i w dobrej formie. Ćwiczyłem niewiele, żeby nie przedobrzyć. Trasa MGS-u jest znacznie trudniejsza, ale czułem się na siłach pokonać dystans w takim samym czasie co Nocny Maraton. Do 20km było bardzo dobrze i nagle zaczęła nawalać łydka, a dobijały mnie problemy żołądkowe. Ból był tak wielki, że na 25km zastanawiałem się, czy nie zrezygnować z biegu. Ale brnąłem dalej i na 30km jeszcze mieściłem się w planie. Dalszą część trasy, pokonywałem marszobiegiem – nie chciałem się poddawać. Dotarłem na metę w czasie 5:33:44 zajmując 68 miejsce na 385 uczestników w klasyfikacji generalnej, w kategorii wiekowej byłem 15 na 88 zawodników. W sumie nieźle. O moich dolegliwościach zapomniałem po biegu na chwilę, kiedy ujrzałem nogę Filipa Szuszkiewicza z Mieroszowa. Kostkę miał tak spuchniętą, że była prawie tej wielkości co łydka, a mimo to dobiegł do mety! Na niego, tak jak i na mnie i wszystkich biorących udział w zawodach, nie licząc nielicznych zwycięzców, czekał na mecie pamiątkowy medal i ogromna satysfakcja z ukończenia biegu. Czy to nie wspaniałe, że większość z nas robi coś dla zwykłej satysfakcji? Dowartościowując się w ten sposób i nadając większy sens swojemu życiu. Może w życiu codziennym, pracy, wśród zwykłych zblazowanych ludzi jesteśmy niczym nie wyróżniającymi się przeciętniakami, ale na trasie biegu jesteśmy herosami! Nawet ci, którzy przybiegają na końcu wyścigu! Wszyscy mamy do pokonania ten sam dystans i to jest piękne. Inne starty w zawodach w moim pierwszym sezonie startowym układały się różnie. Z jednych występów jestem zadowolony z innych nie, ale było warto się na nie wybrać. Nigdy nie przypuszczałem rozpoczynając moją wielką przygodę z bieganiem, że poznam w tak krótkim czasie, tak wielu interesujących ludzi.

Ja w peletonie - półmaraton Wałbrzych 2012

„Półmaraton Wałbrzych 2012” Kontuzja nadal dawała znać o sobie, ale nie chciałem tego startu odpuścić. (zdjęcie zrobił – Krzysiek Pytel z Wałbrzycha)

Miałem się nie rozpisywać – przepraszam, poniosło mnie. Dlatego na koniec podsumowania dwuletnich zmagań biegowych, chciałem powiedzieć, że bieganie zmieniło moje życie na lepsze i nadało mu sens, chociaż nie mam z tego pieniędzy, ani innych profitów. Cieszę się ogromnie, że mogę biegać i chciałbym robić to jak najdłużej. Może dzięki bieganiu będę lepszym człowiekiem – chciałbym żeby tak się stało. Dziękuję Markowi Swobodzie za to, że swoim przykładem, determinacją w dążeniu do celu i pracowitością, którą obserwowałem przez kilka lat, zaraził mnie i dzięki temu dzisiaj biegam. Szkoda że on, z powodów osobistych tego robić nie może, ale mam nadzieję, że również teraz się nie poddaje. Dziękuję Arturowi Żakowi za wspólne bieganie i jego niezwykle racjonalne podejście do życia i biegania, czym czasami mnie zawstydza. Radkowi Mękalowi, którego niedawno poznałem, a mieszka dosłownie kilkadziesiąt metrów ode mnie i nigdy wcześniej się nie widzieliśmy. Mam nadzieję na wiele wspólnych treningów i kontynuację prowadzonego przez niego ciekawego, biegowego bloga >>> http://radekbiega.pl do którego z przyjemnością zaglądam. Dziękuję Jarkowi Łuczkiewiczowi z Oławy i Krzyśkowi Wajerowskiemu z Oleśnicy za wspólną rywalizację.  Trzymam za nich kciuki już teraz, chociaż do „Biegu Rzeźnika” jest jeszcze trochę czasu. Chłopakom z Nowej Rudy – Łukaszowi Beczkowskiemu, Robertowi Czapindze, Markowi Zbyrytowi również składam podziękowania za ostatni trening i liczę na kolejne spotkania treningowo – startowe. Grześkowi Sulimie i Zbyszkowi Twarogowi ze Strzegomia za udane, wspólne treningi, występy na zawodach i dyskusje o bieganiu i nie tylko. Kasi Bawiec za trening w Sobótce i za piwko. Marcinowi Dudzińskiemu za wspólny bieg przez wiele kilometrów, podczas mojego debiutu maratońskiego (mam nadzieję, że nasze plany dotyczące biegowej trasy wokół Wałbrzycha uda się zrealizować). Piotrowi Herzogowi za znakomity MGS i zmontowanie biegowej mega imprezy, która debiutuje w tym roku >>> http://www.dfbg.pl  Edkowi Dudkowi za wspaniały „Maraton Beskidy” >>> http://www.maratonbeskidy.pl w którym miałem przyjemność uczestniczyć i za to co robi dla popularyzacji sportu w naszym pięknym kraju. Dominikowi Ząbczyńskiemu za to, że dzięki niemu nasze polskie bieganie po górach nabrało jakiegoś formalnego charakteru i klasyfikowane jest w ramach Ligi Biegów Górskich oraz za to, że jest największym popularyzatorem tego sportu w kraju dzięki portalowi, który to ogarnia >>> http://www.biegigorskie.pl  Darkowi Strychalskiemu za to że jest i za to, że pokazał, dlaczego nie należy się poddawać, nawet wtedy, gdy cały nasz świat legnie w gruzach. Izie Zatorskiej za cenne uwagi dotyczące treningu. Arturowi Kuleszy z Dębowca, którego miałem przyjemność poznać na MGS-ie dziękuję i przepraszam za to, że jeszcze nie umieściłem informacji na blogu o organizowanej przez niego „Beskidzkiej 160 na Raty” a powinienem zrobić to w pierwszej kolejności >>> http://www.nasportowo.dziegielow.org.pl/beskidzka-160-na-raty,258.html Mojej Żonie za sprawdzanie topornych tekstów, które umieszczam na blogu (ten pewnie będzie pełen błędów, bo teraz śpi i nie dostanie go do korekty) i Synowi, za techniczne modyfikowanie bloga. Dziękuję wszystkim tym, których miałem przyjemność poznać, trenować z nimi i rywalizować. Na początku roku chciałem zlikwidować mojego bloga, bo pochłania on trochę czasu, ale przeglądając statystyki byłem mile zaskoczony, że jednak wielu ludzi na niego zagląda i zmieniłem zdanie. Dobrze – koniec tych czułości. Kiedy wczoraj oglądałem po raz kolejny dokument o niesamowitym  Darku Strychalskim, taka myśl nasunęła mi się do głowy:

„Granice są tam, gdzie je wytyczysz lub zrobi to Twój organizm”

i z tą sentencją, chciałbym wejść w kolejny biegowy sezon. Życie jest piękne mimo wszystko. Posłuchajcie co płynie w duszy mej:

[youtube 5jU_WC0LnPA nolink]

Slavo65

Może Ci się również spodoba